Nie mów w pracy, że jesteś na diecie

Tak sobie myślę, że w pracy to lepiej się nie chwalić. Generalnie lepiej tego nie robić. Nie chodzi o to, żeby wszystko trzymać w wielkiej tajemnicy. Ale jednak za dużo powiedzieć nie można. Niestety chyba nigdy nie dowiem się, co znaczy za dużo. Na ten przykład w mojej poprzedniej pracy tematem drażliwym były pieniądze. Jak się kupiło coś nowego, to większość koleżanek krytykowała. Miałam wrażenie, że lepiej by było jakby się nic nie miało i mieszkało w lepiance. Bo inaczej spotykało się z zazdrością i dziwnymi komentarzami.

W tej gdzie jestem teraz, można normalnie powiedzieć, że ma się nowe spodnie albo sukienkę. I nie ma gadania „ale drogie, a po co Ci to”. Nie wyliczamy sobie wzajemnie, bo każdy pilnuje swoich spraw.  Za to jednego się nie spodziewałam. Śmiesznych reakcji na to, gdy oznajmiłam, że jestem na diecie. Najpierw wielkie oczy, a potem mnóstwo pytań „A po co Ci to?” „A no po to, żeby zgubić tłuszcz i zdobyć jakieś mięśnie. A przy okazji schudnąć.” „Po co chudnąć? Przecież dobrze wyglądasz.” Jak cudownie, gdy wszyscy tak się troszczą i komplementują.

Dopiero później zaczęło się. Wszystkie koleżanki jak na komendę zaczęły mi podtykać żarcie pod nos. Ciastka, tłuste sery, parówki, jajka w majonezie, wafelki. Początkowo dawałam się namawiać, bo jeszcze wtedy myślałam, że takie jedzenie wcale nie zaszkodzi. Ale mimo ćwiczeń nie chudłam. Zaczęłam odmawiać porcji. No to wtedy przypuściły szturm, że przecież ćwiczę, to spalę i mogę więcej jeść.

Wydawało mi się, że tak nie jest. Nie byłam pewna. Skoro wszyskit zgodnym chórkiem tak mówiły, to chyba tak było. Nie dawało mi to jednak spokoju, bo nie zawsze głos większości jest głosem racji. Postanowiłam się zastosować do porady, którą słyszałam niegdyś w tv śniadaniowej – spisywać wszystko co jadłam i piłam. Ściągnęłam do tego celu jakąś szwedzką aplikację. Po dwóch tygodniach zobaczyłam czarno na białym, że jem za dużo tłuszczu i białka. Zaczęłam powoli zmieniać nawyki żywieniowe. Ku uciesze gawiedzi. Śmiali się ze mnie i mojej aplikacji.

Co chwilę padały pytania „A czy twoja aplikacja pozwoli Ci zjeść coś wieczorem, czy nie?” Nabijali się, ile wlezie. W końcu dali sobie spokój, bo byłam niewzruszona. Dzięki temu dowiedziałam się trochę o jedzeniu, ile ma kalorii i wartości odżywczych. Wcześniej zawsze byłam przekonana, że odżywiam się zdrowo. A tu proszę taka niespodzianka! Jednak tych jajek w majonezie nie da się tak łatwo spalić. Zrozumiałam, ze takie ćwiczenia [nawet zumba] nie dadzą dużego efektu, gdy się je byle co.

Ostatnio wreszcie schudłam na tyle, że sama widzę różnicę. Nie jest to jakaś spektakularna metamorfoza jak w przypadku dziewczyn Chodakowskiej. Zwyczajnie z 57 spadło do ok. 53. Na wadze niewiele, ale po sobie widzę, że jest dużo lepiej. Przybyło mi mięśni, a one dużo ważą. Za to zmieniły się obwody poszczególnych partii ciała. Gdy teraz zaczęłam zakładać swoje letnie ubrania z zeszłego roku, efekt mnie ucieszył. Jest naprawdę dobrze. Wreszcie nie wyglądam jak szynka wciśnięta w za mały flak albo gąsieniczka. W końcu widać pośladki, a nie płaskie galaretowate coś poniżej pleców.

Sporo osób też powiedziało mi, że jestem szczuplejsza. Tak samych z siebie i bez pytania. Laski usłyszały, a ja sama nieopatrznie też się pochwaliłam. I znów zaczęło się podtykanie pod nos. Przyznam szczerze, że bardzo ciężko jest odmówić np. PrincePolo. Nawet pomimo świadomości, że ma on ok. 250 kcal i biorąc pod uwagę, że kobiecie w moim wieku, gabarytach i trybie życia potrzeba ok 1450 kcal.

Ach te testy silnej woli. Wiem, że głupio tak zwalać winę na innych i mówić „bo one mi podtykają”, jednak bardzo ciężko jest nie zjeść. Szczególnie w pewnych godzinach, kiedy mózg domaga się jakiegoś „syfu”. Chciałabym być taką osobą, która ma na tyle silną wolę, żeby się powstrzymać… Co prawda w domu już nie podjadam w ogóle, ale i tak jestem z siebie niezadowolona. Bądź co bądź, lepiej nie chwalcie się koleżankom z pracy, że jesteście na diecie. A już tym bardziej nie wspominajcie, że schudłyście. Nie ma po co kusić losu.

23 myśli nt. „Nie mów w pracy, że jesteś na diecie”

    1. Hyhyhy. To musiałabym cały czas na tej kanapie zalegać i łoić winko ;)
      A wiesz jak zrobić, żeby mieć płaski brzuch? Narysować pępek na plecach :P
      Pozdro!!

  1. w pracy nie ma co się odkrywać, im mniej o nas wiedzą tym lepiej. A taka rzecz powiedziana, że się odchudzasz może naprawdę źle wpłynąć bo wtedy jesteś osłabiona.

    Będę tu zaglądać częściej :)

    Pozdrawiam,
    Sandra

  2. zgadzam sie z autorką lepiej nie mówić w szczególności w pracy, jak masz jakąś grupę wsparcia to tam można powiedzieć i oczekiwać tego co najlepsze od grupy czyli wsparcia, a nie śmiechu, żartu

  3. Dziwne relacje panują w twojej pracy. Jeżeli z takiego niby błahego powodu czeka Cię tyle docinek, to trzeba w przyszłości uważać na każde słowo dotyczącego życia prywatnego.

  4. Ja bym się nie przejmował gadaniami ludzie zawsze byli zawistni i będą oczywiście nie wszyscy, a tak poza tym to radzę zaakceptuj siebie .Liczy się to co masz w środku a nie na zewnatrz

  5. Ludzie zawsze gadają, czy jesteś na diecie, czy widać Ci fałdkę, czy jesteś za chuda… Polacy to dość ostro oceniający naród. Wynika raczej to z ich głęboko zakorzenionych kompleksów niestety…

  6. Niestety taka już jest natura ludzka, że nie koniecznie przystaje na to, że ktoś chce coś osiągnąć. Ludzie zbyt często ingerują w nasze życie. To zupełnie tak jak z nieproszonymi gośćmi. Przychodzą zawsze wtedy, gdy ich nie prosimy. Najważniejsze, że masz silną wolę i osiągasz swój cel.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>