Problem z ząbkiem

Nieraz wchodzę na różne blogi i czytam, co matki piszą o swoich dzieciach. O tym, że trudno je wychować i okiełznać. O tym, że trzeba mieć wystarczająco dużo uporu i konsekwencji, aby wyprowadzić pociechę na ludzi. No i tłumaczyć, tłumaczyć, tłumaczyć i tak aż do skutku. Nie wiem, czy tak jest, czy nie. Wiem za to, co słyszę i widzę u dentysty.

Nie mam dzieci, więc nie znam się na ich wychowaniu. Ale pewnych rzeczy nie mogę zrozumieć. Kiedyś miałam okazję w pracy wysłuchiwać „przebojów dentystycznych”. Jedna ze znajomych opowiadała, jak trudno jej zaciągnąć pięcioletnie dziecko na fotel. Zacznijmy od dolegliwości. Synek nie mógł jeść, bo bolał go ząbek. Który? Nie potrafił określić. Najbardziej go bolał, kiedy miał jeść to, czego nie lubił. Obiad musiał być zmiksowany, bo inaczej bolał ząb. Przy deserze nie bolał.

Zmartwiona zabrała go dentysty. Zwalniała się z pracy, mimo że miała dużo roboty. Musiała biedna potem siedzieć po godzinach. Każda z nas była tak obłożona, że żadna z własnej woli nie proponowała, że zostanie pomóc. Niestety liczne wizyty nie pomagały. Nie udało się zdiagnozować przyczyny bólu. Przy pierwszych kilku razach – nie można było przeprowadzić badania. Bo młody się darł, kopał i wierzgał. Znalazła inną dentystkę. Tej udało się znaleźć malutką dziurkę. Powiedziała, że to mały ubytek w mleczaku. Tak mały, że nie powinien boleć.

I u niej nie udało się już nic więcej zrobić, bo znów zaczął walczyć. Znalazła więc kolejną dentystkę. Żeby w ogóle do niej pójść, kupiła drogi prezent. I jeszcze jeden. I kolejne przekupstwa. W końcu poszli. Udało się przeprowadzić rekonesans. Młody poinstruował panią stomatolog „Ty! Masz mi delikatnie robić! Uważaj!” Mówiła nam o tym zaznaczając, że fajnie, że jest taki odważny. Ja nie wiem. Raczej bezczelny. I nie ma szacunku do starszych.

Opowieści takich było jeszcze sporo. Nie wiem, jak to się skończyło. Przez pół roku przebywania w jednym pokoju problem ząbka się nie rozwiązał. Za to pojawiła się w międzyczasie inna opowieść pewnego kolegi. Jego córka miała podobnie, że nie znosiła dentysty. Biła, kopała, wyzywała i gryzła. Więc w końcu zrobili jej mlecznego zęba pod narkozą. Przecież nawet migdałki usuwa się tak, że pacjent może być częściowo świadomy. A jak będzie miała biegunkę, to dadzą jej morfinę dożylnie, czy co? O co tu w ogóle chodzi? Zęba mlecznego robić pod pełnym znieczuleniem w asyście anestezjologa? Miałam kiedyś dziury w mleczakach i nie potrzebowałam znieczulenia. Jakieś delikatne i niestabilne emocjonalnie są te dzieci teraz. Ciekawe, czy do oddychania też mają specjalne powietrze.

Najgorzej jest, ale tak naprawdę najgorzej z najgorszych, gdy umawiasz się do dentysty z trzytygodniowym wyprzedzeniem, na konkretną godzinę, zwalniasz się wcześniej z pracy i biegniesz z wywieszonym jęzorem. Wpadasz do poczekalni i… całujesz klamkę gabinetu, po czym opadasz jak wór kartofli na siedzenie w kolejce, bo dowiadujesz się, że „w gabinecie jest dziecko z bólem”. I przez kolejne dwadzieścia minut słychać wrzaski. To jest przekonywanie, żeby w ogóle dziecko dało się zbadać. Skoro boli tak bardzo, że wpycha się takiego delikwenta pomiędzy innych i przed innych, to czemu nie daje zajrzeć sobie do ust? I jeszcze te przekonywania „Adasiu/Stasiu/Michasiu, pokaż ząbki panu, pójdziemy po zabawkę potem.”

W takiej chwili mam ochotę wejść do gabinetu, potrząsnąć dzieciakiem, a potem matką. Co to ma być za przekupstwo? Te zębowe przygody wykraczają poza mój światopogląd. Mi nigdy nie przyszło do głowy, żeby symulować, bo wiedziałam, że kara będzie niafajna. Nie wiedziałam, czego się spodziewać, ale wiedziałam, że nie warto. Wiedziałam też, że mam nie dyskutować u dentysty. A po tym, jak byłam grzeczna zawsze dostawałam nagrodę. Jakąś drobną, ale znałam swoje miejsce w szeregu. Moi rodzice umieli mnie tego nauczyć. Wielu z moich znajomych też nie miało problemów typu kilka wizyt na jednego mleczaka. Chyba, że to jakaś nowa choroba. Po epidemii dysleksji, dysgrafii i dyskalkulii przyszła kolej na niekompatybilność z dentystą. :)

8 myśli nt. „Problem z ząbkiem”

  1. Taaak… w rodzinie mamy taką dziewczynkę, która w wieku 6 lat pogryzła dentystkę, drugą opluła, a trzecią skopała i zwyzywała. Patrząc na to w jaki sposób „wychowują” ją rodzice nic w tym dziwnego. A teraz z moich doświadczeń. Z tym tłumaczeniem to prawda – już mnie gardło boli, ale w tłumaczeniu dziecku nie chodzi o dwugodzinne przemowy, a o krótki przekaz typu „nie dotykaj ognia, bo się poparzysz i będzie bolało”. Jednak przygotowywaniu na wizytę u dentysty, jakie słyszałam u rzeczonej dziewczynki z rodziny, to istna masakra: pani doktor musi zabić ci robala, więc weżmie wiertełko i go zabije, a potem da ci kolorową plombę… Rzeźnia.

    Mam dwóch synów: ogień i woda. Pierwszy z kamienną twarzą i zainteresowaniem obserwował, jak wenflon „wkładają w żyłkę”, a drugi od zawsze był aniołem, tylko na szczepienia jeździł z nim mąż, bo ja nie byłam w stanie go utrzymać. Jednak obaj są przykładem na to, że się da, bo szacunku do drugiego człowieka nie uczy się przy okazji, a od narodzin, że plasterków nie nakleja się na siniaki, a krew sikającą jak szalona, że zamiast „o boże ale masz straszną ranę na kolanie, na pewno strasznie cię boli?!”, można powiedzieć „nic groźnego się nie stało”. No i jeszcze jedna ważna sprawa: ja mam ochotę tłuc tych głupich rodziców którzy:
    1. straszą dzieci szpitalem
    2. straszą dzieci lekarzem
    3. straszą dzieci zastrzykami
    4. straszą dzieci paskudnymi syropkami
    5. straszą dzieci dentystą
    a potem się durni dziwią, że dzieci histeryzują, wpadają w szał i są agresywne. Najzwyczajniej w świecie boją się zagrożenia, które stworzyli im rodzice.

    A przekupstwo? Najgorsze co może być. Mamy za sobą naprawdę sporo bolesnych i nieprzyjemnych zabiegów, po których nagrodą była naklejka od pani doktor i pochwała, że taki dzielny, duży chłopczyk jest jej pacjentem. Łzy od razu wysychały, a duma syna (3letniego) i powtarzanie „słyszałaś mamusiu, pani doktor jest ze mnie dumna!”, bezcenna!

    Wkurzyłam się ;)
    Pozdrawiam.

    1. „Zabić robala”. Ja pierd***. Jakiego robala? Jaka kolorowa plomba? Co oni chcą osiągnąć? Takim sposobem robi się dziecku w mózgu papkę. Gdybym ja ugryzła dentystkę, to rodzice daliby mi popalić. Właśnie za brak szacunku do starszej osoby.
      Może się mylę, ale każda mała chwila i zdarzenie to jakaś nauka dla takiego dziecka. Patrzy na mamę i łapie na co może sobie pozwolić, a na co nie. Widzi też, jakie ma pozwoleństwo na traktowanie innych.
      Fajnie sobie radzisz ze swoimi dzieciakami – jak kiedyś będę miała swoje to zwrócę się po poradę :)
      Pozdro!!

  2. Ja podobny problem mam z mężem! Panicznie się boi, na samą nazwę ‚dentysta’ reaguje bladością :)
    Mam nadzieje, że nie przekaże swojego strachu dzieciom…

  3. To się nazywa bezstresowe wychowanie!
    Ja nie jestem jeszcze matką, ale jeśli będę taką błagam strzelcie mi w łeb! Przecież to co te dzieci robią teraz z rodzicami to jest przegięcie!!

    1. Rodzice sobie pozwalają na takie zachowanie, a potem zbierają żniwo takiego postępowania… Sami sobie winni.

  4. Bo teraz rodzice wychowują dzieci i myślą, że są jeszcze małe, nie rozumieją itd. Moja córka ma 13 miesięcy i rozumie, kiedy mówi się że nie wolno, że trzeba odłożyć na miejsce, że nie można bić itd. Tylko z dzieckiem trzeba rozmawiać, obserwować je, tłumaczyć mu i nie ignorować go! Wtedy w wieku….2 lat, też będzie się inaczej zachowywać. Ale oczywiście czasu brak. A niestety na wychowanie powinien on być!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>