Archiwa tagu: TKSy

Juwe Juwenalia! Kto nie pije ten kanalia!

Dziś stara baba, czyli ja będzie wspominać. Oczywiście Juwenalia, które odcisnęły piętno na mojej psychice, a jeszcze większe na wątrobie. Czym są TKSy, dowiedziałam się dopiero na pierwszym roku studiów, gdy się zaczynały. Bo zawsze miałam spóźniony refleks i czasem kiepski ogar. Poszłam na imprezę w poniedziałek i… się schlałam. Poszłam na imprezę we wtorek i… też się znietrzeźwiłam. Piwo lało się strumieniami wszędzie, a w szczególności w tzw. miasteczku akademickim.

Jeśli chodzi o alkohol, to zawsze byłam dość ekonomiczna w temacie. Dwa piwa wystarczały mi do szczęścia. Generalnie w liceum często chodziłam na imprezy, ale mało piłam. Magiczną granicę ubzdryngolenia się przekroczyłam razem z koleżankami z grupy właśnie w Juwenalia. Nigdy nie porobiłam się do takiego stanu, żeby leżeć pod akademikiem w krzakach we własnych wymiocinach, jednak tamte dni i tak zapamiętałam do dziś. Głównie dlatego, że nigdy wcześniej nie byłam tyle razy na imprezach w ciągu niecałego tygodnia. W zasadzie to była jedna wielka impreza.

Wszystko odbywało się dość normalnie, nie było wielkich ekscesów, burd pijackich i innych przebojów. Widziałam tylko akcje typu kilku kolesi zwracających zupki chińskie z Radomia pod drzewami, ławkami i gdzie się dało. No i niesamowite ilości poniewierających się butelek i puszek. Piątek rano był końcem moich nierównych zmagań z TKSami. Obudziłam się nad ranem i trzepało mnie jakbym tydzień jadła tabletki z efedryną na katar. Koszmar. Myśli typu „Oj jak boli głowa, oj jak pić się chce.” Cały dzień dochodziłam do siebie. W sobotę też byłam przetrącona. Przechodząc koło sklepu musiałam odwracać głowę w drugą stronę, żeby przypadkiem nie ujrzeć gdzieś piwa. Na bank by mi się ulało. Cofało mnie na samą myśl o złotym trunku i jakimkolwiek innym.

Największe zdziwienie i szok przeżyłam, gdy dowiedziałam się jak brzmi rozwinięcie tajemnego skrótu TKS. Tydzień Kultury Studenckiej. Hmm… Z kulturą to ja się raczej nie zetknęłam. Owszem pamiętam jak przez mgłę koncert Jamala (współczuję mu, bo musiał chyba ze 20 razy bisować kawałek „policeman”, pewnie wzdryga go na wspomnienie tego do teraz), konkurs grillowania, domówkę u jakichś znajomych i konkurs karaoke. Współczuję wszystkim, którzy musieli wysłuchać dźwięków, jakie z siebie emitowałam pod wpływem. O! Pamiętam jeszcze, że zobaczyłam, jak pije się piwo w 20 sekund – odwrócić puszkę do góry nogami, trzeba zrobić niewielki otwór przy dnie puszki (w ściance), przyłożyć to do ust i obkręcić tak, aby była znów w „pozycji normalnej”, otworzyć ją i pić. Sama nie próbowałam, to nie wiem, jak żołądek to znosi.

Najśmieszniejsze jest to, że największy gnój robili nie studenci, tylko przypadkowi ludzie. Powywracane toi’toie i inne ciekawostki. Jedną studentkę zgwałcono pod budynkiem byłej stołówki. Oczywiście okazało się, że to nie był student. Porażka. Przez takie akcje Juwenalia były potem znacznie krótsze.

Zawsze uczestniczyłam w TKSach, może nie tak alko-aktywnie jak na pierwszym roku, ale jednak nie żałowałam sobie. Teraz, dwa lata po zakończeniu studiów ze zdziwieniem stwierdzam, że wcale mnie tam nie ciągnie. Wspominam to wszystko fajnie i z taką nawet łezką w oku, ale nie czuję, żeby chciało mi się tam iść. Dziwne. Może dlatego, że większości swoich znajomych tam nie spotkam już. Bo my już pracujemy i jesteśmy teraz tacy poważni. Prowadzimy dorosłe życie, pełne odpowiedzialności, w którym nie ma miejsca na głupoty. Taaa… jasne. Poważni. Hahaha.

Dopisane 25-05-2013. Browar! Wóda! Polibuda!           Seks! Muzyka! Politechnika!