Archiwa tagu: dziecko

Problem z ząbkiem

Nieraz wchodzę na różne blogi i czytam, co matki piszą o swoich dzieciach. O tym, że trudno je wychować i okiełznać. O tym, że trzeba mieć wystarczająco dużo uporu i konsekwencji, aby wyprowadzić pociechę na ludzi. No i tłumaczyć, tłumaczyć, tłumaczyć i tak aż do skutku. Nie wiem, czy tak jest, czy nie. Wiem za to, co słyszę i widzę u dentysty.

Czytaj dalej

Zróbmy sobie dziecko kochanie

Mam taką koleżankę, którą bardzo lubię. Często się nie zgadzamy, ale się mimo wszystko trzymamy się razem od początku studiów, czyli już prawie osiem lat. No i poszłyśmy sobie na piwo ostatnio. Było bardzo fajnie i miło. Tylko jednym mnie powaliła na łopatki. W pewnej chwili zapytała drugiej koleżanki, czy załatwiłaby jej jakoś pracę w swoim urzędzie Y. Sprecyzujmy – jedna pracuje w Urzędzie X (na zastępstwie), a druga w Urzędzie Y.

Zapytała jej, dlaczego chce tam przyjść, skoro będzie dostawała tam ok. 300-400 zł mniej na rękę. Nie wiem, jak ją, ale mnie odpowiedź wbiła w siedzenie. Ze względu na umowę – bo najpierw jest na 3 miesiące, potem na pół roku, a później na czas NIEOKREŚLONY. Czyli coś nieprawdopodobnego w naszych czasach. Bo np. ja dostałam drugą umowę na 20 lat. Ale mnie to urządza, 20 lat z dwutygodniowym terminem wypowiedzenia. No cóż, hmm…

Wróćmy jednak do koleżanki. Nic niby dziwnego, że chce mieć stabilną pracę. Dla mnie dziwne jest to, co powoduje tę chęć. Może nawet nie dziwne, co szokujące. W sumie to nie wiem, jakiego słowa użyć. Więc prosto z mostu – chce iść do urzędu Y, aby mieć pewność, że jak zajdzie w ciążę, to nikt jej po macierzyńskim nie wyrzuci. Trudno mi się do tego ustosunkować. Może dlatego, że mam inne podejście do pracy. Chodzę tam z dwóch głównych przyczyn – chęć samorealizacji i finansowej niezależności. A nie po to, żeby się gdzieś zaczepić i zrobić sobie dzieciaka.

Oczywiście, każdy ma prawo do swojego myślenia, więc po części rozumiem jej stanowisko. Z tego samego prawa bierze się to, że mi się jej myślenie nie podoba. I mogę sobie „głośno napisać”, że wkurza mnie takie coś. W kraju powszechnego bezrobocia. W kraju, w którym kobiety są częściej niż w wielu innych krajach UE dyskryminowane ze względu na płeć. Zarabiamy mniej, rzadziej awansujemy. Często mimo wyższych kwalifikacji, umiejętności i osiągnięć. Tak już jest. Sporo wody w Wiśle upłynie, nim zmieni się myślenie typowego Kowalskiego na temat zatrudniania kobiet. Pewnie teraz połowa wsiądzie mi na głowę, że nie samą pracą człowiek żyje i, że są ludzie dla których rodzina jest ważna. Ale przecież takie podejście do szukania pracy to zwykłe pospolite oszustwo. Tak samo, jakby ktoś kłamał odnośnie swoich kwalifikacji.

Gdy sama szukałam pracy, często słyszałam, że jestem „w ryzykownym wieku”. Przynajmniej prawdę mi mówili. No i mogłam się zaklinać na wszystkie katolickie, żydowskie i inne świętości, że nie w głowie mi dziecko. „Tak, tak. Na rozmowie to każdej nie w głowie. A jak przyjdzie co do czego to o! Ja już trzy takie miałem!” No i sobie nie pogadasz. W sumie to co się dziwić, jak część kobiet tak właśnie myśli. Zahaczę się na etat i machnę sobie dziecko. Super. Fajnie, że każdy ma swoje priorytety. Tylko potem nie ma co się dziwić, że żaden pragmatyczny szef/szefowa nie zatrudni babki w „ryzykownym wieku”. Szczerze, to po tym co słyszałam, to jeśli kiedykolwiek będę miała swój biznes, też będę unikać zatrudniania kobiet.

I tak spirala dyskryminacji się nakręca. Także miłe panie w wieku 20-30 nie dziwcie się, że na rozmowie ktoś Was pyta „czy chcecie mieć w najbliższym czasie dziecko?”, a potem sam sobie odpowiada i odsyła Was z kwitkiem… To wszystko dzięki tym, które robią to z premedytacją.