Archiwa tagu: relacje

Ubezwłasnowolnienie na własne życzenie

Mamy dwudziesty pierwszy wiek. Emancypacja kobiet podobno postępuje. Niektóre świecą cyckami, inne kiełbasą. Możemy studiować, pracować w zawodach, które jeszcze czterdzieści lat temu były przewidziane tylko dla facetów. Możemy żyć w związkach nieformalnych, rozwijać się, realizować swoje pasje. Możemy sobie nawet zagłosować na Korwina-Mikkego. Czytaj dalej

Kompletny brak szacunku dla drugiego człowieka

Zawsze się zastanawiam skąd się bierze w niektórych ludziach permanentny brak szacunku dla innych. Miałam ostatnio okazję wracać ze szkolenia z jednym handlowcem, z którym mam pracować. Zawsze odnosił się do mnie powiedzmy z przymrużeniem oka, a w zasadzie nutką pogardy i przekonania, że nie cierpię na nadmiar inteligencji. Podczas, gdy sam nie potrafi robić podstawowych rzeczy związanych ze swoją pracą. Za to w stawianiu żądań i pokazywaniu palcem jest mistrzem. Jechał z nami jeszcze jeden kolega. I tak od słowa o słowa zostałam zapytana o wykształcenie. To jest zawsze mój ulubiony moment. Trzepoczę rzęsami, poprawiam grzywkę, odchrząkuję i wygłaszam słodkim głosikiem swoją historię magistersko-inżynierską. A potem patrzę na opadające kopary.

Koledzy się zdziwili. Jeszcze bardziej na wieść, że w całym tym procesie powstało urządzenie. Kolega handlowiec chyba się tym poddenerwował, bo przez pewien czas nie powiedział nic. Potem burczał jakby obrażony, że on też jest mgr inż… Ponieważ nie chciał zdradzić, jakie on zrobił urządzenie (wiedziałam, że żadne tylko lipny projekt na papierze), musiał się pochwalić innymi sukcesami. Szczerze, poczułam się zniesmaczona. Gdybym wiedziała, że takich mądrości wysłucham, nie zaczynałabym gadki. Zrobił wywód, że wszyscy mu zazdroszczą i że nie ma zamiaru być ani miły ani uśmiechnięty dla współpracowników, bo chce załatwiać swoje sprawy. A relacje? W dupie ma relacje. Szok. Zdradził, że ma wszystkich innych gdzieś. No nie chodzi o to, aby włazić każdemu w tyłek i kleić słodkie rozmówki, ale można nawiązać jakieś lepsze relacje niż ja władca-wy moi parobkowie. Tym bardziej, że żadnego stanowiska, które by go do tego obligowało, nie piastuje.

Niestety człowiek ten odnosi się do innych wyraźnie z góry. Nie umie prosić. Tylko rozkazuje. Jest młody, niczego nie osiągnął poza nazwiskiem rodziców. Praca dyplomowa zrobiona przez kogoś, obroty bliskie zeru… A mniemanie o sobie? Takie, że ja chciałabym mieć chociaż jedną dziesiątą tego. To wszystko to pikuś. Zebrało mi się na wymioty, gdy określił ludzi, którzy pracują na produkcji per ciecie. „Jak to cieć?” „No taki, który pracuje na produkcji, na montażu.” Już się nie odzywałam więcej. Co tu komentować? Jak można tak ludzi oceniać? On ma szczęście, bo jego rodzice mają prestiżowe zawody. A gdyby byli „cieciami”? To co wtedy? Albo gorzej, alkoholikami, czy zbieraczami złomu? Czy wtedy też by tak kozaczył?

Generalnie jestem tak zniesmaczona taką postawą, że nie umiem tego opisać w sposób wystarczająco wymowny. Rodzice zawsze w domu mi powtarzali, że nie tak się ocenia ludzi. Zresztą z moim światopoglądem to też jest sprzeczne. Nie umiem sobie wyobrazić, że dobierałabym sobie znajomych na podstawie prestiżu zawodowego, zasobności portfela i marce samochodu. No kurwa. Nadęty dupek. I teraz najciekawsze – czy to jego rodzice go tak wychowali i takim uczynili, czy jest tak nadęty sam z siebie? Chyba nigdy nie słyszał tego powiedzenia, że lepiej traktować ludzi fair podczas pięcia się w górą, bo może tak być, że to oni zdecydują, czy podadzą ci dłoń, gdy będziesz spadać w dół.