Archiwa tagu: policja

HWDP – Chwała Wam Dobrzy Policjanci

No cóż… Kto dawno nie narzekał?? No kto? Ja. Tak się nawet zastanawiam nad zmianą nicku na Grumpy Girl :) Tak czy inaczej mam nowy powód do pomstowań i narzekań. Wszystko działo się prawie tydzień temu. Siedziałam wieczorem w domu sama, strasznie się nudziłam. Kogo nie chciałam wyciągnąć na rower, spacer, piwo, kino. Akurat każdy był zajęty. W końcu ostatni kolega odezwał się, że może wyjść na rower po pracy. Podjechałam do niego, żeby było szybciej.

Przed wyjściem miałam jakieś przebłyski przeczuć albo kobiecej intuicji. Zwał jak zwał. Było zimno, więc założyłam grube skarpety za kolana na leginsy, skórzane rękawiczki i kurtkę z kożuchem. Zastanawiałam się, czy aby za grubo się nie ubrałam, ale było niecałe 7 stopni. I bardzo dobrze, że się tak pozawijałam jak mumia, bo to uratowało moje nędzne cztery litery przed grubszą kontuzją. Stało się to w zasadzie na samym początku tripu.

Jechaliśmy osiedlową uliczką i w zasadzie jeszcze dobrze nie opuściliśmy rewiru, gdy popisałam się zwinnością na skalę światową. Pokonał mnie krawężnik o zawrotnej wysokości niecałych pięciu centymetrów. Zlekceważyłam go i nie skręciłam kierownicy wystarczająco mocno. Przednie koło ześlizgnęło się ze wspomnianego przeciwnika, a prędkość z jaką jechałam, zrobiła swoje. Z impetem wywaliłam się jak kłoda na chodnik. Do tego kawałek jeszcze przejechałam polerując płytki betonowe. Było to przy samym przejściu dla pieszych. Nie dość, że łupnęłam na ziemię jak worek ziemniaków, to jeszcze koza postanowiła mnie przygnieść i dźgnąć pedałami oraz kierownicą. Gleba była tak mocna, że nie mogłam się nawet przewrócić przez chwilę nawet na plecy.

Byłam pewna, że złamałam nogę, bo jeszcze nigdy tak nie zabolało mnie kolano. Gdy tak sobie leżałam na zimniutkim chodniczku o godzinie wieczornej i trochę podziwiając gwiazdy na niebie i te w mojej głowie, a także spanikowaną minę kolegi, przejechała koło nas tzw. suka. Panowie policjanci zwolnili i patrzyli. Popatrzyli, popatrzyli i… pojechali. Fascynujące, zaiste. Leży sobie bezwładnie dziewczyna na chodniku. Obok rower, przy samej ulicy. Ale nie jest to wystarczające, żeby się zatrzymać i sprawdzić, czy żyje, czy nie. Przecież mógł mnie wcześniej potrącić samochód albo zwyczajnie mogłam potrzebować pomocy.

Jednakże dla tych funkcjonariuszy chyba nie było to interesujące. Przecież to jest służba publiczna i powinna także pomagać. A nie tylko dybać na mandaty. Gdy siedzisz na ławce na oparciu w listopadzie, policja wyrasta nie wiadomo skąd. Jeśli pijesz piwo pod chmurką, też się zatrzymają, aby wręczyć bilecik. Włączysz muzę po dwudziestej drugiej, patrol także odwiedzi imprezę. Ale gdy leżysz i kwiczysz na skrzyżowaniu, a do tego nie możesz się ruszyć z bólu, jakoś nie będą chętni do kontaktu… Komentować nie będę, bo swoje zdanie nt. ww. służb już wyrażałam nieraz. Tym razem przyznaję kolejne -50 punktów do użyteczności publicznej. Miłej nocy i piąteczku :)

policja2

Wiosna na komendzie

Tak. Właśnie tak. Nastała wiosna. Jest ciepło. Kupy wyszły spod śniegu i nawet już nieco poznikały. Inflacja nieśmiało kroczy w górę. Ale jeszcze się rozchula. Pan Tusk premier nasz ukochany planuje kolejny zamach na nasze portfele, oszczędności i konta bankowe. Myślę, że niedługo przetrzepie nawet skarpety zwolennikom takiego oszczędzania.

Dobra, żarty na bok. Idę sobie ostatnio parkiem. Nawet nie sama ;) Nagle patrzymy, a tam ktoś się wygrzewa, śmieje i miło spędza czas. Ale nie gimnazjaliści. Ani nawet studenci. Nie nie. Tych nie było tam śladu. Bo tylko jedna ławka była zajęta.

psy

Coś mi tu zaśmierdziało. Pomyślałam sobie, że to są mundury. Trzeba było podejść bliżej. I okazało się, że tak! Że to są mundury.

psy2

I wyszło szydło z worka, kto się na ławce wygrzewał, zamiast pracować. Za pieniądze podatników. Brzmi to głupio. Przecież jednak biorą wypłaty z budżetu. Budżet zapełniany jest naszymi pieniędzmi z podatków, tak? Więc teoretycznie jesteśmy ich szefami. W pracy nie lubię, gdy się moi ludzie opieprzają. I gonię na zagony. A tu co? Siedzą sobie na ławeczce w parku. Jak gdyby nigdy nic. Lepiej ich do roboty nie zapędzać, bo jeszcze mandat za znieważenie wlepią. :/

Jak mnie to zabolało. Nie mam w pracy czasu na takie zbijanie bąków. A tu proszę jak się marnotrawi publiczne pieniądze. Nie twierdzę, że robią to wszyscy mundurowi. Jednak nie lubię ich. Szczególnie policji i straży miejskiej. Chodzi o tych, którzy stoją z suszarami pięć metrów za znakiem. Albo wystawiają śmietniki co 50 metrów. Najbardziej mierziło mnie, jak właśnie w parku takie krawężniki podbijały. „A dokumenciki są?” „Proszę pokazać co w plecaku.” „A co tam mamy w kieszeni?” „No to proszę jeszcze zdjąć buty i pokazać co w środku.”

Teraz widzę takich nierobów jak siedzą i dupę w parku grzeją. Za publiczne pieniądze. Zamiast poważnymi rzeczami się zajmować, ścigają młodych i byczą się na ławkach. Nie podoba mi się to. W prywatnej firmie to trzeba się natyrać za marny grosz. A w budżetówce – widać na załączonych obrazkach. Może bym się tak nie bulwersowała, gdyby te lenie (bo inaczej ich nazwać nie można) nie robiły skoków na portfele kierowców stawiając radar co kilometr.

A tak poza tym, to miłego weekendu :)

Warto pomagać?

Tyle się mówi o pomocy ludziom. Szczególnie tym z najbliższego otoczenia – sąsiadom, pani w sklepie, przypadkowemu przechodniowi. Mówi się i apeluje w radio, tv, necie, żeby nie być obojętnym. Że jak się coś dzieje, przykładowo słyszymy wrzaski i awantury z danego mieszkania co dzień. I z reguły, gdy stanie się coś złego, telewizja nachodzi sąsiadów i wszystkich wokół z namolnymi pytaniami „czemu państwo nie reagowaliście? Gdzie byliście, gdy za ścianą rozgrywała się tragedia?” Fakt, że zwykle większość normalnych ludzi nie interesuje się nadmiernie życiem sąsiadów. Ale są sytuacje, kiedy ewidentnie trzeba interweniować. Nawet, jeśli pod skórą czuje się, że jest to trochę donosicielstwo.

Ostatnio właśnie tak miałam. Mamy w wieżowcu wentylację grawitacyjną, więc słyszę wszystko, co u sąsiadów z góry. Mieszkają tam trzy kobiety (babcia, matka, córka) i mały chłopczyk. Czasem przychodzi do nich jakiś facet. I zawsze jak przychodzi, to jest awantura. Około dwóch – trzech tygodni temu robiłam sałatkę w kuchni i wszystko słyszałam. Najpierw się kłócili, potem wrzeszczeli, a na sam koniec było słychać jak je bije i wrzeszczy słówka typu „zabiję się ty stara suko!” Wszystko było tak głośno, że nie miałam wątpliwości i mimo wewnętrznego oporu zadzwoniłam na policję ;/ zawiodłam się na całej linii. Po pierwsze nie mogłam zgłosić anonimowego doniesienia – musiałam się z imienia i nazwiska przedstawić oraz podać adres. Po drugie było znacznie gorsze niż po pierwsze. Przyjechali i pierwsze co oznajmili sąsiadom, kto i skąd zgłosił skargę. Potem, żeby pokazać pełen „profesjonalizm” pytali te kobiety przy mężczyźnie, czy to prawda, że on je bił. Jakoś dla mnie było oczywiste, że wszystkie roztrzęsione jak galarety i zapłakane nie powiedzą przy oprawcy, że cokolwiek się działo. Ręce mi opadły. Już nawet nie na te babki, tylko na tych krawężników. Porażka. Mogli wziąć go osobno, to może wtedy by powiedziały prawdę. A tak on powiedział, że oglądali horror. A one przytaknęły. Funkcjonariusze podziękowali i tyle. Byle się nie przemęczyć. Pewnie poszli szukać bardziej wymagających celów na osiedlu w postaci małolatów z piwem w krzakach.

Stwierdziłam, że nic tam po mnie i zawinęłam się do sklepu. Po drodze słyszę, że ktoś biegnie w moją stronę. „Ty głupia suko!! Jeszcze raz się wtrąć, to cię zajebię!” Zbluzgałam gościa i powiedziałam, żeby sobie nie myślał, że wszystkie kobiety się go boją i będzie wszystkim rozkazywał. Potem postraszyłam go swoim chłopakiem i powiedziałam, że i tak będę dzwonić, jak coś usłyszę. Trochę się zdezorientował i spuścił z tonu. Zakończył tylko uwagą, żebym sobie zapamiętała. Tak, czy siak po tamtej sytuacji jakoś odechciało mi się dzwonić po pomoc w takich sytuacjach. Raz, że policja koślawo do tego podeszła. Dwa, że teraz nie chciałabym po zmroku spotkać sąsiada. Chciałam pomóc, a zrobiłam sobie wroga. I tyle. Z taką policją nie dziwię się, że ludzie nie dzwonią, a potem udają, że nic nie słyszeli.