Archiwa tagu: zabawa

Bachorszczyzna

Dzieci mnie wkurzają i kompletnie nie kręcą. Nie potrafię się rozczulić na widok gulgającego w wózku bezzębnego dzieciaka. Choćbym chciała nie wiem jak bardzo! Dla mnie to po prostu mały berbeć, który się ślini, bo nie ma zębów i gulgocze, bo nie umie inaczej się komunikować. Dlatego pewnie nie umiem w pracy znaleźć języka z matkami. Bo mnie nie kręcą ich opowieści. Że niunia już umie kupkę zrobić bez pieluchy. Że dziubuś to nie chce jeść bananka, ale lubi buraczki. Nie silę się już nawet na sztuczne udawanie zainteresowania, bo nie ma nic gorszego i paskudnego niż wymuszony uśmiech.

Oczywiście toleruję dzieci w moim otoczeniu. Dopóki nie włażą z butami w moją osobistą przestrzeń. Albo jeśli są grzeczne i dobrze ułożone. Co rozumiem przez grzeczne? A np. to, że jak już taka wesoła mama przyprowadza do mnie swoją latorośl, to latorośl ta nie maże rąk w ketchupie i nie stawia łapek na ścianie. Albo nie otwiera wszystkich szafek i nie wybebesza ich plugawej zawartości na światło dzienne. Albo nie traktuje mojego kota jako zwierza do upolowania.

Raz była taka jedna sytuacja. Dziecko-potworek najpierw wylało z premedytacją herbatę na podłogę. Potem wzięło się za kota. Próbowałam mamusi mówić, żeby wpłynęła na potworka, bo ja mogę to zrobić niezbyt profesjonalnie, gdyż sama dzieci nie posiadam. „Oj przestań! Przecież herbatę można zetrzeć z podłogi.” „No nie o to mi chodzi, czy można, czy nie. Chodzi mi o takie bałaganienie komuś z premedytacją.” „No są dzieci, jest bałagan.” „A u kogoś też?” „No w gościach przecież jesteśmy.” Już się gotowałam wewnętrznie. Przecież w gościach to tym bardziej trzeba zachowywać się w ramach jakiejś ogólnie przyjętej przyzwoitości. „Nie myślisz, że to właśnie w gościach trzeba być grzecznym?” „Ale to jeszcze dziecko, może mieć taryfę ulgową.” „Ja myślałam, że czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał.” „Ojoj, jak poważnie.”

Doszłam do wniosku, że nie będę się przejmować. Potworek pójdzie, to się najwyżej posprząta. A potworek wyrośnie na potwora i będzie mamuśce krew psuł, nie mi. Potem jednak sytuacja się zaogniła. Zauważyłam, jak potworek próbował dosiąść mojego rudzielca Garfa. „Powiedz coś, bo ja powiem.” „Z kotkiem się bawi.” „Na kocie się nie jeździ.” „A niech pojeździ, koty mają mocne kości.” Wzięłam dwa głębsze oddechy. Wstałam z krzesła i podeszłam do potworka. „Zostaw rudego.” „Nie! Ja chcę ujeżdżać koty!” „Zostaw mówię, bo ja cię zaraz ujadę. To mój kot!” Potworek spuścił oczka, zamrugał i zakwilił „A ja kcem!” „A ja nie kcem! Nie waż się kota tykać. Bo ci palce obgryzie i zje.” Potworek rozbeczał się strasznie. „Czemu straszysz? Nie wolno tak do dzieci!” „Mówiłam, żebyś sama coś powiedziała. Teraz nie miej pretensji.”

Zaczęłam się wtedy zastanawiać, dlaczego do tej pory inteligentna dziewczyna zachowuje się, jakby razem z odcięciem pępowiny ktoś jej poprzecinał połączenia pomiędzy poszczególnymi obszarami mózgu. Później potworek próbował ciągać kota za ogon i tłuc łyżką. Wściekłam się. Zabawa zabawą, ale dziecku trzeba tłumaczyć, że zwierzęta też czują. „No powiesz jej coś, czy nie?!” „Nic złego moja Niusia nie robi.” „To ja jej powiem, bo już mam was dość!” Podeszłam do Niusi-potworusi, złapałam ją za ramię i wyrwałam łyżkę. „Co lobisz?” „Mówiłam, że masz kota nie dręczyć!” „Ja się bawię.” „A wiesz, że kota to boli, jak się go za ogon ciągnie i bije łyżką?” „Nie boli!” „Czemu tak uważasz?” „Bo ja jestem mała i lekko biję.” Przewróciłam oczami i zwróciłam się do koleżanki, żeby zabrała swoją pociechę i już mnie z nią nie odwiedzała. Koleżanka się obraziła, bo przecież jej Niusia-potworusia jest bardzo grzeczna! Absurd. Grzecznym dzieckiem to byłam ja. Gdy szliśmy w gości siedziałam jak trusia obok Mamy, Babci, czy tam kogokolwiek. Zanim cokolwiek wzięłam, to się pytałam gospodarza, czy można. Skoro ja potrafiłam, to myślę, że jest to w zasięgu większości dzieci.

Dziś też się wpieniłam. Siedziałam w szpitalu gruźliczym pod gabinetem. Tak długo, że sama już nie pamiętam, po co właściwie przyszłam. Weszła jakaś kobieta z dzieckiem. Na pozór wszystko OK. Ale mój anty-baby radar zaczął pikać. Czułam przez skórę i sweter, że będzie coś nie tak. Siadły sobie na krzesełkach. Po sekundzie dziewczynka (lat ok. 3) przemawia „Mamusiu! Ja tu nie chcę siedzieć.” „Dlaczego?” „Bo ten dziad jest stary i brzydki!” Kopara mi zjechała. Jak ona tak mogła o starszym, siedzącym obok i wszystko słyszącym człowieku? A potem jeszcze niżej, gdy usłyszałam reakcję kobiety. Byłam pewna, że zwróci dziecku uwagę i przeprosi człowieka. Jakże się pomyliłam! Mamuśka otaksowała staruszka spojrzeniem. Wykrzywiła wargę i szepnęła tak, żeby wszyscy usłyszeli „Masz rację! Paskudny. Gdzie się przesiadamy?” Serce zabiło mi mocniej, bo wiedziałam, że jest wolne miejsce obok mnie. „Tam! Tam! Koło tej pani z ładnymi, jasnymi włosami!” Rozglądałam się. Niestety nie było innej pani z jasnymi włosami. No i siadły koło mnie.

Przez minutę było dobrze. Po chwili poczułam, że jakieś małe parzydełka smyrają mnie po ręce. Spojrzałam, cała ufajdolona od lukru i czekolady mała rączka. „Przepraszam, czy może pani powiedzieć dziecku, żeby mnie brudną ręką nie dotykało?” „Ohoho! Patrzcie jaka wrażliwa się znalazła!” Pomyślałam sobie, że to kolejna, której mózg z macicą się miejscami zamienił. „A ma pani ochotę prać mi sweter? Bo jakoś taki brudny się zrobił.” Spojrzała na mnie i zwróciła się do dziecka „Przestań, bo tej kobiecie brudzisz sweter.”

Była chwila spokoju. Po jakimś czasie bachorszczyzna zaczęła mi włosy macać i ciągnąć. „Co robisz?” „Dotykam, bo mi się podobają.” Nie wytrzymałam i wzięłam rękę tego dziecka ze swojej głowy. Ono na to w ryk „Buuuu!! Ałaaaa! Ta baba mi rękę łamie!!” I wtedy mamuśka zaczęła wtórować „Ty bezczelna, ty! Dziecko moje krzywdzisz!” „Nic nie krzywdzę! Dlaczego pani dziecko ma mnie dotykać, kiedy ja nie chcę! Jak pani nie reaguje, to ja sama reaguję! Pani sama je krzywdzi. Wyrośnie na aspołecznego potwora!” O dziwo, ludzie w poczekalni udzielili mi wsparcia. Też powiedzieli kobiecie, co myślą o jej unikatowych metodach wychowawczych. Na to kobieta widząc, że już nie ma opcji zakrzyczeć nikogo, powiedziała do dziecka „Chodź skarbie. Przyjdziemy kiedy indziej. Jak nie będzie tu takich głupich bab i śmierdzących, starych ludzi.”

Tragedia jakaś. Jak można tak swoje dziecko wychowywać? Przecież to jest jakieś bezhołowie. Bydło jakieś wyrośnie albo w ogóle nie wiadomo co. Czemu takie matki nie uczą jakichś elementarnych zasad typu szacunek do starszych, dla zwierząt, zachowanie w gościach? Przecież to są prozaiczne sprawy…

Sylwester z kamerką

Dziś ostatni post tego roku :) Jest sylwester i wypadałoby gdzieś pójść. Tak myślę, że wypadałoby, bo w tv i wszędzie mówi się, że trzeba się bawić. Mnie także nie ominęły pytania „a wy co robicie na sylwestra?” „nie wiem jeszcze” I zdziwione spojrzenia „jak to nie wiesz? przecież tylko tydzień został!”. I trochę tak wstyd się przyznać, że się nigdzie nie idziemy. Nie idziemy, bo byliśmy w tym roku wyjątkowo nieogarnięci i do świąt nawet nie myśleliśmy o sylwestrze.

W zasadzie nie wiedziałam, czy będę miała dzisiejszy dzień wolny. Ostatecznie mam i nic nie zaplanowaliśmy. To będzie chyba pierwszy taki wieczór dla mnie od dobrych kilkunastu lat. Co dziwne, jakoś wcale nie czuję z tego powodu smutku, żalu, czy rozczarowania. Posiedzimy sobie we dwójkę, a około dwunastej pójdziemy do miasta i też będzie spoko. Może to i dziwne, że nie idziemy do żadnych znajomych, ale w tym roku mieliśmy bardzo mało chwil, żeby spędzić je zupełnie sam na sam. Nie licząc kupowania mebli do pokoju albo malowania ścian :P

W sumie to lepiej spędzić sylwestra samemu niż tak, jak w zeszłym roku. Mieliśmy do wyboru parę opcji – mogliśmy jechać do Torunia albo do Kołobrzegu, iść do mojego kolegi na domówkę albo jechać do koleżanki. Wybraliśmy tę ostatnią opcję. Niestety. Jechaliśmy prawie dwieście kilometrów. Miało być około dziesięciu osób, ale okazało się, że faceci nie przyjdą i mój był rodzynkiem w cieście pijanych, rozwrzeszczanych babiszonów. Było dość standardowo. Picie, jedzenie, a o dwunastej wyjście na molo w Sopocie. Impreza mijała całkiem sympatycznie. Po powrocie sobie potańczyliśmy, pośpiewaliśmy i zjedliśmy coś ciepłego. Około czwartej poszliśmy spać.

Rano wszyscy obudzili się bez tupotu białych mew w głowie. Jedliśmy sobie śniadanie, aż nasza gospodyni oznajmiła „Mam dla was zajebistą niespodziankę!” Podeszła do laptopa i zaczęła szukać czegoś. „O mam! Jak wróciliśmy włączyłam kamerkę w laptopie, hahahaha” Wszystkim miny zrzedły. „Nie zrobiłaś tego naprawdę?” „Zrobiłam! Nagrywało się, aż do rana. Mam was wszystkich na widelcu!” Mi się automatycznie jeść odechciało, jedna koleżanka udławiła się sokiem, a druga powiedziała wymowne „o kurwa”. Potem gospodyni katowała nas tym filmikiem. Można było zobaczyć różne dziwne rzeczy, które większość z nas robiła patrząc w monitor. Przykładowo dłubanie w nosie albo poprawianie pewnych części garderoby… Tak czy inaczej atmosfera zabawy i miłego minionego wieczoru uleciała w jednej sekundzie, jak powietrze z przekłutego balonu. Czuć było, że wszystkim oprócz gospodyni się to nie podobało.

Mogła przecież powiedzieć, że włącza kamerkę. I tak pewnie byśmy o tym zapomnieli, ale na moje wypada poinformować, że robi się coś takiego. Nawet wydaje mi się, że takie nagrywanie jest bezprawne. Po tym incydencie stwierdziłam, że więcej imprez z nią nie chcę spędzać. I cały rok się nie widziałyśmy. Teraz mi w zasadzie szkoda, bo znamy się od bardzo dawna i zawsze raczej się lubiłyśmy. Jednak poczułam się w pewien sposób zraniona tą sytuacją. Dlatego wolę tego sylwestra spędzić spokojnie ze swoim facetem i nie bawić się na siłę mimo wszechobecnej presji hucznej zabawy.

Tak całkiem na koniec zaserwuję sobie kilka postanowień noworocznych, których zwykle nie robiłam. Po pierwsze będę chodzić na fitness/jogę przynajmniej 3 razy w tygodniu. Na wiosnę zapiszę się na jazdę konną (już trzy lata się do tego zbieram). Nie będę się spinać i denerwować w pracy – nerwy i emocje nie są dobrymi doradcami. Zadbam wreszcie o siebie i odnowię znajomości. Zapiszę się na doktorat z ekonomii.

W Nowym Roku życzę Wam:
12 miesięcy zdrowia, 53 tygodni szczęścia, 8760 godzin miłości, 526600 minut pogody ducha i 31536000 sekund wspaniałej zabawy!

Liebster blog – czyli wynurzenia Blondyny ;)

Oczywiście refleks szachisty. A może inżyniera? Zabieram się za LB.

Liebster Blog

Ryzykantki, które zaprosiły mnie do zabawy, a jednocześnie skazały blogsferę na poniższe dyrdymały, to:


http://krainamarzenisnow.blogspot.com/
&  
http://kokolinkowyswiat.blog.onet.pl/

Zasady: ,,Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”

Pytania od Emilii:

1. Twoje największe marzenie? Zacytuję tu kandydatki na miss „żeby był pokój na świecie”. A z bardziej przyziemnych i egoistycznych to podróżować i pisać. Szczególnie marzą mi się Indie i Turkmenistan.
2. Masz jakieś hobby? Taaa, no raczej – moja praca związana z produkcją. Przy swojej pensji można nazywać ją jedynie „hobby”. Oprócz tego joga, blogowanie, fitness, książki fantasy. No i moje nieco zaniedbane ze względu na permanentne danie dupy przez Blizzarda Diablo!
3. Co o sobie sądzisz? To zależy od fazy cyklu.
4. Jakiej muzyki słuchasz? Usłyszałam ostatnio, że małe blondyny słuchają zajebistej muzyki. W moim przypadku się to sprawdza ;) hip hop, reggae.
5. Bliscy, znajomi wiedzą, że blogujesz? Wiedzą.
6. Lubisz czytać książki? Uwielbiam.
7. Twój ulubiony/a aktor/aktorka? Nie prowadzę takich rankingów. Albo film był dobry i wszystko mi odpowiadało włącznie z grą aktorską albo było do bani. I nie uratuje tego nawet najlepszy aktor.
8. Wakacje w Polsce czy zagranicą? Za granicą. Nasza infrastruktura turystyczna jest słaba w porównaniu do zachodu, a na wschodzie zobaczę coś czego nie widziałam u nas.
9. Uprawiasz jakiś sport? Patrz pkt 2.
10. Jesteś zadowolona ze swojego życia? Jeśli nie, to co byś w nim zmieniła?  Jestem zadowolona. A lista rzeczy, które bym zmieniła jest za długa do tej zabawy. Nie chcemy przecież zamęczyć potencjalnych czytających.
11. Najlepszy okres Twojego życia, to…? Studia. Ale wierzę, że coś zajebistego dopiero nadchodzi. Czuję to pod skórą. I to nie jest świerzb :P

Pytania od Kokolinki:

1. Jak brzmi Twoja definicja słowa przyjaciel? Myślę, że nie da się z sposób jednoznaczny i czytelny zdefiniować pojęcia, które niesie ze sobą tak wiele, a jednocześnie jest tak bardzo abstrakcyjne. Jednego można być pewnym, tych prawdziwych policzy się na palcach jednej ręki i będą z Tobą zawsze.
2. Co w sobie lubisz? Ciekawe pytanie. Najbardziej to, że ciągle stawiam sobie nowe cele. Potem oczywiście narzekam, że jestem urobiona po pachy. Ale przynajmniej zawsze mam co robić.
3. Co byś w sobie zmieniła? Impulsywność i nerwowość. I zmieniam to. Powoli…
4. Bez jakiej rzeczy nie wyobrażasz sobie życia? Bez elektryczności oraz źródeł energii w postaci gazu, ropy, węgla.
5. Jaką książkę byś poleciła innym? S. King „Mroczna Wieża” (cała saga), D. Glukchovsky „Metro 2033″, Ch. Paolini „Eragon”, T. Canavan „Trylogia czarnego maga” i wiele wiele innych.
6. Wierzysz w to, że przyszłość jest nam zapisana? Nie. Przyszłość jest koniunkcją konsekwencji naszych działań i zmiennej losowej. O ile to możliwe ;)
7. Jaki jest twój ulubiony kolor? Uzasadnij swój wybór Nie mam ulubionego koloru.
8. Milczenie jest złotem? Zależy od sytuacji.
9. Kim jest według Ciebie psycholog? Człowiekiem, który zna i potrafi wykorzystać błędy w kodzie systemu zwanego ludzką psychiką.
10. Która z życiowych mądrości przez Ciebie wyznawanych jest według Ciebie najważniejsza i dlaczego? „Żyj tak, abyś mógł bez wstydu spojrzeć w lustro” Tego nie trzeba wyjaśniać.
11. Jakie miejsce zajmuje w Twoim życiu blog który prowadzisz? Daje poczucie wolności. Mogę pisać co chcę, kiedy chcę i o czym chcę. Fajne.

OK. Starałam się odpowiadać na pytania krótko i zwięźle. A teraz moje nominacje:


http://krzyki-w-ciemnosci.blogspot.com/
oraz     
http://kierowniczkazamieszania.blog.onet.pl/
i      
http://loaloa.blog.onet.pl/
a także   
http://melavien.blogspot.com/
nie mogłabym zapomnieć o  
http://vois-la-vie-en-rose.blogspot.com/
ani o    
http://rudydziennik.blogspot.com/
a także o   
http://zawszewbiegu.blog.onet.pl/

A teraz moje pytania :D

1. Co daje Ci energię do życia?

2. Jakie są 4 rzeczy, które zabrałabyś ze sobą z domu, wiedząc, że już tam nigdy nie wrócisz?

3. Dlaczego założyłaś bloga?

4. Jaką pogodę lubisz najbardziej?

5. Co sądzisz o portalach społecznościowych?

6. Czego nigdy byś nie ubrała wychodząc z domu?

7. Czym jest dla Ciebie makijaż?

8. Gdybyś mogła kupić wielką, dochodową korporację, czy zrobiłabyś to?

9. Dlaczego?

10. Jakie filmy poleciłabyś innym?

11. Co sądzisz o takich łańcuszkach?

Dzięki za uwagę! Pozdro!!