Mięsko na zlotach

Skończył się sezon majówki, więc temat chyba akuratni. Od razu na samiutkim począteczku zaznaczę, że nie jestem częstą bywalczynią zlotów VW, BMW, itd. Dlatego w swoich ocenach mogę się mylić lub kogoś przypadkiem urazić. Jeśli tak się stanie to… strasznie mi z tego powodu wszystko jedno. Ostatnia wizyta na zlocie natchnęła mnie takimi, a nie innymi refleksjami. Otóż chodzi o kwestię mięsa, którego jest tam dużo, momentami, aż za wiele. I nie o kiełbasie z grilla myślę.

To mięso, które mam na myśli, to niektóre kobiety/dziewczyny. Chciałoby się napisać lachony. Generalnie zauważyłam, że są normalne, zwyczajnie ubrane dziewczyny, które się tam wybrały w jakimś swoim celu. Wyglądają zupełnie przeciętnie – spodnie, bluzka, ew. kurtka – zwykły ubiór, w jakim można by się wybrać do pracy albo na spotkanie ze znajomymi.

Są też hostessy. Jak one wyglądają, pisać nie muszę. Bardziej rozebrane, niż ubrane, ale o to chyba w tym chodzi, bo to impreza kierowana do facetów. Przez facetów w głównej mierze organizowana, a więc i rozrywki wizualne dobrane adekwatnie do ich oczekiwań i ogólnego poziomu całego przedsięwzięcia. Bądź co bądź, hosia taka zgarnia hajs za swoje całodniowe paradowanie z prawie gołą dupą i cyckami, ale to jej sprawa. Mnie to nie grzeje i ani nie ziębi. Indywidualna sprawa każdego, jak zarabia na swoje potrzeby.

No i te, których w żaden sposób nie mogę zrozumieć. Odjebane dresiary. Spalone na solarium, z utlenionymi głowami bądź kruczoczarnymi. Z reguły półnagie, towarzyszące swoim facetom lub szukające przygody. Ja po prostu nie potrafię się nadziwić temu, co się tam wyprawia. Nie ważne, czy żar się leje z nieba, czy piździ jak w kieleckim, taka laska ma na sobie spodenko-majtki albo zapizdnik. Tak, zapizdnik właśnie, bo 15 cm materiału, spódnicą nazwać się nie da. Nawet nie trzeba podciągać, gdyby poszła z kimś w krzaki. Aaaa… nie w krzaki, tylko za zderzak albo na tylne siedzenie.

Nie umiem sobie wyobrazić, czym kieruje się taka laska, gdy przechadza się w niebotycznych platformach z cyckami na wierzchu pomiędzy ludźmi. Nie czaję też, dlaczego z dumą pręży się na masce albo kuca z wypiętym tyłkiem przy feldze. To już nawet się odechciewa na taką felgę patrzeć. Jak obok jeszcze trzeba podziwiać wystające co nieco spod stringów. Jeśli w ogóle je ma. Zdarzają się też egzemplarze liżące wspomniane fele. Pytam się ja – po jaki chuj? Czy ślina ma w sobie coś, co dobrze konserwuje aluminium? Nie! To po jaką cholerę mieli taka jedna z drugą ozorem w te i nazad po felgach? No nikt mi nie wmówi, że dla smaku.

No dobra. Może komuś to podchodzi. Ale po co takie panny stają do konkursu miss mokrego podkoszulka? Albo pięknych pośladków. Nie wiem, czym musiałabym się naćpać i schlać, żeby wyjść przed bandę napaleńców i wymachiwać przed nimi swoim zadkiem. Dla nagrody i tytułu? Czy po co one tam wyłażą? Większości innych upokarzających czynności także nie pojmuję. Mycia [raczej polewania wodą i pianą] samochodów także. Tym bardziej takiego nieudolnego, pt. „Och jestem taka biedna i niezdarna. Oblałam się wodą, prześwitują mi cycki i wylądowałam na Twojej masce. Oj! Znów mi pociekło. Tym razem na spodenki, a nie mam majteczek… Ups!”

I tak by można opowiadać i mnożyć przykłady. Z jednej strony, to sprawa takich lasek, co ze sobą robią. A z drugiej, nie rozumiem co nimi kieruje, gdy to robią. Czy w takiej chwili czują się ładniejsze, bardziej pożądane, czy popularne? Każdy kto przechodzi obok patrzy na taką jak na karkówkę na grilla. Kawał mięsa do wydymania. Nie uwierzę, że którakolwiek liczy na to, że ktoś się w niej zakocha, po tym jak wytrze mu maskę pośladkami… Dla mnie to w większości zwykłe szmaty, które utrwalają stereotyp, że ładna równą się głupia i zdzirowata.

I to się rozciąga across the globe. Nie tylko w PL to się widuje. Każdy zlot w każdym państwie oznacza to samo przechadzające się na szpilach mięcho…

24 myśli nt. „Mięsko na zlotach”

    1. Bo może robię się już stara i gołe tyłki zaczynają mnie drażnić. A tak na poważnie, to nie czaję tych lasek i tak po cichu liczyłam, że jakaś właśnie taka wielbicielka zlizywania kurzu z felg i polerowania maski cyckami się wypowie i wyjawi sekret tej podniety.

      1. @Inżynier Blondyna
        Cycki i tyłki i co tam jeszcze to dźwignia handlu:) Ciekawe czy handlowcy, marketingowcy etc. uważają, że wszyscy odbiorcy to napaleni debile:)
        Pozdro

  1. Generalnie w codziennym życiu nie przeszkadza fakt istnienia takowych mięsnych panienek-dupodajek, aczkolwiek imprezy okolicznościowe i ich „żeńskie” oprawienie zdecydowanie bardziej daje po oczach – szczególnie komuś, kto jedzie je odwiedzić w zupełnie innym celu ;)
    swojego czasu sama byłam bywalczynią zlotów i zdanie na ich temat mam dokładnie takie samo jak Ty – lepiej bym tego nie ujęła. Tylko potem bawią mnie zdziwione miny kobiet, które nie wiedzą skąd się wziął stereotyp, że kobiety na zlotach to lafiryndy ;)

    pozdrawiam gorąco ;)

    1. Zgadnij, które najbardziej się taką opinią dziwią? :D
      Albo powiedz wśród facetów, których mniej znasz „Byłam na zlocie”. I obczaj te „dyskretne” spojrzenia po sobie, chrząknięcia i „Mhm… I co? Fajnie było?”

  2. ja osobiście do nich nic nie mam. Nie przeszkadzają mi. Zresztą nie wszystkie trzeba od razu wkładać do jednej szuflady. Zdarzają się piękne, mądre, z zapałem do pracy, do działania. Da się nawet z nimi porozmawiać na poziomie. Nie ma konkretnej reguły, co do sylwetek pań.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>