Archiwa tagu: mężczyzna

Damsko męskie dialogi

Nie uda mi się dobrnąć do tych humanistów. Naprawdę. Bo cały czas się przytrafiają na mojej drodze jakieś cuda na kiju. Dziś np. mój facet wreszcie był w domu szybciej. Szybciej to znaczy, że nie był w delegacji w zachodnim, cywilizowanym kraju i nie pracował n-ty dzień do dwudziestej z kawałkiem. Zobaczyliśmy się przed siedemnastą. Istny rekord w ostatnim czasie. Udało nam się nawet zrobić wspólne zakupy w stonce. Tu przy okazji nadmienię, że moje leniwe łapska trafiły tam na cud miód, taki że aż jestem wzruszona. Także…

Tattarattaaaaaa! Reklama! Jeśli jesteś leniwą, nieperfekcyjną, zbyt dobrze wykształconą bądź wypacykowaną lalą, aby profanować swe tipsy sprzątaniem albo po prostu normalnym człowiekiem, który jest tak urobiony w tyrce bądź zmelanżowany, że nie daje rady sprzątać częściej niż raz w miesiącu i wtedy z trudem powstrzymuje odruch wymiotny, to mam dla Ciebie idealne rozwiązanie. Perfectissimo wręcz i bynajmniej ;) Mr Magic – do łazienek oraz do kuchni. Bierzesz sobie otwierasz takie tam opakowanko. I co w środku? Magiczne chusteczki nasączone jakimś roztworem mega żrącym syf. Wysprzątają wszystko. Nawet moją chatę. Co najlepsze, czas sprzątania skróci się o 70%. Like it. I polecam. Koniec reklamy.

Teraz wracam do sedna. Rozmawiam sobie dziś ze swoim mężczyzną. O czym? A o ubiorze. Tak. Z mężczyzną. Nie przypuszczałam, że taki z niego elegancik. Biorąc pod uwagę, że prasowanie koszulek wprowadziłam mu ja. Bo wcześniej nie prasował. Mówił, że jak dobrze się roztrzepie mokre i odpowiednio powiesi, to będą proste. Zaczęłam prasować te koszulki, bo jednak za dużo przecinających się płaszczyzn tam widziałam. Chyba się zaraził tym widzeniem ode mnie, bo potrafi teraz do mnie przyjść i oznajmić „Kochanie! Kończą mi się uprasowane koszulki…” Jakby to ująć, taki elegancik mi tu przy boku wyrósł. W sumie, nie ma co się dziwić. Każdy chciałby wyglądać w miarę sensownie.

Kierowani tą wszechogarniającą nas elegancją, przeglądaliśmy tipy na wykopie, jak się facet powinien ubierać. I były buty. Takie z gatunku eleganckich, tudzież oficjalnych. Czyli pod gajer. Od razu napomknę, że nie jestem fanką gogusiów w koszuleczkach pod krawatem. Podoba mi się facet w szerokich spodniach, bluzie, superstarach. Zawsze tak mi się podobało i już chyba tak zostanie. Nic na to nie poradzę. To tak jak niektórzy mężczyźni mają słabość do kobiet w spódniczkach tak krótkich, że i tak wszystko odsłaniają. No i tak patrzymy na te buty, patrzymy… I nagle mówię „Zobacz kochanie. Tu nigdzie nie ma takich szpetnych trepów jak twoje.” „O jakich trepach mówisz?” „O twoich obleśnych butach pod gajer.” „Jakich obleśnych?! Zajebiste są!” Obruszył się. Ja się jednak nie poddałam i twardo parłam naprzód. „Zajebiste to one może były, ale z dziesięć lat temu. Nawet koleżanka mnie pytała skąd je masz, takie paskudy.” „Ona się nie zna.” „Jasne. No ile lat masz te trumniaki?” „Ja ci dam trumniaki! Odczep się od nich. Żebyś ty była taka stylowa…” „No! Ile je masz? Na studniówkę je kupiłeś?” „Nie ważne!” „Powiedz, ciekawa jestem.” „Na zakończenie gimnazjum!” Mina mi zrzedła totalnie. „To samo przez się świadczy, że takiego czegoś już się nie da nosić. One są toporne i pokraczne. Jak jakieś chodaki.” „Są super! Ładne. Wygodne. Skórzane. I nie pozbędę się ich nigdy!”

No i gadaj sobie z facetem… Sami to pierwsi do krytykowania kobiecych strojów. Białe spodnie – źle, bo dupa w nich duża i wieśniacko. Wzór w panterkę też nie halo. Kolor różowy – infantylny. I można tak w nieskończoność. A tu proszę. Sam potrafi pomykać w trzewikach, które pamiętają czasy Mojżesza. Buty są naprawdę PODŁE. Chętnie bym je tu sfotografowała i wrzuciła, ale jeszcze się obrazi…

Jednak nie ominęła mnie cięta riposta. Siedzimy w naszej niedawno urządzonej sypialni. Pyta mnie „Kochanie, pijesz piwko?” „Mogę, skoro tak usilnie nalegasz.” „Proszę.” I podaje mi puszkę. Na to mówię „Kochanie, ja bym się z sokiem napiła i przez słomkę.” „Eeee… nie marudź. Po co Ci takie udogodnienia.” „Oj, przynieś. Twoja dziewczyna takie lubi.” „Oj tam. Oj tam. Moja dziewczyna to lubi byle co, ważne żeby w głowie szumiało.” „Wiesz co? Kopa Ci zaraz zasadzę!” I się cieszy. Oj jak się kula ze śmiechu. To najpewniej była zemsta za buty. Z własnym facetem nie wygrasz. Obraziłam wspaniałe buciki, to spotkała mnie zemsta nietoperza.

Faceci istoty subtelne

Nie raz, nie dwa zdarzało mi się facetów krytykować i punktować ich cechy, które sprawiają, że są istotami ewolucyjnie opóźnionymi w stosunku do kobiet. Szczególnie łatwo dostrzec to na poziomie emocjonalnym. Nikt nie dowali Ci z grubej rury tak jak Twój facet, ewentualnie kolega lub znajomy z pracy. Są też dżentelmeni, którzy na ulicy poczęstują Cię takim komplementem, że przez kolejny tydzień będziesz się zastanawiać, czy aby na pewno warto wychodzić z domu.

Koleżanka założyła kiedyś modne w tamtych czasach białe spodnie (miałyśmy może 16 lat). Lato, słoneczko, sandałki. Wystroiła się jak małpa na występy cyrkowe. Miał być podryw i okrzyki zachwytu. Idziemy sobie ulicą. Przechodzi jakiś chłopak i patrzy na nas. Ona zawsze była była tą doroślej wyglądającą, a mi dawali 13. Więc nadęła się jak paw i była pewna, że znowu będzie podrywana. Ja zresztą też. Podszedł delikwent do nas i mówi do niej „Zdajesz sobie sprawę, że biały pogrubia? Twojej młodszej koleżance takie spodnie by pasowały. Ale ty lepiej idź się przebierz z tym grubym tyłkiem.” I tyle. Jaki cham. Ta porada stylistyczna, delikatna i subtelna, jak komentarze p. Wojewódzkiego o p. Rusin, tak jej zapadła w pamięć, że więcej nie założyła takich spodni. Wtedy już zaczęłam podejrzewać, że faceci to podłe stworzenia. Potem, z biegiem lat, już tylko utwierdzałam się w tym przekonaniu.

Jeśli przypadkiem działo się tak, że zapominałam o tym, to samo życie zmuszało mnie do przypomnienia sobie tego. Ostatnio poszliśmy w miasto na melanż. Brzmi szumnie, biorąc pod uwagę fakt, w jakiej dziurze mieszkam. Tak, czy inaczej nie zmienia to faktu, że poszliśmy ze znajomymi na zupę chmielową do pubu. Tak się składa, że byli to znajomi ze studiów, sami faceci. Siedzieliśmy, gadaliśmy, spożywaliśmy wyżej wymienioną zupę. Było całkiem fajnie. Większość długo się nie widziała, więc wreszcie można było sobie pogadać. Było całkiem spoko, aż nie zeszli na temat pewnej niewiasty. Chyba wszyscy oni mieli na nią ochotę, bo niezdrowo podjarali się tematem. Nie udzielałam się zbytnio, bo co by nie powiedzieć to będzie źle. Albo zaczną podejrzewać mnie o biseksualne skłonności, albo zwalą wszystko na zazdrość.

Średnio chciało mi się o tej lasce gadać. Szczególnie dlatego, że podejrzewam swojego faceta o nadmierne ślinienie się na jej widok i ogólną chęć na wspólne miłe chwile tylko we dwoje. No cóż. Kobieca intuicja. Nie ma co z tym dyskutować. Nie jeden raz pożarliśmy się o to. Sam mi kiedyś powiedział, że zanim zaczęliśmy być ze sobą, próbował nawiązać jakiś kontakt. Ciekawe w jakim celu, hmm… No i gadają, gadają, a nagle mój osobisty mistrz subtelności „Widzisz, widzisz! To on się z nią całował, a nie ja! A Ty wiecznie taka zazdrosna.” Wszyscy w śmiech. A ja siedzę. I patrzę wzrokiem skrytobójcy. Stwierdziłam, że nie warto polemizować z tym zupełnie niepotrzebnym stwierdzeniem i powiedziałam tylko jedno polskie słowo na k znane na całym świecie. Na to jeden kolega odezwał się „Haha. A ty wiesz, że on przecież do niej zarywał i go olała.” Nie wiem, czy miałam się zesrać z żalu i zalać łzami? Wszyscy zamilkli i atmosfera zgęstniała, jak zupa po dolaniu śmietany z mąką. Chciałam mu powiedzieć, że jedyna dupa jaką on zarwał przez całe studia to Sasha Grey na RedTube, ale dałam sobie spokój. Okazałam serce i puknęłam się tylko w czoło.

Jednak wpienili mnie. I jeden i drugi. Dla mnie to już było po zawodach. Byłam wewnętrznie wkurwiona do końca imprezy. Po co w ogóle jeden z drugim to powiedział? Szczególnie ten nasz cudny kolega. Tak mi podpadł, że patrzeć na niego do teraz nie mogę. Nie pomyślał półgłówek, że gdybym o tym nie wiedziała, to mogłabym się wściec na swojego faceta i strzelić focha? Mogło mi się też zrobić zwyczajnie przykro, co się też stało.

Po raz kolejny potwierdziła się moja teza, że faceci to emocjonalne karły. Zero wyczucia chwili i sytuacji. Jak się ich poznaje, udają kochających, wrażliwych, romantycznych i generalnie słodkich aż do wyrzygania. Pomieszkasz, poznasz takiego i wychodzi szydło z worka. Strzeli Ci komplementem typu „ty moja wielorybko” albo „kaczanko”. Potem każdy atak odpiera starym jak świat stwierdzeniem „Nie wiem, o co ci znowu chodzi. Nic złego nie miałem na myśli. Przecież ładnie do ciebie mówię!”

Materialistka

Zawsze myślałam, że nie jestem materialistką. I że ogólnie jestem w miarę znośna dla otoczenia w postaci mojego faceta. Ale niestety się pomyliłam. Uświadomiła mi to nasza rocznica. Rozmyślałam o niej już od września. Jednak poza zakupem bielizny nie zrobiłam nic w kierunku organizacji czegokolwiek. A sorry, poszłam do sklepu kupić jedzenie, żeby zrobić coś wykwintnego. Chciałam nawet wzbić się poza swój kanon. Tak czy siak całą sobotę czekałam na jakieś czekoladki, wino, tudzież chabazia.

Doczekałam się za to telefonu w sklepie „Misiu kup coś na obiad.” Na co demonstracyjnie rozłączyłam rozmowę i schowałam telefon na samo dno torebki. Już nieco zagotowana dalej kończyłam zakupy myśląc sobie „Na pewno nie zapomniał. Tylko tak udaje.” Gdy wkroczyłam do domu nie zobaczyłam żadnych oznak tego, że właśnie jest rocznica.

Po wielu perturbacjach, wzajemnych pretensjach i oskarżeniach coś zakiełkowało w głowie mojego mężczyzny. Powiedział, że jedziemy do pewnego pubu, gdzie można coś zjeść. Tylko, że nie zrobił rezerwacji. A w tej dziurze, w której mieszkamy wyjście gdzieś w sobotę bez rezerwacji jest praktycznie niemożliwe. No i zostaliśmy odesłani z kwitkiem. Poszliśmy jeszcze tu i tam. Wszędzie ta sama odpowiedź pt. brak miejsc. Oczywiście jak każde humorzaste babsko zarzuciłam focha. „Kochanie to chodź może pojedziemy na kebaba? Potem kupimy jakieś piwko/winko i miło spędzimy wieczór?” „Sam se żryj kebaba!! W dupie to mam!! Ale mi atrakcje! Dzień jak co dzień!”

Jeśli ktoś spodziewał się erudycji w tym dialogu to się rozczarował. Jeśli ktoś spodziewał się wulgaryzmów i chamstwa, spodziewał się dobrze. Potem byłam już coraz bardziej wrzaskliwa, wredna, jędzowata i opryskliwa. Darłam ryja tak głośno, że było słychać mnie chyba nawet w Watykanie. Zaczęłam nawet demonstracyjne pakowanie majtek i skarpetek. Siarczyste przekleństwa płynęły z moich ust wartkim strumieniem. W pewnej chwili usłyszałam „To Ty taka jesteś?! Nawet się nie spodziewałem. Myślałem, że jesteś inna. Ale dla Ciebie ważne to tylko wyjść gdzieś, wydać pełno hajsu. A nie liczy się dla Ciebie to, że możemy sobie spokojnie spędzić czas razem? Być ze sobą? To nie masz już radości z wspólnego spędzania czasu?”

Podziałało to na mnie jak kubeł zimnej wody. Zdałam sobie sprawę, jak głupio się zachowałam. Jak typowe pustomozgowe blond stworzenie. Czekałam, aż facet wszystko zorganizuje. Stereotypowo. Ja, która zawsze pisze, że to faceci do kobiet podchodzą stereotypowo… No cóż. Jak widać, nie ma ludzi bez wad. A ja nie wiem, co wtedy we mnie wstąpiło. W każdym razie zrobiło mi się strasznie głupio i wstyd. No bo jak nazwać takie sceny w rocznicę, tylko dlatego, że zapomniał? A jakbym ja zapomniała? No i mogłam przecież sama coś zorganizować… Najgorsze jest to, że zapomniałam co jest najważniejsze. Nie to, żeby gdzieś wyjść. Tylko żeby być razem…