Niespodzianki ranią najbardziej

Ostatnio pisałam, że biegam nabuzowana, jak bomba zegarowa. Koleżanka mi mówiła, że robię się jakaś agresywna. Miała rację. Czułam, że chodzę z jakimś mega ciśnieniem, nie spowodowanym bynajmniej nadchodzącą comiesięczną męczarnią. Jakoś wewnętrznie się nakręciłam i nie zatrzymałam tego w porę. Dopiero pewna osoba, powiedziała mi bez ogródek, ale i bez złośliwości, że przeginam i zachowuję się zwyczajnie chamsko. Poczułam się tak, jakbym w nowych, drogich szpilkach wlazła prosto w wielką, śmierdzącą, psią srakę. I mi przeszło. Jak ręką odjął. Po sprawie. Koniec agresji, koniec nerwów. Czasem wystarczy, żeby ktoś z boku powiedział „Halo, halo, co Ty czaisz? Puknij się w ten swój łeb.”

Byłam i jestem tej osobie bardzo wdzięczna za to, że pozwoliła mi się w porę opamiętać. Myślałam sobie, że o jaka zajebioza mieć kogoś takiego, kto jest szczery i powie prawdę. Aż ostatnio rozmawiam z tym kimś, niby o niczym i słyszę nagle taki tekst „No… bo ja znam przebieg tej rozmowy. Wiesz, co powiedzieli jak skończyli z Tobą gadać? Że jak to można z taką babą wytrzymać. Widzisz? Widzisz? Taką masz opinię, pracować  się z Tobą nie da.”

Przyznam, że mnie zatkało. Mało co nie udławiłam się kawą. A potem ucieszyłam się, że mi zwieracze z wrażenia nie puściły, bo było blisko. Tym razem to poczułam się, nie jakbym weszła w kupę, tylko wpadła do gnojownika. Ciśnienie skoczyło mi na momencie. Przeżyłam taki szok, że przez kilka minut nie mogłam się połapać, gdzie jestem i po co tam w ogóle siedzę.

Po pierwsze, dlatego że to podobno powiedzieli ludzie, którym nieraz pomogłam, oni mi i wydawałoby się, że generalnie wszystko układa się dobrze i jest sympatycznie. Nie było żadnej, ani to żadnej krzywej akcji. Zawsze było OK i nic nie wskazywało na to, że jestem dla nich zrzędliwą, upierdliwą babą, z którą ciężko wytrzymać. No i zwyczajnie zrobiło mi się przykro. Nie przypuszczałam, że można aż tak udawać i być tak zakłamanym fałszywcem.

Po drugie, zabolał mnie jad w głosie osoby, która to powiedziała, wprost kipiąc satysfakcją z tego, że to mówi… Zdziwiło mnie, skąd tyle nienawiści w głosie. O co chodziło? Po pewnym czasie załapałam doła z tego powodu. Pomyślałam sobie, że muszę być naprawdę ostro przyjebaną laską i nawet jak jestem miłą i normalna, to i tak wkurwiam, a moja osoba mierzi. Naprawdę podłamałam się. A to był dopiero początek atrakcji.

„Życzliwa” osoba spostrzegła mój spadek formy. I zaczęła drążyć. W pierwszym odruchu złości powiedziałam, że ludzie, o których mi opowiedziała muszą być zakłamani i podli, więc więcej im nie pomogę. Będę robiła tak, żeby było mi wygodnie i żebym miała na wszystko podkładkę. A nimi i ich losem nie będę się przejmować w ogóle. Opowiedziałam jeszcze, jak starałam się pomóc i że taka oto podzięka. „Dlatego jest mi zwyczajnie po ludzku przykro i chujowo.” I zapanowała konsternacja.

Cisza. I nagle „Eeee… no bo wiesz… Oni to tak raczej w żartach mówili. Raczej się tak śmiali i dziwnym tonem nie gadali. Takie wiesz, żarciki.” Coś tam burknęłam, że mam gdzieś to wszystko i robię od teraz dobrze i wygodnie sobie, a innych mam szeroko i głęboko. I zaczęło śmierdzieć coraz bardziej. Życzliwa osoba zaczęła dziwnie zaciekle ich bronić. Że to w sumie tak nie było. Że to tylko żarty. Itepe itede. Obrona była tak zawzięta, że aż podejrzana.

I niestety mogłabym zostać detektywem albo śledczym. Po pewnym czasie ta osoba przyznała się, że oni wcale tego nie powiedzieli. Że to była zmyślona wiadomość, żeby „zrobić mi przykrość/na złość”. Ręce, cycki, włosy i wszystko mi opadło. Bez kitu. Co za porażka. A gdybym ja tak poszła i nawrzeszczała na tych ludzi? Wyszłoby, że jestem szurnięta i czepiam się o jakieś rzeczy urojone we własnym mózgu. Chociaż to można by potem sobie nawzajem wyjaśnić.

Za to nie można wyjaśnić, dlaczego zrobiła to osoba, która podobno jest mi bardzo bliska. Szczerze, to bym się tego nie spodziewała. Tak podejrzewałam, że właśnie był to wymysł, ale w cichości ducha liczyłam, że nie. Nie rozumiem i nie potrafię sobie wyobrazić, jakie intencje kierowały tym kimś, gdy powstawał ten pomysł. Swoją drogą dziecinny, prostacki i zwyczajnie podły. Wydaje mi się, że dla tej osoby jestem zrzędliwą, okropną babą, z którą nie da się wytrzymać. No cóż. Szkoda, że nie było tyle odwagi, aby powiedzieć mi to w twarz. Tylko odstawiać taką szopkę. Żałocha. Zawiodłam i się. I dopiero teraz jest mi zajebiście przykro. Tak sobie myślę, po jaką cholerę ta osoba ze mną przebywa? Nie musi. Przymusu nie ma. To po co, skoro jestem taka straszna?

~~~~~~~~

A tak z innej beczki, znalazłam przypadkiem naprawdę kozacki kawałek. Nie wiem, co tam śpiewają, domyślam się nawet mniej niż połowicznie, ale i tak jest super. Bije z niej taka mega pozytywna energia. Głupio to zabrzmi, ale jest tak pozytywna, że aż mnie przygnębia biorąc pod uwagę to, co mnie teraz gnębi…

7 myśli nt. „Niespodzianki ranią najbardziej”

  1. Jakbym o sobie czytala.Zycie to jedna zarabista niespodzianka i kiedy niby cujesz sie jako tako w pionie tak dowala,ze faktycznie opada wszystko :/

  2. Ta „życzliwa” osoba jest zwyczajnie zazdrosna o to, że inni cię lubią, szanują itp. i obawia się o swoją pozycję w grupie. Trochę cię zna i miała nadzieję, że wybuchniesz i zrobisz tamtym ludziom awanturę i w ten sposób was ze sobą skłóci,a ona stanie się twoją jedyną najwspanialszą przyjaciółką ( albo przyjacielem – nie wiem). Ale nie przejmuj się, ludzie czasem tak mają, że są pierdolnięci:P

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>