Tak daleko jeszcze nie byłam

Kiedyś, gdy napisałam tak zupełnie szczerze, jak się czuję i że mam ochotę zwyczajnie zniknąć, wiele osób pisało mi, że to depresja. Pomyślałam sobie, że no jak, niby skąd i u mnie jeszcze na dodatek? Wzięłam się i pozbierałam do przysłowiowej kupy. Nie ukrywam, że pomogła mi w tym zmiana pracy. Siłą rzeczy odciełam się od tego miejsca i pewnych ludzi. Ich garnitur zachowań był raczej kiepskiej jakości i do tego upaprany niskich lotów zagrywkami. Co ciekawe, przez prawie pół roku nie widziałam tutaj zachowań, które były tam na porządku dziennym. Ale do brzegu, jak mówią!
Generalnie zaczęłam się dobrze odżywiać, liczyć kalorie i makroskładniki, przestałam pić alkohol w tzw. Tygodniu, na aerobik chodzę minimum trzy razy w tygodniu. Ograniczyłam bardzo słodycze, przestałam pić kawę. Generalnie ciągle robiłam coś w kierunku polepszenia swej egzystencji. No dobra, trochę się spękałam goniącej mnie trzydziestki. Doszłam do wniosku, ze to nie przelewki i nie mogę już jeść i żyć jak nastolatka.
Przez długi czas było bardzo spoko. Stwierdziłam nawet, że chwilowo nie potrzebuję pisać bloga. Zaglądałam do swojego wirtualnego kawałka przestrzeni okazyjnie. Bardzo okazyjnie, żeby nie powiedzieć, że za żadko. Miałam jakiś dobry okres, jakbym kwitła pod względem psychicznym. W końcu po tak długim czasie zauważam pogodę na dworze i zmiany pór roku.
Oczywiście w każdej pięknej historyjce musi być jakieś ale. I tu także jest. Jakiś czas temu dopadło mnie wycofanie. Kompletnie zaczęłam wycofywać się ze wszystkiego. Wliczając w to relacje z innymi ludźmi, odpisywanie na maila, smsy, oddzwanianie… Wszystko zaczęłam odkładać na poźniej. Mając w głowie myśl, ze odkładam to na zawsze. Takie to absurdalne, ale zwyczajnie nie potrafię nad sobą zapanować. Tylko w pracy nie robię takich numerów. Wszystko jest na czas i tak, jak powinno być. Potem stopniowo rozpuściła mi się cała dyscyplina. Włącznie z jedzeniem – zaczęłam znów pić w pracy kawę i jeść mnóstwo słodyczy. A w ostatnim tygodniu pić w tygodniu. A to piwko, a to szklaneczka whiskey, a to pół winka.
No i wczoraj się zaczęło. Dopadł mnie dół. A w zasadzie ktoś mnie nim zaraził. Kto wie, może przejęłam cześć i teraz będę się z tym męczyć? Poczułam jakiś taki bezsens swojej egzystencji i to, ze jest gówno warta. Czuję się paskudnie i bez sensu. Wydaje mi się, że mimo braku problemów i dobrej życiowej passy coś jest nie tak. Tak jak czuje się człowiek, który wlazł do bagna, ale jeszcze sobie tego nie uświadomił. I tak ta czarna maź ciągnie go powoli w dół, on czuje że coś jest nie tak, bo w stopy trochę chłodno, ale przecież jak to możliwe w taki piękny, ciepły dzień na zieloniutkiej łączce pełnej kwiatów? Gdyby tak ten hipotetyczny ktoś ruszył się z tej łąki, jak mu coś w głowie podpowiada, to skończyłoby się tylko na brudnych sandałach. A tak to nie wiadomo, co będzie. I ja tak samo czuję, ze trzeba opuścić tę łąkę. Nie wiem tylko jeszcze co konkretnie w moim życiu jest tą łąką.
Dziękuję za uwagę. Życzę dobrej, aczkolwiek deszczowej nocy. W końcu najlepiej się śpi, jak deszcz napieprza w parapet, tudzież dach. A tak w ogóle to wspominałam już kiedyś, że mam zryty beret? ;)

9 myśli nt. „Tak daleko jeszcze nie byłam”

  1. Ehh KObieto juz raz ci to pisałam i napisze znowu nie daj sie to raz a dwa idź w koncu do specjalisty to nie wstyd a moze pomoze

  2. Czasem coś idzie nie w tym kierunku co się myślało. Ale doła od razu łapać? Po co? To tylko szkodzi. Luz. Chłopa masz, trochę pogadać, wyżalić się, wyjść gdzieś razem (niekoniecznie z sensem) i spoko.A winko w tygodniu to nic strasznego. Szczególnie po kolacji. Fajnie się potem śpi. Oczywiście nie samemu:)
    Pozdro jak zawsze.

  3. Ja uwielbiam swoją Panią psycholog. Zaden wstyd, super sie rozmawia. Chodzę po to żeby jakoś uporządkować swoje proste sprawy- czuje się całkiem normalnie a bardzo mi to pomaga, jestem zorganizowana, umiem poukład i rozplanować sobie prace, jestem bardziej zmotywowana i ide do przodu z uśmiechem!

  4. Są momenty w życiu że nie chcę się żyć wszystko traci sens co nas dotyczy naszej rodziny miłości przyjaźni. Znalazłem się w takiej sytuacji już wiele razy i zawsze jednak po Burzy Jest Słońce pamiętajcie :)

  5. Depresja dół można to różnie nazwać ale dopada każdego To minie Wiem że łatwo jest mówić ale takie jest życie Są lepsze i gorsze dni ale tak sobie zawsze mówię „rany przecież nie jest jeszcze tak najgorzej”mam dwie ręce dwie nogi tyłek w górę będzie lepiej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>