Subiektywna relacja z Warsztatów Bloga Roku 2013

Dziś nie będę marudzić i narzekać tyle, co zwykle. Taka nowość. W tym roku udało mi się pojechać na Warsztaty dla blogerów organizowane w ramach Bloga Roku 2013. W zeszłym roku chciałam, ale nie dostałam wolnego (m.in. dlatego już tam nie pracuję, gdzie wolnego człowiekowi nie dają). Teraz nie było problemu żadnego i pojechałam. Generalnie z mojej metropolii do stolicy jest ok. 450 km. Gdy dotarłam na te Warsztaty byłam i czułam się jak truposz, po niecałych 5 godzinach snu. Wyglądałam też raczej niewyjściowo, ale to nie ja (na szczęście) tam występowałam.

Jadąc tam na nic się nie nastawiałam, ani niczego konkretnego się nie spodziewałam. Tak profilaktycznie, żeby się nie rozczarować. I szczerze… było ekstra. Cieszę się, że wzięłam w tym udział, bo dowiedziałam się wielu rzeczy, których wcześniej nie wiedziałam. Niektórych raczej nigdy nie wykorzystam, bo bloguję sobie hobbistycznie i jestem zbyt leniwa, aby do swojego hobby podchodzić, aż tak profesjonalnie, ale warto było dowiedzieć się i tego. A może kiedyś w przypływie motywacji, wdrożę te ciekawostki. Z naciskiem na może ;)

Tak, czy siak, do brzegu, jak to się u nas mawia. Czyli od początku. Jako pierwszy „wystąpił” Jarosław Lipszyc. Człowiek, po którym było widać, że jest wkręcony w to, co robi. Aż miło się słuchało. Przyznam, że to na jego wykładzie poczyniłam najobszerniejsze notatki (na telefonie, bo zadziurawiłam i nie wzięłam lapka…). Między moim wyobrażeniem prawa autorskiego i tego, co możemy ściągać z netu, a stanem faktycznym był niezły rozstrzał. Przykładowo, pobieranie z Torrentów, Chomika itd. jest legalne. Tak bynajmniej to zrozumiałam. I jest całkiem logiczne. Skoro oglądanie filmu na YT, jest zgodne z prawem, to i pobranie na dysk też. Udostępnianie nie jest legalne. W takim układzie, jeśli policja zapuka i zechce laptopa/peceta, bo są na nim filmy, muzyka z sieci, chyba nie trzeba się zgadzać i oddawać sprzętu? Ja już teraz bym nie oddała powołując się na konstytucyjnie zagwarantowany dostęp do dóbr kultury. Nawet Jenna Jameson może być dobrem kultury, tylko bardziej od dupy strony ;) A tak na poważnie, zachęcam do obczajenia stronki
http://prawokultury.pl/

Później Konrad Traczyk przekonywał nas, dlaczego pomiary prowadzone przez Hash|FM są takie ważne dla nas blogerów. Też był na maksa podjarany tym, co mówił i widać było, że lubi to, co robi. Zazdroszczę takiej pasji z własnego zajęcia. Cała idea tego pomiaru (głównie zbieranego z innych portali, narzędzi statystycznych i przedstawianie ich w formie rankingów i zestawień) oraz tworzenia profili dla blogerów jest jak dla mnie OK. Czy sama z takiego profilu skorzystam? Raczej nie, bo nie planuję jakiejś większej ekspansji w blogosferze. Raczej pozostanę przy tym, co mam i nie będę łaknąć nowego terytorium w internetach :) Aczkolwiek dla tych, którzy planują z blogowania uczynić swój sens istnienia i robić na tym hajs, może to być bardzo przydatne narzędzie.

Kolejna była Joanna Opiat-Bojarska. Moim zdaniem najlepsza ze wszystkich. Naprawdę. Nie mogę się do niczego przyczepić, choćbym nawet bardzo chciała. Mogę tylko chwalić. Przede wszystkim osoba taka normalna, wesoła, promieniująca pozytywną energią. Aż się miło patrzyło i słuchało. Siedziałam z tą gębą rozdziawioną, bo zrobiła na mnie mega pozytywne wrażenie. Prezentacje miała także konkretną i na temat. Obaliła siedzący w mojej głowie mit pisarza, który nie pracuje zawodowo i pisze książki, a poza tym nic innego nie robi. Kobieta, która pracuje zawodowo i jeszcze pisze książki w tak zwanym międzyczasie – dla mnie wzór. Uświadomiła mi tym sposobem, że nie ma co gadać „nie mam czasu pisać, bo pracuję”, tylko brać się do roboty. Przemyśleć wszystko, zaplanować i pisać. Nie ma opjerdalanja, jak to mówi p. Burnejko. Dla mnie absolutny czarny koń tych warsztatów. Nawet polubiłam profil na FB, żeby być na bieżąco.

Wykład o SEO Grzegorza Strzelca też był spoko. Dowiedziałam się dużo rzeczy o dziedzinie, z której nie mam większej ochoty korzystać, bo trochę się to kłóci z moim ogólnym podejściem do pisania. Bo: albo masz wenę i „z buta wjeżdżasz” albo piszesz pod SEO, jak pod maturalny klucz. Nie lubię się zastanawiać nad tym, czy mój tytuł będzie chwytliwy, czy nie. Więc dla takich leniuszków jak ja to SEO nie jest raczej dedykowane. I kolejna raz to samo – takiej ekspansji w sieci nie potrzebuję, bo piszę bloga, aby nie oszaleć ze swoimi myślami, a nie podbijać wirtualne meandry zer i jedynek. Aha, jak siedziałam w aucie godzinę i czekałam na początek Warsztatów, to widziałam jak p. Grzegorz chodził w tę i nazad przed Muzeum. Tak się zastanawiam, czy mu się stopy i głowa nie odmroziły, bo zimno było, dużo zimniej niż nad morzem (a czapki nie miał). I gdybyście pytali, onetowy seo-szpenio ma jedną (o której wiem, bo pewnie jest ich więcej), zdecydowanie ogromną zaletę  – lubi koty, sam posiada i wiedział co to jest caturday. Ha!

Artur Rogulski, spoko ziomek taki. Podobało mi się, co mówił, jak mówił. Jego sposób na tekst stoi raczej w opozycji do seo-sposobów na poczytność. Tutaj odnośnie warsztatu pisania nie dowiedziałam się wiele więcej niż z warsztatów, zajęć, kółka dziennikarskiego i stażu w gazecie, które kiedyś miałam. Utwierdziłam się w przekonaniu, że aby pisać dobrze, dużo książek należy czytać. Wystąpienie fajne, szkoda, że ostatnie.

Pozostałe dwa chyba zbędę milczeniem, bo miałam nie marudzić. Jeśli chodzi o Jacka Kotarbińskiego, nic nie mam do jego wystąpienia. Zwyczajnie liczyłam na nieco inne podejście do tematu budowania relacji. But what ever… No nie, nie mogę się powstrzymać. Pozostała dwójka, to mi przypominała z gadki mojego byłego szefa i może, dlatego miałam jakieś takie niezbyt pozytywne odczucia. Jakoś do blogowania miało się to nijak. Gdyby to były wykłady dla mikroprzedsiębiorców albo studentów marketingu, to jak znalazł. Bo w tym układzie miałam wrażenie, że pomyliłam „lokale”. Chyba, że zadaniem tych Państwa było uświadomienie blogerom, że na swoich blogach to w 99% nie dorobią się niczego niż odciski klawiatury na palcach. Jak tak to spoko. Ale kto przy zdrowych zmysłach liczy na robienie hajsu na blogu? To raczej sporadyczne przypadki. Jak dla mnie, najsłabszy punkt programu, ale chyba sponsor, więc sami rozumiecie.

Tak ogólnie, jestem bardzo zadowolona, że wzięłam udział w tym przedsięwzięciu i w przyszłym roku mam zamiar też się wybrać. W zasadzie każdemu polecam. :)

3 myśli nt. „Subiektywna relacja z Warsztatów Bloga Roku 2013”

  1. Nie miałem pojęcia, że do blogowania potrzebne są jakieś warsztaty. Zupełna nowość. Wydawać pieniądze żeby pojechać do Warszawki na jakieś blogowykłady to dla mnie okultyzm.

  2. Mnie blogowanie nie grozi z wielu względów. Pierwszym, najważniejszym czynnikiem jest jednostka schorzeniowa zwana hiperlenistwem. Trudno mi wyobrazić siebie regularnie piszącego coś w rodzaju felietonu, no nie chciałoby mi się i już…nie. Po drugie trzeba mieć jednak jakieś predyspozycje czyli pewną wrodzoną zdolność do przenoszenia myśli na papier, ekran kompka, czy cokolwiek innego w sposób choć minimalnie zajmujący inne osoby, a takowych specjalnie nie posiadam. No i po trzecie trzeba mieć w sobie jakiś mały pierwiastek ekshibicjonizmu, co by się umieć troszkę otworzyć na publikę bez większych oporów. Nie muszę pisać( choć piszę ), że introwertycznym kolesiom taka cecha jest kompletnie anonimowa. Tych podpunktów znalazłoby się znacznie więcej, ale już czuję się przemęczony tym stukaniem w klawiaturę dlatego ograniczę się do czytania Twojego bloga i periodycznego komentarza… tak mi dopomóż Bóg.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>