Archiwa tagu: nowy rok

Rok 2014 rokiem drewnianego konia

W zeszłym roku skusiłam się i obejrzałam sobie wypowiedź wróżki i… dowiedziałam się, że miniony rok był rokiem węża. Nie zapamiętałam wszystkiego i nie sugerowałam się tym jakoś specjalnie, chodź nie ukrywam, że część przepowiedni się dla mnie sprawdziła. Najbardziej do serca wzięłam sobie to, że wąż jest cierpliwy, mądry i powściągliwy. I ćwiczyłam w sobie cierpliwość i powściągliwość. Jak mi się udało? Czytaj dalej

Sylwester z kamerką

Dziś ostatni post tego roku :) Jest sylwester i wypadałoby gdzieś pójść. Tak myślę, że wypadałoby, bo w tv i wszędzie mówi się, że trzeba się bawić. Mnie także nie ominęły pytania „a wy co robicie na sylwestra?” „nie wiem jeszcze” I zdziwione spojrzenia „jak to nie wiesz? przecież tylko tydzień został!”. I trochę tak wstyd się przyznać, że się nigdzie nie idziemy. Nie idziemy, bo byliśmy w tym roku wyjątkowo nieogarnięci i do świąt nawet nie myśleliśmy o sylwestrze.

W zasadzie nie wiedziałam, czy będę miała dzisiejszy dzień wolny. Ostatecznie mam i nic nie zaplanowaliśmy. To będzie chyba pierwszy taki wieczór dla mnie od dobrych kilkunastu lat. Co dziwne, jakoś wcale nie czuję z tego powodu smutku, żalu, czy rozczarowania. Posiedzimy sobie we dwójkę, a około dwunastej pójdziemy do miasta i też będzie spoko. Może to i dziwne, że nie idziemy do żadnych znajomych, ale w tym roku mieliśmy bardzo mało chwil, żeby spędzić je zupełnie sam na sam. Nie licząc kupowania mebli do pokoju albo malowania ścian :P

W sumie to lepiej spędzić sylwestra samemu niż tak, jak w zeszłym roku. Mieliśmy do wyboru parę opcji – mogliśmy jechać do Torunia albo do Kołobrzegu, iść do mojego kolegi na domówkę albo jechać do koleżanki. Wybraliśmy tę ostatnią opcję. Niestety. Jechaliśmy prawie dwieście kilometrów. Miało być około dziesięciu osób, ale okazało się, że faceci nie przyjdą i mój był rodzynkiem w cieście pijanych, rozwrzeszczanych babiszonów. Było dość standardowo. Picie, jedzenie, a o dwunastej wyjście na molo w Sopocie. Impreza mijała całkiem sympatycznie. Po powrocie sobie potańczyliśmy, pośpiewaliśmy i zjedliśmy coś ciepłego. Około czwartej poszliśmy spać.

Rano wszyscy obudzili się bez tupotu białych mew w głowie. Jedliśmy sobie śniadanie, aż nasza gospodyni oznajmiła „Mam dla was zajebistą niespodziankę!” Podeszła do laptopa i zaczęła szukać czegoś. „O mam! Jak wróciliśmy włączyłam kamerkę w laptopie, hahahaha” Wszystkim miny zrzedły. „Nie zrobiłaś tego naprawdę?” „Zrobiłam! Nagrywało się, aż do rana. Mam was wszystkich na widelcu!” Mi się automatycznie jeść odechciało, jedna koleżanka udławiła się sokiem, a druga powiedziała wymowne „o kurwa”. Potem gospodyni katowała nas tym filmikiem. Można było zobaczyć różne dziwne rzeczy, które większość z nas robiła patrząc w monitor. Przykładowo dłubanie w nosie albo poprawianie pewnych części garderoby… Tak czy inaczej atmosfera zabawy i miłego minionego wieczoru uleciała w jednej sekundzie, jak powietrze z przekłutego balonu. Czuć było, że wszystkim oprócz gospodyni się to nie podobało.

Mogła przecież powiedzieć, że włącza kamerkę. I tak pewnie byśmy o tym zapomnieli, ale na moje wypada poinformować, że robi się coś takiego. Nawet wydaje mi się, że takie nagrywanie jest bezprawne. Po tym incydencie stwierdziłam, że więcej imprez z nią nie chcę spędzać. I cały rok się nie widziałyśmy. Teraz mi w zasadzie szkoda, bo znamy się od bardzo dawna i zawsze raczej się lubiłyśmy. Jednak poczułam się w pewien sposób zraniona tą sytuacją. Dlatego wolę tego sylwestra spędzić spokojnie ze swoim facetem i nie bawić się na siłę mimo wszechobecnej presji hucznej zabawy.

Tak całkiem na koniec zaserwuję sobie kilka postanowień noworocznych, których zwykle nie robiłam. Po pierwsze będę chodzić na fitness/jogę przynajmniej 3 razy w tygodniu. Na wiosnę zapiszę się na jazdę konną (już trzy lata się do tego zbieram). Nie będę się spinać i denerwować w pracy – nerwy i emocje nie są dobrymi doradcami. Zadbam wreszcie o siebie i odnowię znajomości. Zapiszę się na doktorat z ekonomii.

W Nowym Roku życzę Wam:
12 miesięcy zdrowia, 53 tygodni szczęścia, 8760 godzin miłości, 526600 minut pogody ducha i 31536000 sekund wspaniałej zabawy!