Archiwa tagu: niespodzianka

Można się zdziwić

Ehhh… Ostatnio nie mam nawet chwili, żeby usiąść i coś napisać. W zeszłym tygodniu byłam chora i uprawiałam samolecznictwo. Nie pomogło. Dopiero wizyta u laryngologa w tym tygodniu pomogła. A poprzedni tydzień obfitował w mnóstwo przedziwnych wydarzeń. Zdziwiłam się chyba ze dwadzieścia razy. I to w większości pozytywnie. Najbardziej zadziwiły mnie mikołajki. Były chyba najlepsze w moim życiu.

Rano obudziłam się z chora z gorączką i cała ogólnie do d***. Chciałam spod łóżka dyskretnie wyciągnąć prezent i postawić koło poduszki swojemu facetowi. Tłukłam się jak przysłowiowy Żyd po pustym sklepie (nikomu tutaj nie jadę, sama mam gdzieś w rodzinie tę narodowość, więc oskarżenia o rasizm proszę sobie wsadzić). No i go obudziłam. Nie wiedziałam, co powiedzieć to rzuciłam „O! Kochanie patrz, Mikołaj był u Ciebie”. A on na to „U Ciebie też był, chyba widziałem coś pod łóżkiem.” I wyciągnął spod łóżka sporą paczkę. Mimo kolejnego odnowienia kontuzji w postaci naderwanych mięśni przymostkowych podniosłam prezent. Pokazały mi się gwiazdki z bólu, ale warto było. Okazało się, że to drewniana podstawka pod laptopa z jysku. Teraz mogę w łóżku siedzieć z kompem i piwem albo herbatką. :) Super. Naprawdę.

Potem było jeszcze lepiej. Weszłyśmy z koleżanką do pokoju w pracy, a tam u każdej z nas na biurku słodycze. Byłyśmy zaskoczone, o co chodzi, bo tylko w naszym pokoju były. Chłopacy z naszej brygady pytali się nas, czy przyszedł do nas Mikołaj. W toku dalszego śledztwa okazało się, że to prawdopodobnie oni są sprawcami przestępstwa w postaci prezentów. Ani trochę się nie spodziewałyśmy tego. Z reguły chodzimy i marudzimy im, że to za późno, że to źle. Że trzeba zrobić to czy tamto. Czasem nawet wrzeszczymy, ja bluzgam tak, że menelowi by uszy uwiędły. Często też gadamy normalnie i chwalimy ich, ale o prezenty w ogóle ich nie podejrzewałyśmy. Byłyśmy bardzo, bardzo mile zaskoczone. Może oni jednak trochę nas lubią. My odwdzięczyłyśmy się również prezentami, ale musiałyśmy jechać po nie do sklepu. No pełen szok, dostać taki miły podarunek.

Oprócz tego mieliśmy jeszcze miłe mikołajki w naszym dziale. Prawie jak w gimnazjum. Losowaliśmy dwa tygodnie wcześniej osoby, którym mieliśmy robić prezenty. Przynieśliśmy wszystko do jednego pokoju, a każdy dodatkowo jakieś słodycze. Był nawet Mikołaj (mąż koleżanki), który rozdawał paczki. To była szybka akcja, dziesięć minut i po krzyku. Jednak było bardzo miło. Dostałam mega zajebisty kubek. Taki wielki – wejdzie do niego nawet piwo :) Teraz częstotliwość robienia herbat spadła dwukrotnie.

Oby takich miłych dni było jak najwięcej. Wtedy chce się chodzić do pracy, w domu milsza atmosfera i ogólnie jest fajniej.