Ubezwłasnowolnienie na własne życzenie

Mamy dwudziesty pierwszy wiek. Emancypacja kobiet podobno postępuje. Niektóre świecą cyckami, inne kiełbasą. Możemy studiować, pracować w zawodach, które jeszcze czterdzieści lat temu były przewidziane tylko dla facetów. Możemy żyć w związkach nieformalnych, rozwijać się, realizować swoje pasje. Możemy sobie nawet zagłosować na Korwina-Mikkego.Taka mnogość wariantów, tyle możliwości. Wreszcie kobieta nie musi trzymać się kurczowo spodenek swego męża i liczyć na łaskę, bądź niełaskę. Da na koszulkę? Pozwoli iść na aerobik? Czy obiad będzie mu smakował i zawiezie mnie za to na kawę do koleżanki? No i czy tym razem będę mogła być tam dłużej niż godzinkę?

Wydawałoby się, że kobiety cieszą się z tego, że już tak nie jest i że z własnej woli nie wpakują się w takie maliny. Bo w końcu o wyzwolenie z patriarchatu walczyły tyle lat. No po co by się ubezwłasnowolniać na własne życzenie? A jednak niespodzianka. Są takie przypadki, które same kładą się na tacy swego przyszłego męża i uległością w każdej materii biją na głowę kobiety średniowieczne. Takie żony idealne. Dla faceta i jego wygody oczywiście.

Znam taki jeden przypadek. Facet wybrał sobie kobitkę bardzo sprytnie. Dużo młodsza dała łatwo się zbajerować. Po niedługim stażu związku zaczęła robić, co jej kazał. Przefarbowała włosy na inny kolor, bo tamten mu się nie podobał. Ubrania, których nie lubił, wyrzuciła. Zmieniła styl ubioru na taki, jaki on zaaprobował. Zabronił jej uprawiać sportu, który lubiła, bo było ryzyko, że spotka tam jakiegoś faceta. To była dyscyplina zdominowana przez mężczyzn.

Szybko zamieszkali razem. Ona studiowała i pełniła pełen dyżur kuchenno sprzątaczy. Gdy przychodziły do niej koleżanki na babskie spotkanie, on w nich uczestniczył. W większości nie miały nic przeciw temu, ale niektóre narzekały, że na pewne kobiece tematy już się nie pogada. Nie było na to wpływu. Później coraz rzadziej chodziła z nimi na imprezy, bo akurat zawsze wtedy jej K. coś dla niej zaplanował.

Wreszcie wzięli ślub. I tak żyli wcześniej razem jak małżeństwo. Ona pracowała i pełniła domowy full serwis. Zawsze po pracy goniła po zakupy, potem szybko robiła obiad z dwóch dań i deser nim on wróci. Po prostu wchodził na gotowe i nie musiał się niczym martwić. Mieszkanie też zawsze posprzątane na błysk. Można jeść z podłogi. Gdy był chory i wracał z przychodni zwykle nie kupował leków. To ona po pracy szła do domu po receptę i ją realizowała. Raz tylko zrobił jej przysługę i kupił sobie antybiotyk, a przy okazji soczki. Ale surowce na obiad musiała już nabyć sama.

Ze swoimi koleżankami prawie wcale już się nie spotyka. Zawsze kiedy pada taka propozycja, ona ma już zajęcie. A to musi gdzieś podwieźć jego wujka, a to siedzieć z teściową. W tym czasie on idzie na spotkania ze swoimi znajomymi. Ona pilnuje w tym czasie niewiadomo czego i kogo. Dzieci nie mają, więc po co ona garuje w domu? Czy nie chce się spotykać z koleżankami, czy on jej nie pozwala? Do siebie też już przestała je zapraszać. Ostatni raz były u niej ponad rok temu. Czy nie chce ich widywać sama z własnej woli, czy to jego wpływ? Czy jest jej tak dobrze, pod pełną kontrolą męża? A może to tylko z boku tak wygląda? Ja bym tak nie chciała, żeby ktoś moim życiem sterował.

63 myśli nt. „Ubezwłasnowolnienie na własne życzenie”

  1. Tak ma być, kobieta zajmuje się domem i słucha męża.
    W dupach Wam się poprzewracało od tych żałosnych parytetów, jak zaleje nas już islam role zostaną odpowiednio podzielone.

    1. Weź Ty się człowieku ciemny walnij łbem o ścianę!!!! My kobiety też jesteśmy ludźmi a nie psami do budy przywiązanymi… i weź nie wygłaszaj tych swoich średniowiecznych poglądów bo się kompromitujesz jaskiniowcu!!

    2. A wy biedaki będziecie musieli utrzymać dom, niepracującą żonę i dzieci z jednej jedynej pensji. Ale żona będzie w domu, tak jak trzeba. Gratuluję operatywności jeżeli twoja pensja na to wystarcza, większość ludzie, których znam będzie miała ciekawie.

    3. To nie jest do końca prawdą. Kobiety co niektóre oczywiście lubią aby mieć nad nimi całkowitą kontrolę. To ten typ kobiet, które uwielbiają słowo żona. Nie buntują się przeciwko niczemu , bo w głębi duszy zawsze pragnęły być zależny a dokładniej mówiąc uzależnione od mężczyzny. Znam sporo tego typu Pań , które mówią swojemu partnerowi dokładnie wszystko i nie wyobrażają siebie inaczej , bo to w ich mniemaniu miłość , szczerość , która prawdę mówiąc nie ma się ni jak do miłości. Te kobiety chcą wiedzieć wszystko o swoim ukochanym i najlepiej im jak znają każdą jego sekundę życia. Nazywam je ” kobietami bluszczami” takie pojęcie jest zapisane w psychologii , to rodzaj uzależnienia i oplatania swojego patera mackami to właśnie ten rozdaj poddaństwa , które nie ma nic wspólnego z uczuciem. To kobiety , które uważają , że jeden mężczyzna na śmierć i życie . Wcale nie chodzi tu o wiarę i przekonania. To uzależnienie od kogokolwiek a że właśnie ten się natrafił? Dodam ,ze mężczyźni są tacy sami jak kobiety. Blog był na temat kobiety więc pociągnęłam ten wątek ale mężczyźni z takimi przekonaniami nie ustępują w niczym kobiet . Zapewne to ” half to half”

      1. Jak najbardziej się zgadzam z tą wypowiedzią. Niestety tak już jest i czasem z boku może nam się wydawać taka sytuacja chora i myśleć ze ta druga os wykorzystuje naszego kolegę/przyjaciółkę. Jednak po pewnym czasie może się okazać ze chcąc jej pomóc uświadomić ze tak nie powinno być robimy im wielka krzywdę bo oni właśnie tego potrzebują i tak chcą żyć.

    4. Szczerze mówiąc to z takim podejściem współczuję Twojej żonie. :) Mamy XXI wiek, a nie średniowiecze a kobieta nie jest własnością faceta i nie musi być na każde jego skinienie palcem. :)

      1. Jak co przygłupawo? Wszystko! Co ta dziewczyna ma z życia? Chyba nic. I to jest największy syf.

  2. Jeśli jej to pasuje, to o co hałas? To jej życie i myślę, że nic nikomu do tego. Nie wszystkich bawią aerobiki i pitolenie głupot z koleżankami prze kawie. Napisałaś, że , młoda i dała się zbajerować – żeby kogoś „zbajerować”, trzeba przedstawić coś atrakcyjniejszego niż to, co dana osoba do tej pory miała. Może jej pasuje towarzystwo teściowej i wujków/ciotek bardziej, niż koleżanek?

    Dlatego właśnie staram się unikać dłuższego kontaktu z innymi ludźmi – zamiast zajmować się swoimi sprawami, to każdy wtrąca się tam, gdzie nie powinien…

  3. Toż to jakiś toksyczny związek. Kobitka pewnie tkwi w jakimś uzależnieniu od swojego męża i nie widzi, że coś jest nie tak. Może jako koleżanka mogłabyś ją uświadomić, ze warto coś zrobić z tą żałosną sytuacją. Zazwyczaj Ci którzy tkwią w bagnie nie są tego świadomi i wmawiają sobie, że tak ma być.

  4. Trochę przegięcie bo ona sama nei wie co robi, nie wie że jest życie poza tym gosciem i pokłada na nim cały świat. W pewnym momencie może się rypnąć i co wtedy

  5. Chyba troche przesadzacie, kazdy z nas ma wybor. Czesto sprawy domowo-rodzinne sa wazniejsze od „przezyc nieudanych ” zwiazkow przyjaciolek, z wlasnych doswiadczen to wam ja mowie. Nie jestem zdominowana przez mojego lubego, podzial obowiazkow w szelakich aspektach jest zachowany, ale kochane kobietki zwiazek taki malzenski czy chocby „mieszkalno-partnerski” to juz nestety dosc powazna sprawa dla dwoga osob, wy widzicie medal z jednej strony a przeciez ma on wymiary. Poza tym to co podoba sie jednym nie musi podobac sie drugim. widocznie jej to odpowiada bo gdyby nie wyrywalaby sie z domu do kolezanek. Osobiscie sama tez nie mam za duzego kontaktu ze swoimi kolezankami jest tyle spraw na glowie, moj luby tez nie biega bezprzerwy z kolegami to normlane jestesmy zajeci soba i gdy potrzebujemypobyc z kims innym nic nie stoi naprzeszkodzie. Moje Panie jesli traktujecie cos powaznie mieszkacie z kims i tworzycie cos powaznego to same rezygnujecie nawet w minimalnym czy maxymalnym stopniu bo zazwyczaj tego chcemy. A obserwacja z boku zawsze jest nierowna i nie do konca tak nam sie wydaje

  6. Tkwiłam w jeszcze gorszym związku. Na początku wspaniale, wręcz nosił mnie na rękach, już w dniu ślubu sobie mnie próbował ustawić. Całe dalsze życie podporządkowane jego mamusi i jemu, dokładnie w tej kolejności, nawet pracę chcieli za mnie wybierać. Nagle wszyscy moi znajomi byli nieodpowiednim towarzystwem dla mnie, moja rodzina patologiczna, a ja głupia i knąbrna. Codziennie musiałam gotować dla męża i jego rodziny ( około 7 osób), a po produkty iść kilka km, bo sklep był bardzo daleko. Nie obchodziło ich, że byłam w ciąży i nie powinnam w upale targać ziemniaków, choć oni wszyscy mieli samochody. Gdy tylko coś powiedziałam, otrzymywałam odpowiedzi, że powinnam być im wdzięczna i nie marudzić, że jestem leniwa. Kilka dni po ślubie miałam osobistą rozmowę z teściową na której to opowiadała jak mąż ją zdradził w sanatorium, potem tamta wydzwaniała do jej męża przez długi czas i że to normalne, najważniejsze, że jej mąż nie opuścił rodziny i wybrał ją. Zdrada jest normalna i trzeba się z tym pogodzić, przebaczyć i żyć jak niby nic się nie stało. Dość szybko związek się rozpadł, coś we mnie pękło, nie mogłam nie decydować o swoim życiu, nie odpowiadało mi, że traktują mnie jak służącą, kucharkę i sprzątaczkę i jeszcze obgadują za plecami, mąż albo bierny albo stawał po stronie swoich rodziców. Teraz, 4 lata po tamtym związku mam normalną relację. Tamten związek okupiłam załamaniem nerwowym, depresją, przeszłam terapię i wiem jakie błędy popełniłam. Nigdy już nie będę w takim wyniszczającym związku. Teraz koncentruję się na tworzeniu domu dla mojego dziecka w którym mój partner i inni członkowie rodziny szanują mnie. Dzielimy się obowiązkami, czuję się z nim równa. Harmonijnie współpracujemy. Mój były za to poznał inną małolatę, miała 16 lat jak się poznali, po roku przyszło na świat ich pierwsze dziecko, niedawno następne, ślub… Współczuję jej z całego serca i jestem ciekawa czy i ona „pęknie”. Do tego upokarza ją zabierając ją w te same miejsca gdzie mnie zabierał, nawet robią podobne zdjęcia, ciekawe czy o tym wie?

    1. Jestem w takim toksycznym związku od wielu lat. Zawsze umiał manipulować , grać na uczuciach, szantażować. Zbyt wiele razy było to skuteczne.Dzisiaj jest chory , zgorzkniały depresyjny, a ja wiem, że chcąc odpowiedzieć na jego zachcianki zmarnowałam swoje życie . Podejmujcie właściwe decyzje. Myślcie o sobie. Miejcie siłę żeby odejść jak jest źle.

  7. To nie jest do końca prawdą. Kobiety co niektóre oczywiście lubią aby mieć nad nimi całkowitą kontrolę. To ten typ kobiet, które uwielbiają słowo żona. Nie buntują się przeciwko niczemu , bo w głębi duszy zawsze pragnęły być zależny a dokładniej mówiąc uzależnione od mężczyzny. Znam sporo tego typu Pań , które mówią swojemu partnerowi dokładnie wszystko i nie wyobrażają siebie inaczej , bo to w ich mniemaniu miłość , szczerość , która prawdę mówiąc nie ma się ni jak do miłości. Te kobiety chcą wiedzieć wszystko o swoim ukochanym i najlepiej im jak znają każdą jego sekundę życia. Nazywam je ” kobietami bluszczami” takie pojęcie jest zapisane w psychologii , to rodzaj uzależnienia i oplatania swojego patera mackami to właśnie ten rozdaj poddaństwa , które nie ma nic wspólnego z uczuciem. To kobiety , które uważają , że jeden mężczyzna na śmierć i życie . Wcale nie chodzi tu o wiarę i przekonania. To uzależnienie od kogokolwiek a że właśnie ten się natrafił? Dodam ,ze mężczyźni są tacy sami jak kobiety. Blog był na temat kobiety więc pociągnęłam ten wątek ale mężczyźni z takimi przekonaniami nie ustępują w niczym kobiet . Zapewne to ” half to half”

  8. Mnie mówią, że wyglądam młodziej, lepiej. I faktycznie świetnie się czuję. Tajemnica polega na tym, że Odżywiam się zdrowo , jem owoce i warzywa, jem regularnie, zaczynam też od zdrowego śniadania co jest najważniejsze w tym wszystkim(zdrowesniadanie.info/gberes ; idealnafigura.com/gberes).Zdrowie jest tylko jedno, warto o niego zadbać!

  9. Oczywiście jest racja w komentarzach ,jak lubi tak ma ,tyle że to zwodnicza ocena sytuacji. Póki dobrze ,to szafa gra szczęśliwy on i ona ,ale jak to w życiu ,facet się w końcu nudzi taką kobietą ,która przewidywalna jest i na każde skinienie pana i władcy. Faceci lubią wyzwania ,nagle ona odkrywa ,ze jest w ich związku ta trzecia .Niebo wali się jej na głowę . Nie ma przyjaciół ,bo odsunęła się od nich wcześniej ,relacje z jej własną rodziną ograniczyły się do spotkań dwa razy w roku podczas świąt. Nie ma zainteresowań ,bo się lubemu takowe nie podobały ,nie ma swojego własnego życia. Zadnego wsparcia ; załamanie ,depresja ot i tyle.

  10. Powiem tak: sama sobie wybrała, nie wygląda na nieszczęśliwą (to raczej domysły) więc pewnie jest taaaaka zakochana i jej tak dobrze. Trochę szkoda, jedna stracona dla świata, ale trudno. On pewnie ją kiedyś kopnie w dupę i wtedy ona się obudzi, choć oczywiście to nie będzie tak szybko, bo najpierw wybaczy mu kilka zdrad itd.

  11. Tak,………a jak juz nie daj Boze taka kobita przejzy na oczy …….staje sie wtedy jedza …i odchodzi .I prosze sie nie dziwic bo poprostu na wszystko przyjdzie odpowiedni czas………

  12. no tak, ubezwłasnowolnienie? albo raczej zły podział obowiązków. bo to, że mężatka/osoba w związku ma mniej czasu na spotkania z koleżankami, sport itp., to normalne. siłą rzeczy osoba, którą kochamy znajduje się w centrum. nie mówię, żeby się wyzbyć całkiem swojej osobowości, ale jednak następuje zmiana priorytetów. i dla niej mąż jest ważniejszy niż np koleżanka. i ok. no zmiana ubrania/fryzury? jeśli ona się z tym też dobrze czuje, to dlaczego nie? rezygnacja z tego sportu zdominowanego przez mężczyzn to już nieco gorsza rzecz. a układ obowiązków w domu? mimo emancypacji, feminizmu itd, to jakoś tak wychodzi, że kobieta łapie za ścierkę, miotłę, robi pranie. ale to już też kwestia nie tylko konkretnych przypadków, ale stereotypów, charakteru, wychowania….

  13. Nie rozumiem. Jesli komuś nie pasuje taki układ, niech się nie żeni. Ot i tyle. Skrajną głupotą jest żenić się i nadal prowadzić życie, jakby się nie zawarło związku małżeńskiego. Po co kobieta wychodzi za mąż, skoro takiego życia nie chce? Skoro najważniejsza jest dla niej niezależność, wolność, realizacja własnych celów?

    1. mam siedmioletni letni staż małżeński za sobą, ani ja ani mój mąż nigdy nie musieliśmy rezygnowac z własnych zainteresowań, pasji i celów. nadal czuję się osobą niezależną i wolną. oboje wspieramy się we własnych dążeniach. mamy nieco mniej czasu na własne ‚odrębne’ przyjemności ale cały czas je realizujemy. byc może zmieni się to jeśli zapragniemy miec dzieci. związek nie oznacza rezygnacji z siebie dziwi mnie, że Ty żyjesz w takim przeświadczeniu. małżeństwo nie oznacza dla kobiety zmiany trybu życia bo obowiązki są po to żeby się nimi dzielic i powiem Ci, że odkąd żyjemy razem mniej czasu spędzam na porządkowaniu czy gotowaniu. prania nie robiłam od rzeczonych 7 lat – bo wedle naszej umowy mój mąż się tym zajmuje, gotuje ze trzy – cztery razy w tygodniu, bo dzielimy to mniej więcej na połowę, oboje sprzątamy. małżeństwo nie sprawiło, że nie możemy wychodzic wieczorami do kina albo z przyjaciółmi na piwo bądź na siłownię – razem, czy oddzielnie.

  14. Mam już prawie 50 lat i jestem jak jedna z bohaterek. Byłam żoną, matką, niańką, kucharką, sprzątaczką, itp.itd. przez całe swoje małżeństwo. Urodziłam dzieci, to musiałam się zwolnić z pracy, aby je wychować. Pan i władca(przedtem tak nie myślałam, bo patrzyłam na świat przez „różowe” okulary) musiał robić karierę, bo „więcej” zarabiał. Ja ciągle w domu i przy dzieciach(jest ich czworo), a małżonek albo w delegacji, albo w pracy. W domu było wszystko podstawione pod nos, no bo jak inaczej:”Ja wróciłem z pracy, a ty cały dzień nic nie robisz”. Na dodatek od niedawna opiekuję się niesprawnymi rodzicami, bo rodzeństwo się na mnie „wypięło”. Staram się nie wybiegać zbyt daleko w przyszłość, bo nie ma sensu teraz użalać się nad sobą. Swoim córkom i innym młodym kobietom powtarzam nieustannie, że mają pracować, aby mieć własne pieniądze i być niezależnym finansowo człowiekiem. Ja już niczego nie zmienię w swoim życiu i apeluję do matek, teściowych i babć, aby zajęły się wnukami, kiedy młoda kobieta chce wracać do pracy.

  15. Zdarzają się osoby, obu płci, które wolą po prostu, kiedy ktoś za nie decyduje, mówi im, co i kiedy mają zrobić, organizuje im plan pracy i dnia i „robi” za ich menadżera. Komuś samodzielnemu, niezależnemu, nie mieści się to w głowie – ja jednak spotkałam wiele takich osób, również mężczyzn, za których partnerzy ustawiali całe życie, łącznie z wizytą u fryzjera czy wyjściem do pracy (jeden facet nawet zwolnił się z pracy, bo żona mu kazała – zarabiała więcej i „chciała mieć męża w domu, przy dzieciach, a nie jakąś karierę nie wiadomo z kim i po co robi”).
    Czasem mi się wydaje, że to wynika z pewnego lenistwa oraz niechęci do brania odpowiedzialności za swoje życie. „Niech ktoś inny za mnie myśli, bo mnie się nie chce/bo ja się boję”. Czy mam rację? Nie wiem ;)

  16. nie jestem zwolennikiem pouczania innych. Niech po prostu kazdy robi jak uważa. A prawda jest taka, że na tym wszystkim cierpią tylko nasze dzieci ..

  17. Rolą kobiety jest wspierać mężczyznę a rolą mężczyzny jest wspierać swoją kobietę. Związek ma być monolitem, jednością i synergicznym połączeniem gdzie ludzie napędzają się i pomagają sobie wzajemnie w trudnych chwilach! :):):):)

    [url=http://www.projektefektywny.pl/]organizacja imprez integracyjnych, wyjazdy integracyjne, wycieczki dla firm, imprezy integracyjne[/url]

  18. Przede wszystkim zarówno kobietom jak i mężczyznom należy się szacunek. Musimy się nawzajem wspierać, pomagać sobie i się szanować. To podstawa.

  19. Kiedyś pewien psycholog w jakiejś „Małej Czarnej” powiedział, że związki w dużej mierze opierają się na wymianie korzyści. I dopóki obie strony są świadome tego, czego się od nich oczekuje, to można uznać, że jest to związek szczęśliwy. Czyli jeśli dziewczyna chce być zdominowana i chce, aby to partner podejmował za nią decyzje w zamian za jej uległość i posłuszeństwo, to wszystko jest OK. Gorzej, gdy tego nie chce, a z jakiegoś powodu tkwi w związku.

  20. Prawdziwy związek polega na kompromisach miedzy małżonkami. W każdym związku muszą być jakieś kłótnie o byle pierdole bo na tym to polega. Co do niewolniczej pracy na rzecz mężczyzny nigdy w życiu bym się na takie coś nie zgodził, żeby kobieta mi w 100 % służyła.

  21. Niektóre po prostu czerpią z tego masochistyczną przyjemność, że są potrzebne a w zamian tego dostają ochłap „miłości” lub przynajmniej dostrzegania naszego istnienia..

  22. Czytam komentarze niektórych Panów, którzy się wypowiadają i nie mogę w to uwierzyć, że niektórzy Panowie mają takie podejście do życia. Drodzy Panowie mamy XXI wiek, czasy się zmieniają. Kobiety mają równe prawa, dlaczego kobiety utożsamiane są z kurami domowymi, które mają stać przy garach całymi dniami, prać, sprzątać? Problem leży tutaj w ego niektórych Panów. Coraz częściej w związku to kobieta więcej zarabia i to chyba najbardziej boli mężczyzn. Ja natomiast mam cudownego męża, jakiś czas temu sam namówił mnie abym otworzyła własny biznes (sam prowadzi kilka firm) i tak też się stało. Kupiłam gotową spółkę dzięki tej firmie: http://mbiuro.com/wirtualne-biuro-za-darmo/ i rozkręciłam własny biznes. Bez pieniędzy męża, sama doszłam do celu swoją ciężką pracą. Od męża miałam ogromne wsparcie :)
    Drogie Panie, wszystkim życzę równie wspaniałego męża a nie faceta, który uważa, że kobieta nadaje się tylko do rodzenia dzieci, gotowania i sprzątania.

  23. Myślę ze takie życie jej po prostu się podoba bo gdyby tak nie było to czyż tkwiła by w takim związku? Każdy znajduje swoją drogę życiową czasami lepszą innym razem gorszą ale to jego droga

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>