O tym jak w trzy lata zmieniłam się w paranoika

Pisząc paranoika mam na myśli osobę, która co chwilę zerka w okno i żyje w przekonaniu, że 3/4 społeczeństwa to sadyści. Poczynając od osobników bardzo nieletnich do starszych ludzi. Zaczęło się od tego, że adoptowaliśmy z klatki schodowej pierwszą kotkę. To był jeden z pierwszych dni listopada i przymrozków zarazem. Kulka była mała, puchata, głodna i płakała.

Miałam nadzieję, że może jest to czyjś kot. Chodziłam po klatce, ale nikt się nie przyznał. Otrzymałam za to mnóstwo „cennych” rad. Między innymi, żeby wyrzucić na dwór. Powiedział to facet, który trzymał trzyletnią córeczkę na rękach. „Jak na dwór?” „No normalnie, poradzi sobie albo i nie. Co się będziesz przejmować?” A ciekawe, czy swoje dziecko by tak na balkon wystawił? Albo przed klatkę? Co z tego, że mróz. Co z tego, że kot tak mały, że zajmował niewiele więcej niż dłoń i pewnie do rana by zamarzł? A jego córka? Od małego wchłania przekaz, że ze zwierzętami nie ma co się liczyć.

Przed oknem mieliśmy coś w rodzaju mini-skweru. Już raz rozpaczałam, że jakiś psychol pod auspicjami spółdzielni wykarczował go totalnie. No i w tych właśnie krzakach i tujach bytują mniejsze ptaki (mogą tam schować się przed mewami) i koty. Nieraz widziałam jak małe pięcio, sześcio letnie dzieci zasadzały się w tych krzaczorach na koty. Jeden tłumaczył innym, jak złapać małego kociaka i trzymać tak, żeby mu robić wszystko nie zostając podrapanym. Drugi trochę zdziwiony zapytał „Ale co robić?” Zesztywniałam, jak usłyszałam wyjaśnienie „Molestować i wykręcać wszystko.” Otworzyłam okno i nawrzeszczałam na te bachory. Już przedszkolaki robią takie rzeczy. Szkoda słów.

W stadzie bezdomnych kotów były dwa nierozłączne czarnuszki. Zwróciłam na nie uwagę, bo zawsze biegały razem i były bardzo podobne do naszej drugiej kotki. Jakiś czas temu zaczęło zastanawiać mnie, dlaczego nie biega już dwójka, tylko jeden. No i ostatnio przypadkiem zgadałam się z babką, która dokarmia te koty w ramach współpracy z TOZem. Opowiadała, że jest na osiedlu dwóch braci w wieku wczesnej podstawówki. I ci właśnie bracia specjalizują się w znęcaniu nad zwierzętami. Szczególnie upatrzyli sobie te bezdomne koty. I właśnie jeden czarnuch padł ich ofiarą. Powiesili go, a na dokładkę wetknęli mu patyk w pewne miejsce. Mówiła też, że nieraz ich przeganiała, a coraz częściej prowadzają na te zajęcie swoją czteroletnią siostrzyczkę. Ich matka jest policjantką i nic sobie nie robi z ich skłonności.

Koło parkingu w krzakach stoi ładna drewniana buda z budżetu miasta dla bezdomnych zwierząt. Dzieciaki rzucają w nią kamieniami. Nie wiem nawet, jak mam im to wytłumaczyć, żeby tego nie robić. Najchętniej bym spuściła manto takiemu wrednemu bachorowi. A raczej jego rodzicom, że tak właśnie wychowują małego potworka. Dzisiaj kot, jutro słabsza koleżanka z klasy, a za kilka lat kto wie?

Tym sposobem, co głośniejszy raban w „moich” krzakach, wyglądam przez okno. Kocie wrzaski? Też wystawiam łeb. Wrzeszczące dzieciaki? To samo. I tak właśnie podejrzewam wszystkich o złe intencje. Niestety, ciężko mi to pisać, o wiele więcej ludzi ma podłe i okrutne nastawienie do zwierząt. Przez trzy lata na tym osiedlu udało mi się spotkać niewiele osób, które okazują bezdomnym futrzakom dobre serce. Przykre, naprawdę przykre. Czy to naprawdę takie trudne wynieść trochę jedzonka od czasu do czasu? Albo wystawić miskę z wodą? Chyba nie trzeba od razu kochać, wystarczy nie dręczyć i nie dokuczać. Wydaje mi się, że jestem bardzo ograniczoną jednostką, bo nie potrafię, i nawet nie chcę, zrozumieć, skąd bierze się w ludziach ta skłonność do zadawania cierpienia.

111 myśli nt. „O tym jak w trzy lata zmieniłam się w paranoika”

  1. Ta bezduszność i okrucieństwo bierze się z tego , że rodzice prawie wcale nie rozmawiają ze swymi dziećmi.
    Łatwiej jest posadzić dziecko przed telewizorem lub komputerem niż wytłumaczyć mu , że trzeba dbać o zwierzęta , że nie wolno nikomu robić krzywdy itp

  2. Ja w paranoika zamieniam się codziennie w pracy…. także świetnie Cię rozumiem. Chciałbym zmienić pracę, ale z kredytem na karku wolę nie ryzykować..

  3. Ten wpis pokazuje tylko jak nasz świat się stacza i jest co raz gorzej. Co raz trudniej wstawać rano i z jakąkolwiek minom ubrać się i zacząć kolejny dzień… smutne to wszystko

  4. Znieczulica na krzywdę zwierząt, od tego się zaczyna układanka, kolejny krok to zanik empatii na krzywdę ludzką. Krzywdę sąsiada, dalszego sąsiada, ukraińca, pakistańczyka itd. Ale chyba nie ma co się oglądać na innych, buddyjskim spokojem pomagać tyle ile w zakresie własnym damy radę.

  5. Gorze że jest ktoś taki jak ty kochający zwierzątka nie przejdziesz obojętnie od opuszczonego zaniedbanego głodnego super pełen szacunek dla takich ludzi jak ty

  6. samo życie…. niestety … ale myślę, że większość z nas się czegoś obawia. Z Tobą wszystko w porządku, to ludzie wokół Ciebie są niezmiernie dziwni… uwierz

  7. W cale Ci się nie dziwie. Gotowało się we mnie jak czytałam. Kto wychowuje takie „Dzieci”? Czy ktoś w ogóle je wychowuje? Trzeba ludziom wpoić, że zwierzęta CZUJĄ TO SAMO. Powinni sobie wyobrazić małe bezbronne dzieci. Może to by ich powstrzymało. Czasami czuję się zupełnie bezsilna na to całe zło…

  8. każdy z nas ma coś z paranoika :) tak samo jak każdy z nas ma jakieś swoje dziwne przyzwyczajenia, które dla innych mogą wydać się nienormalne :) także bez obaw :) z większością z nas wszystko w porządku :)

  9. Ja bym powiedziała, że każdy z nas ma inne przyzwyczajenia, które wynosi z domu i ciężko je w późniejszym życiu zmienić!
    Wiadomo, że dziecko rodząc się jest jak „czysta tablica” którą rodzice najpierw zapisują, a później reszta otoczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>