Archiwa tagu: bezdomność

O tym jak w trzy lata zmieniłam się w paranoika

Pisząc paranoika mam na myśli osobę, która co chwilę zerka w okno i żyje w przekonaniu, że 3/4 społeczeństwa to sadyści. Poczynając od osobników bardzo nieletnich do starszych ludzi. Zaczęło się od tego, że adoptowaliśmy z klatki schodowej pierwszą kotkę. To był jeden z pierwszych dni listopada i przymrozków zarazem. Kulka była mała, puchata, głodna i płakała.

Czytaj dalej

Nowa członkini rodziny

Zaczął się sezon wakacyjny, a wraz z nim każdy szanujący się Polaczek, pozbywa się zbędnych zabawek. Poczynając od niemodnych już klapek plażowych z zeszłego sezonu, poprzez nowe fele i warstwę szpachli do swojej bumy pamiętającej prezydenturę Wałęsy, a kończąc na prezentach gwiazdkowych i urodzinowych. Takich małych puchatych prezencikach, które były idealne do słit foci z dziubkiem. Takich słitaśnych puszków, które potem porosły i zrobiły się kłopotliwe. Szczególnie uciążliwe stały się, gdy trzeba było wyruszyć na letni lans w Mielnie. Tak więc co się robi z zabawkami, które się znudziły? No wiezie się do lasu, wyrzuca przez okno albo wywozi gdziekolwiek np. pod sklep monopolowy.

Tak właśnie było z Młodą. Około trzech tygodni temu dołączyła do naszej Starej. Szliśmy sobie naszym ekskluzywnie obsranym przez psy blokowiskiem na piwo. Koło osiedlowego monopolu zauważyliśmy jakieś poruszenie. Sprzedawczyni razem z jakimś klientem i grupką widzów zaglądali pod wszystkie samochody i wołali „kici kici”. Gdy podeszliśmy bliżej usłyszeliśmy głośne miauczenie. Okazało się, że kot, którego szukali był na pobliskim drzewie. Głośno płakał, bo bał się zejść. Po wielu próbach udało nam się go zdjąć z drzewa.

Myśleliśmy, że to sprzedawczyni zwierzak, bo miała wystawione dla niego miski z wodą i jedzeniem. Powiedziała nam, że tego dnia pod sklep podjechał szybko jakiś samochód. Zahamował z piskiem, trzasnęły drzwi i szybko odjechał. Po chwili do sklepu wbiegł miauczący sierściuch. Nie wiedziała co ma z nim zrobić, bo sama ma już cztery. „Zostawię mu miski w krzakach na noc i może jakoś dożyje jutra.” Tak to się właśnie robi ze swoimi zwierzakami w lato. Wyrzuca się pod sklepem, jak śmieci.

Przy okazji napatoczył się jakiś menel, który wrzeszczał, że może kotu łeb ukręcić chętnie, jak nikt nie wie co z nim zrobić. Zrobiło nam się go szkoda (kota nie menela, jakby ktoś nie skumał) i postanowiliśmy go wziąć do naszej Starej, która nudzi się po całych dniach jak jesteśmy w pracy. Część drogi udało się nieść na rękach, potem szła przy nodze. Swoją drogą zaskakujące, gdy kot idzie ci koło nogi jak pies. Jeszcze tylko brakowało merdania ogonem :)

Niestety Stara nie przyjęła jej zbyt miło. Warczenie i syczenie. A potem szybkie czmychnięcie pod łóżko. Za to Młoda (wtedy myśleliśmy, że to ok. 5-cio miesięczny kocurek) najpierw wyczyściła michy z jedzenia, a potem ułożyła się na kanapie. Stwierdziliśmy, że oddamy ją do schroniska. Zadzwoniliśmy i po jakichś czterdziestu minutach przyjechali. Przywieźli transporter bez zamknięcia i byli zdziwieni, że kot wychodzi. „Bo pani mówiła, że jest w złym stanie.” „Mówiłam, że wychudzony strasznie!” „Aaa…” Rozdziawił paszczę i jakoś zabrał kota. Umówiliśmy się tak, że jeśli przez pięć dni, nikt nie przygarnie kota, przyjedziemy i weźmiemy ją na dom tymczasowy.

No i wzięliśmy. Dziwiłam się tylko, dlaczego co dzień wydzwaniają za mną, żebym kota zabrała. „Wie pani, na pewno coś złapie.” „Jak ma złapać, jak podobno jest w izolatce?” Potem zobaczyłam tę izolatkę. Ręce mi opadły. W sumie to, jak mówi mój znajomy – chuj opada. Zdrowego kota wsadzili do małej klatki w części kociarni przeznaczonej dla chorych kotów. Takich z kaliciwirozą, hesperwirusem, grzybicą, pod kroplówkami… No to nie dziwota, że mógł tam coś podłapać.

Zaintrygowało mnie też to, że nagle zagubiły się papiery Młodej, na których miały być jej wyniki badania weterynaryjnego. Po dwóch dniach od przywiezienia do domu zaczęły jej bardzo łzawić oczy, pojawił się katar i zrobiła się bardzo ospała. Pojechaliśmy do weta – koci katar. Do takiego stadium musiał rozwijać się już kilka dni, czyli w momencie kiedy dawali mi kotkę (nie musiałam płacić, a zawsze trzeba przy adopcji) była chora. Nie będę komentować takiej postawy pracowników schroniska. Tak czy siak, choroba okazała się na tyle zjadliwa, że po tygodniu leczenia, wiozłam kota prawie nieżywego na kolejną wizytę. Mina weterynarza mówiła wszystko – jest źle. Zdecydowaliśmy się na jej „uśpienie jej”, rentgen, badanie krwi i kroplówki. Po czterech dniach zabrałam ją do domu. Trochę jeszcze posmarkała i wyzdrowiała. Stara także zaraziła się od niej, ale na szczęście zaszczepiliśmy ją jak była mała i skończyło się tylko na lekkim katarku i kichaniu.

Musieliśmy jeszcze wykastrować Młodą. Wyszło, że była kotna, co wyjaśniało jej ogromny apetyt. Co do jej wieku też się pomyliłam. Ma około roku, a nie pięć miesięcy, ale to wina tego, że bardzo chuda jest. Pod palcami czuć każdą kosteczkę kręgosłupa i żeber. Taki mały, chudy, czarny złodziejaszek. I pijak, bo każdy pijak to złodziej ;P

W efekcie mamy w domu dwa czarne koty, dwa komplety kuwet i misek. No i syf nastajszczy, który wytwarzają z wielką pasją. Młodą rozpiera ciągła energia i sieje zniszczenie. Kopie w kwiatkach, rwie chusteczki higieniczne, obgryza moje zasuszone róże, które dostałam na pożegnaniu z produkcją… Goni Starą, dokucza jej i ciągle zaczepia wprawiając ją w nieustanną dezaprobatę. Ale nie żałuję, że ją wzięliśmy. Bardzo lgnie do ludzi i w końcu pewnie ktoś by jej zrobił krzywdę. Zapytał mnie spec od junkersa „I co będziesz pani brała tak wszystkie koty?”. Nie, nie będę brała, bo wszystkich na świecie nie uratuję, ale tym, którym pomogę uratuję cały świat. Czy jakoś tak to szło. Pozdrawiam!!

bubu

Bubu bez oczka szuka domu – pomóżcie go znaleźć

Dzisiaj tak szybciutko. Przypadkiem trafiłam wczoraj na to na FB i bardzo mnie to wzruszyło. Nie będę ściemniać, pobeczałam się po przeczytaniu tego. Smutne i tragiczne. Nie rozumiem niektórych ludzi. Może jakiś kociarz na to trafi. Śliczny koteczek. Do takich biało czarnych mam szczególny sentyment. Opis poniżej, zdjęcie kocurka i do tego link.

Bubu to około półroczny wykastrowany kocurek, którego zabraliśmy z jednego z zakładów pracy. Bubu był tam atrakcja, nie ma nic bardziej zabawnego niż kot, który chcąc wyjść wali głową w ścianę. Bubu początkowo bardzo się bał, teraz jednak okazał się ogromnym pieszczochem, który uwielbia głaskanie po brzuszku. Bubu bez problemu trafia do kuwety i do miseczki z jedzonkiem. Kot poznaje mieszkanie, uczy się jak skakać z tapczanu na podłogę. Wychodzi mu to coraz lepiej, jednak czasem trzeba go asekurować. Nie widzi na oba oczka. Na pewno potrzebuje przynajmniej na początku więcej uwagi niż kot, który widzi. Czy znajdzie się ktoś kto pokocha kota, który widzi sercem?
Kot znajduje się w domu tymczasowym w Tarnowskich Górach, jest pod opieką Fundacji Pomocy Zwierzętom Bezdomnym „Szara Przystań”.
Bubu jest zaszczepiony i wykastrowany. Jest przyjacielski w stosunku do innych kotów.
Kontakt w sprawie adopcji: tel. 514-413-521 lub e-mail: kotkibaziowe@gmail.com

Bubu

Więcej informacji na stronie -  https://www.facebook.com/JaPaczeSercem

 

Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru. Oraz żebyście w te mrozy okazali serce bezdomnym zwierzakom!!