Archiwa tagu: mózg

Ochy, Achy i Mózgostrachy

Ten weekend był dla mnie tak interesujący, jak dawno żaden nie był. (Cóż za arcykonstrukcja zdania, moja Polonistka z LO pewnie się teraz na krześle przewraca) Aż mi po głowie chodziła taka pieśń – koleś śpiewa „Ale w koło jest wesooołooooooo, człowiek w pracy małpa w zoooo!” Pomyślałam sobie potem, że jednak małpa w pracy, człowiek w zoo. Bo taka małpa w zoo to w sumie pracuje. Na cały etat. A człowiek to właśnie w tej rzeczywistości ma jak w zoo. Albo nawet w cyrku. Na gwizdek wstaje do roboty. Na klaśnięcie wyczynia jakieś dziwne ewolucje i sztuczki w tej robocie. Potem na kolejny gwizdek goni do paśnika (Lidla jakiegoś albo innego sklepu), łapie co popadnie. A potem w domu wpiernicza. Jak małpa kit.

To tyle tytułem wstępu. Zacznijmy więc od piątku. Wracam z pracy, gonię do paśnika, a potem z paśnika do swojej gawry tudzież nory. Idę i patrzę sobie na pozostałą hałdę śniegu. Obok niej stoi jakiś wyżło-jamnik, zadziera łapę i leje na ten śnieg. Za nim goni jakiś tam inny psiak. I co robi? Rzuca się na ten już w obecnej tamtej chwili śniegomocz i sobie go oblizuje. Zjada! Jaki głupek. A wiecie, kto od tego psa głupszy? Ja! Bo myślałam, że jak do niego przemówię, to on przestanie. On na mnie zerknął, zamerdał ogonem, szczeknął i zaczął wpieprzać. Jak małpa kit.

Potem przyszły do mnie koleżanki. Na piwo i wino. Fajnie było, tylko niczego zbytnio nie pamiętam, bo już mnie zaczęła brać gorączka. I zapchał się nos. Jedyne co mi z tamtego spotkania w głowie świta, to coś o manewrach wojskowych i różnicach między Rosomakiem, a Leopardem. A potem to już tylko łapczywe łapanie każdego oddechu, bo przez rozdziawioną gębę, to ja nie potrafię.

Sobota była równie urokliwa. Cała przespana. I oczywiście okraszona odpowiednimi epitetami odnośnie zatok, nosa, kataru i gorączki. Jedyne pożyteczne co zrobiłam, to zamówiłam sobie kosmetyki od jumaka. No jak chcecie krytykujcie. Ja tam mimo wszystko zgadzam się z tezą, że Niemcom można bezkarnie odbierać dobra wszelakie. Pół Europy sterroryzowali i ograbili. To jak teraz im ktoś gwizdnie karton perfum, nie zbiednieją. A tak na poważnie, to jako absolwentka ekonomii, czyli nauki o gospodarowaniu ograniczonymi zasobami, stwierdzam, że kupuję u tego, który taniej sprzedaje to samo dobro. O!

W niedzielę było chyba najgorzej. Dwie nieprzespane noce. Dwie nieudane próby dezynfekcji piwem. Dwie tony obsmarkanych chusteczek. I zero poprawy. Tak koło 20 zmierzyłam sobie temperaturę. 38,9 stopni. Wspaniale. Rozpoczęły się wtedy szalone tańce mojego i tak już pokręconego umysłu. Stwierdziłam, że pewnie ktoś mnie podtruwa i dlatego jestem nieustannie zaspana i zmęczona. Robiłam kotce wykład, jak to ona ma dobrze, że jak coś podejrzane, to nie zje. A zjem wszystko, co wydaje mi się smaczne. Na to zadzwoniła moja Mama. „Jak się czujesz?” „Źle… raz mi ciepło, raz zimno. Z nosa lecą gluty o konsystencji butaprenu, głowa boli, gorączka rośnie. Tabletki nie pomagają.” „Ja ci powiem skąd to wszystko.” „Skąd? W pracy się pewnie zaraziłam, sporo osób ostatnio prycha.” „Nie! To wszystko przez ten twój kolczyk w nosie. To może być nawet zapalenie opon mózgowych. Czytałam w internecie, że od kolczyków się takie rzeczy robią.” Zaciekawiło mnie to. Lubię takie naukowe doniesienia wprost z forum dla gimnazjalistów. „Od jakich kolczyków?” „No tych w nosie!” „Dlaczego?” „Bo są blisko MÓZGU!!” Słowo mózg wypowiedziała takim tonem, że włos mi się na dupie zjeżył. „A co z tymi w uszach? Bo mam cztery w jednym i…” „Nie, no z tamtymi miałaś szczęście. Zagoiły się. Wyjmij dziecko ten kolczyk!” „No dobra. Jak poczujesz się szczęśliwsza, to wyjmę.” „Och, jak dobrze.” „Mamo, a ten w pępku, może zrobić tak, że będę bezpłodna? Bo on blisko macicy jest!” „Nie wkurzaj mnie!” I pac słuchawką. W tym momencie, kiedy jak tak bardzo chciałam kolejnych newsów. No ale cóż. Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co jest, jak mawiają pewni ludzie.

Stwierdziłam, że skoro już toczy mnie jakaś gangrena mózgu, która weszła nosem, to wypiję sobie piwo, bo i tak nie nadaję się do pracy. Trzy dni samoleczenia nie pomogły… Potrzeba więc pomocy specjalisty. Wracając jednak do piwa, to nie polecam w przypadku gorączki. Alkohol z podwyższoną temperaturą, okraszony mózgostrachami autorstwa mojej Mamy sprawiły, że robak lęku zaczął toczyć mą świadomość. Po jakiejś godzinie już byłam pewna, że zaraz umrę, a wszystko przez piercing nosa, który tam tkwi od dawna, a teraz postanowił mnie zabić. Celując prosto w mój procek! Bałam się już nie na żarty. Napisałam nawet sms do koleżanki, żeby podzielić się z nią swoją agonią. Mój facet patrzył się na mnie z politowaniem i kiwał głową. „Idź spać, bo brak snu Ci w głowie mąci.” No więc poszłam. I się nie wyspałam.

Wczoraj poszłam do lekarza. Orzekł zapalenie zatok. Dał jakieś śmieszne pigułeczki bez recepty, zwolnienie i kazał leżeć. A ja siedzę. Mam nadzieję, że to nie pogorszy leczenia. Dopiero po zjedzeniu tych tabletek polepszyło mi się. Bo wcześniej było mi słabo. Tak słabo, że musiałam kłaść się na łóżku, żeby się nie wywrócić. We łbie huczały mi bębny wojenne Mordoru, szykującego się do ataku na Śródziemie. I myślałam, że ktoś mnie otruł. Że naprawdę systematycznie podtruwa. Np. bromem. A potem jak już stracę świadomość i kontakt z bazą, to przykują mnie do łóżka. Jak w książce Dziennik Palahniuka. Polecam. Wtedy stwierdzicie, że ja jednak jestem całkiem normalna. Oczywiście każdy wolny dzień spędzam na zaznajamianiu sąsiadów ze swoimi gustami muzycznymi. To jak ustrój totalitarny. Mnie nie interesuje, że im się nie podoba. Mnie się podoba, to mają słuchać. Numer 1 – sprawia, że chce mi się tańczyć i potrząsać bolącą dyńką. Numer 2 – w końcu to Monika Brodka, nie hip-hop, którego sąsiedzi nie cierpią, więc po jaki ch*j walą w ścianę i drzwi? Przecież jestem na L4 i to element mojego leczenia, żeby falą akustyczną pobudzić zatoki do pracy… Numer 3 – całkiem ładny jest, w radiu często leciał. Powinni być przyzwyczajeni. Numer 4 – kozacki, chcę mieć refren na dzwonku.

Chciałam napisać o nimfomance i absolwentach studiów humanistycznych, ale musiałam dać upust weekendowym wizjom. Jutro się poprawię i napiszę coś, co się trzyma kupy i dupy ;)

Pozdrawiam cieplutko. Ciepluteńko, jak moja gorączka.