Blondynka za kółkiem – coroczna letnia stłuczka part 3

Mam taką swoją „małą” coroczną tradycję letnią. Dodam, że jest to tradycja komunikacyjna. W każde lato muszę mieć stłuczkę. Bez tego porządek Wszechświata na bank by się rozpieprzył w drobny mak. Zaczęło się wszystko dwa lata temu, kiedy do pracy co dzień dojeżdżałam 50 km (no i tyle samo na powrót). To nie jest daleko, ale biorąc pod uwagę fotoradar co kilometr, przejścia dla pieszych, brak pobocza, jadące ciągniki i inne cuda, trochę czasu zajmowało. Poniżej 0,5 h nigdy nie udało mi się zejść. Raz jechałam wąską, krętą drogą Dobiesławską. Posiada ona jeden szczególnie urokliwy zakręt. Ja mam raczej ciężką nogę (chociaż z wiekiem coraz mniej), ale na tym zakręcie zawsze zwalniam do ok. 20 km/h. Pokusiłam się nawet o zdjęcie z google earth.

Zakręt wygląda niepozornie, ale jest zdradliwy i kiepsko wyprofilowany. Wtedy akurat zaczęło strasznie lać. Zastanawiałam się, czy mam jechać dalej (i tak już bardzo zwolniłam), czy może stanąć i liczyć na to, że nikt we mnie nie wjedzie. To było jak deszcz z horroru, kiedy największe zło budzi się do życia. Jakiś monsun okrutny. Kompletnie nic nie widziałam. Myślałam sobie, że jak przejadę tę drogę bez stłuczki to będzie cud i zacznę chodzić do Kościoła w ramach zadość uczynienia. Są takie chwile, kiedy wiesz, że skończy się do dupy… No i nadjechałam do tego wspaniałego zakrętu. Mniej więcej za połową (zachęcam do obejrzenia go w całości na GE, jaki jest podstępny) wpadłam w lekki poślizg. Trochę wyrzuciło mnie na drugi pas. Widziałam, że z naprzeciwka jechało tico. Byłam pewna, że widząc mnie i moją sytuację zatrzyma się albo stanie, bo ja mogłam co najwyżej wjechać w przystanek. No i się kurde pomyliłam.

Przetarłam jego bok. I zatrzymałam się, żeby spisać oświadczenie (bądź, co bądź to ja jechałam jego pasem). Miałam wgnieciony zderzak i stłuczony reflektor. Za to jak zobaczyłam jego auto, to ręce mi opadły. Cały bok dosłownie zgnieciony. Miał problem, żeby w ogóle drzwi otworzyć. Na dzień dobry zajęczał „No nie!! Ja się spieszę do pracy, a pani mnie tu przeciera!” „A ja to się nie spieszę do pracy, niby? Bardzo pana przepraszam, stało się i tyle. Spiszemy oświadczenie i każdy jedzie w swoją stronę.” Chłopak był całkiem OK. Nie bluzgał, nie wrzeszczał, wszystko przebiegło spokojnie i bez nerwów. Na koniec zapytałam go „Czemu pan nie hamował? Przecież widział Pan mnie z daleka.” „Bo myślałem, że się zmieszczę.” Hehe.

W tym roku już na samej końcóweczce Sierpnia cieszyłam się, że ominie mnie ta „przyjemność” stłuczki. Niestety. Jechałam do pracy (zawsze tak jest – wniosek praca szkodzi zdrowiu). Nagle słyszę jakieś puknięcie. Rozglądam się co to, bo sama nic nie poczułam i widzę jak koleś w aucie za mną mówi „o kurwa”. Wiedziałam już, że wjechał mi w tył. Wyszłam z auta. Od razu zaczął mi wkręcać, że porysowany zderzak to nic takiego, bo on ma stłuczony reflektor. Zamiast „Przepraszam, moja wina, jak to załatwimy?” Przez moment miałam ochotę wezwać policję, żeby zrobić mu na złość. Potem mi przeszło i dogadaliśmy się, że poprzestaniemy na oświadczeniu.

Spotkaliśmy się jeszcze raz po południu, bo wcześniej jęczał coś o zniżkach. Pomyślałam, że jak da trochę kasy, to mu odpuszczę i naprawię to bez zgłaszania do ubezpieczyciela. Jednakże przybył ze swoją Lejdi, która już na dzień dobry zaczęła wyzywać. „Tak! Bo tak to kurwa jest, jak tępa blondynka wsiądzie do auta!” „Ja pierdolę! Nie damy Ci żadnej kasy! Mówiłam, że to wałek jest.” Tak sobie popatrzyłam, jak rzucała się jak gówno w przeręblu i śmiać mi się zachciało. Powiedziałam jej, że nie jesteśmy na ty i nie mam zamiaru z nią w ogóle rozmawiać. Ona tymczasem była wytrwała i dalej gadała takie głupoty, że zaczęło mi być jej autentycznie szkoda. Szkoda, że jest tak ograniczona i pusta, że nie wie na dany temat nic, a się wypowiada i do tego jeszcze mnie wyzywa. Przykładowo twierdziła, że zanim podpiszemy oświadczenie musimy jechać do rzeczoznawcy na mój koszt, bo to ja chcę spisywać oświadczenie. Większej głupoty dawno nie słyszałam.

W końcu miałam jej dość i powiedziałam, że skoro nie chcą spisywać oświadczenia, dzwonię na policję zgłosić zdarzenie i ucieczkę z miejsca wypadku. I tu też wkręcali mi, że to można tylko od razu. Gówno prawda – na zgłoszenie takiej szkody mamy 10 dni. Dziewczyna była tak wulgarna i przekonana o swojej racji, że w końcu powiedziałam do tego chłopaka „Słuchaj, masz ostatnią szansę. Podpiszemy oświadczenie, ale tylko wtedy jak pańska, hmm… dziewczyna, zostanie w samochodzie.” „OK.” „Dlaczego ja mam zostać?!” „Bo tworzy pani kiepski klimat pod jakiekolwiek rozmowy.” Uwierzcie mi, że największą satysfakcję miałam wtedy, gdy kazał jej w tym samochodzie zostać. Jej mina była tak durna, jak ona sama. Gdy tylko znikła z horyzontu, wszelkie rozmowy poszły gładko.

Po tych wszystkich sytuacjach mam kilka wniosków :) Zawsze trzeba mieć w samochodzie teczkę z gotowym wzorem oświadczenia (kilka kopii, w razie pomyłki w tych całych emocjach) i długopis. Najfajniej mieć telefon z aparatem, żeby na gorąco sfotografować auta, w szczególności jak się jest sprawcą. Nie podpisywać klauzuli „i wszelkich innych szkód powstałych w wyniku zdarzenia”, bo ludzie są bardzo sprytni i potrafią pociągnąć za portfel. Zachować zimną krew, nawet jeśli ma się do czynienia z bezczelnym kretynem/kretynką. Można kogoś zgasić kulturalnie – ochhh jaka frajda! No i jeśli jest się poszkodowanym, a zachowanie sprawcy w jakikolwiek sposób nam się nie podoba, dzwonić po policję. Najlepiej jak najszybciej.

W tych wszystkich przypadkach komunikacyjnych mnie najbardziej mierzi ludzkie zachowanie. Wrzaski, wyzwiska. Beata Tyszkiewicz (uwielbiam!) w jednym z wywiadów powiedziała kiedyś, że chamstwa nie usprawiedliwiają żadne emocje. Nawet te wielkie. A jak Wy macie? Bardziej stresująca jest stłuczka, czy późniejsze perturbacje z uczestnikami? Pozdrawiam!

37 myśli nt. „Blondynka za kółkiem – coroczna letnia stłuczka part 3”

  1. Mam prawo jazdy od maja 2000-ego roku, ale umówmy się, ile jeździ dzieciak zaraz po otrzymaniu prawa jazdy, jeśli nie ma swojego auta i musi prosić o kluczyki ojca ;). Swój pierwszy samochód dostałem od dziadka w wakacje 2007, przed ślubem. W tej chwili jeżdżę już drugim autem, trochę większym. Przez te wszystkie lata jeżdżenia do pracy i na wakacje (między innymi dwa wyjazdy przez szerokość całej Polski) jakoś udawało mi się unikać stłuczek i wypadków. Raz tylko cofając w stresie wjechałem, już obecnym autem, w inne. Nie było nawet spisywania oświadczeń, skończyło się na zadośćuczynieniu na dwie stówki – bo to była kwestia lakieru i niczego więcej.

    A z tą kulturą to niestety tak właśnie bywa, że niektórzy to lepiej, żeby nie mówili nic, bo widać pustkę. I chyba faktycznie najlepiej wtedy spokojnie i kulturalnie powiedzieć, co trzeba, a nie zniżać się do poziomu takich. Bo szkoda czasu i cierpliwości…

  2. No to same atrakcje się Tobie trafiają, raz spinka, raz stłuczka. Nie ma co. Ale wspomniana Lejdi to prawdziwa porażka.
    Jednak tę tradycję stłuczkową to można by zakończyć.
    Pozdrawiam.

  3. Też mam podobną (w skutkach) stłuczkę na koncie. Zmieniałem pas na trzypasmowej ulicy w Warszawie. Spojrzałem w prawe wsteczne lusterko: można. I chwilę się zawahałem. Jak skręciłem poczułem dziwne bujnięcie. Ktos zajął już miejsce na sąsiednim pasie. Zjechaliśmy na przystanek autobusowy. Zobaczyłem auto poszkodowanego. Skoda, nowa, czerwona… z całym przerysowanym bokiem. Od przedniego do tylnego błotnika. Drzwi i progi też! Aż bałem się co u mnie. Wysiadłem i… zdziwienie. Uszkodzeń praktycznie brak. Skąd więc takie uszkodzenia na Skodzie? I rozwiązanie okazało się banalne. Zmieniając pas skręciłem mocno koła i, właśnie, przednim, skręconym kołem przeorałem mu auto. Z trwałych uszkodzeń u mnie została niewielka rysa na zderzaku i, widoczne jedynie przy odpowiednim kącie patrzenia, wgniecenie na błotniku.
    Gość też się nie awanturował. Spisaliśmy oświadczenie i rozjechaliśmy się dalej. Już trochę uważniej… przynajmniej ja.

    1. Co ty chłopie bredzisz !!! Jak skręconymi kołami mogłęś przerysowac komus samochód??? No chyba ze jezdzisz monstertruckiem albo masz koła uzbrojone jak w rydwanach w Koloseum

  4. Idę kiedyś – jak to na pieszego przystało – chodnikiem. Na wprost mnie (TAK – CHODNIKIEM!!) jechał samochód – kierowca chciał ominąć korek i wyjechać z parkingu poprzez chodnik wprost na ulicę. Wkurzyłem się i zdjąłem plecak z ramienia. Przypadkiem zaczepiłem nim o tylny błotnikozderzak (nie wiem jak to lepiej nazwać – konstrukcja zaczynała się jako błotnik nad tylnym kołem, a kończył jako tylny zderzak) – wojskowa kostka była wytrzymalsza… Poszedłem sobie w kierunku domu – kierowca mnie dogonił i zaczął się burzyć. Wróciłem do samochodu, zrobiłem fotkę i spytałem, czy dzwonimy na policję zgłosić potrącenie pieszego na chodniku. Kierowca – nie wiedzieć czemu – rzucił okiem na prawie urwaną konstrukcję i nagle uznał, że w sumie to nic się nie stało

  5. Życzę Ci jak najlepiej, ale jeśli chcesz na takiej drodze jak na zdjęciu przejechać 50 km w mniej niż 0,5h to spodziewaj się, że ta tradycja może się poszerzyć o inne pory roku. Pzdr

  6. A ja mam jednak trochę inna radę. ZAWSZE dzwońmy po policję. Miałem w życiu dwa przypadki / wypadki na drodze. Jeżdżę około 20 lat i do tej pory przejechałem w przybliżeniu 450 tyś km.
    Ostatnim razem czekając na zmianę świateł na skrzyżowaniu ( a przede mną stało kilka innych samochodów w tym naprawdę duża ciężarówka więc z daleka było widać ,że trzeba zwolnić) w moim bagażniku zaparkowała pani , która „zagadała” się z dziećmi na tylnym siedzeniu i z koleżanką na siedzeniu pasażera. Dla ścisłości – ona zaparkowała mi w bagażniku nie hamując prawie wcale a ja przodem wbiłem się w Golfa stojącego przede mną. Samochód do kasacji jak się później okazało. Dwa dni przed urlopem.
    No nic. Najważniejsze że żyję . Wysiadłem / wytoczyłem się z samochodu i na dzień dobry słyszę z tyłu krzyk -”To jest k…a droga , tu się jedzie a nie stoi”. Pani kierująca Toyotą w sumie spokojnie do tego podeszła , ale jej pasażerka z krzykiem , agresją. Mówię ok . Nikomu nic się nie stało.Pisze pani oświadczenie usuwamy samochody z jezdni i załatwiamy to na spokojnie. Ale nie. Krzyk. Po chwili jednak oświadczenie napisała. Tyle,że mało konkretnie i nic z niego nie wynikało. Próbowaliśmy jej to wytłumaczyć ( razem z kierowcą Golfa) ale jej pasażerka nie dała jej dojść do słowa . Nie bawiąc się dłużej zadzwoniłem po policję. Przyjechali – pani dostała 500 zł mandatu , spisali protokół i myślałem ,że sprawa się skończyła.
    Zgłosiłem szkodę . A po kilku dniach dostaję pismo z jej ubezpieczalni ,że mam się zgłosić w celu wyjaśnienia niejasności. Okazało się ,że pani napisała oświadczenie ,że ona nie będąc sprawcą została „siłą zmuszona przez prawdziwych sprawców” do podpisania oświadczenia.Dla firmy ubezpieczeniowej – prezent, mają podany jak na talerzu powód żeby nic nie płacić.Tylko pani zapomniała im podać ,że na miejscu zdarzenia była policja i spisała notatkę. I tutaj meritum- wydawało by się ,że sprawa może być czysta. Oświadczenie napisane. Wszystko w porządku. A nagle ktoś taki numer robi. Bez protokołu z policji sprawa nie do wygrania. A i tak oparło się o sąd.

    1. Policja pisze protokół przy kolizji??? Od kiedy? Bo z tego co wiem, jak to jest zwykła „zdrapka” czy „wgniotka” to zapis zostaje w notatniku u policjanta. Dopiero jak sprawa trafia do sądu to pisane są protokoły oględzin pojazdów, miejsca zdarzenia i badania trzeźwości. Jeśli ktoś się na tym nie zna to proszę aby się nie wypowiadał, bo w ten sposób wprowadza innych czytelników w błąd. A po co to robić?

      1. I taki zapis wystarcza, bo zawsze jest poparty mandatem, a przyjecie przez sprawce mandatu na miejscu kolizji jest uznawane za przyznanie sie do winy w/g postepowania w/s wykroczen i poźniejsze jakiekolwiek lamenty i teksty o przymuszaniu nic nie pomoga bo podwazaja raport policyjny i mandat a takze sugruja ze w wymuszeniu oswiadczenia uczestniczyl funkcjonariusz panstwowy co juz jest gruba kryminalna sprawa. Sam w zyciu mialem ze 20 stluczek i 3 dzwony i wiem co pisze, podwazenie tego co napisze policja na miejscu zdarzenia jest kompletnie nierealne, nawet jesli sa to tylko trzy zdania w notesie policjanta.

      2. Jeśli nie protokół to przy każdej interwencji jest spisana chociaż notatka służbowa (nie tylko w drogówce), zapis w notatniku może jedynie posłużyć do napisania takiej notatki. Notatka jest oficjalnym pismem (dokumentem), a w notatniku to sobie policjant może napisać i narysować co chce.
        A badanie trzeźwości jest przeprowadzane nie w postępowaniu sądowym bo wtedy to już każdy jest trzeźwy (zanim sprawa trafi do sądu to może i miesiąc minąć albo kilka najpewniej), tylko na miejscu zdarzenia bo to wtedy jest czas na stwierdzenie stanu faktycznego, więc jak sam/a napisałeś/aś nie wypowiadaj się jak się nie znasz bo wprowadzasz innych czytelników w błąd.

  7. Mam pytanko – do pracy ma Pani 50 km, a napisała Pani, że „nigdy nie udaje się zejść poniżej 0,5h”. Gratulacje!

  8. Co za bezczelność ,…
    spowodowałaś wypadek a masz do wszystkich pretensje,
    troszkę pokory i grzeczności
    widać że nie umiesz jeżdzic, na takim zakręcie nie wolno przekroczyć środka..
    co to znaczy „- lekko mnie wyrzuciło”
    tzn. – jechałaś za szybko, nie miałaś kontroli nad pojazdem

  9. Z rzucającymi się sprawcami nie ma co dyskutować, tylko wzywać policję. Kiedyś wracam sobie z pracy i dojeżdżam na 2-pasmówce prawym pasem do świateł czerwonych. Na lewym pasie stoi już sznur samochodów. Na prawym tylko jeden, więc mając kawał drogi do świateł jadę sobie spokojnie. A pacan w busie stojący na lewym stwierdził, że co on będzie w tym sznurku stał, jak prawy jest prawie pusty. Bez kierunkowskazu tak sobie nagle po prostu zmienił pas zajeżdżając mi drogę (lusterka boczne to miał pewnie dla ozdoby). Było ślisko, po deszczu, nie dałam rady wyhamować. Ja zbity przedni reflektor, zderzak, nadkole. On naderwany tylny zderzak. Gościu wyskakuje do mnie z mordą i wpiera mi, że to moja wina. Ja w lekkim szoku słucham gościa, który mówi 200 stówki dla niego i będzie ok. Na szczęście mój portfel jest pusty, a ja nie czuję się winna. Gościu dalej z lekka chamski myśli, że mnie zastraszy, bo młoda, pewnie żółtodziób na drodze, itd. (i tu się mylił, bo mój staż kierowcy wtedy 10 lat). Lekki impas, więc stwierdzam, że dzwonię po policję. Skończyło się na mandacie dla „dziada” i naprawie mojego auta z jego ubezpieczenia. ;)

  10. Ejże, ejże. Czy szanowna Pani zwraca uwagę na to co pisze? Po pierwsze 50 km w o,5 godziny to jest ŚREDNIA 100 km na godzinę i to w terenie zabudowanym. Po drugie opisała Pani sytuację , w której omalże nie doszło do czołowego zderzenia i to z Pani winy. Dziwię się, że poszkodowany pozostał przy oświadczeniu. Ja wezwałbym policję. Po trzecie jak się nie umie to się nie jedzie tylko stoi, tym bardziej jak nic nie widać.

  11. 50km w 0,5h ? Niezła średnia :), biorac pod uwagę fotoradary, przejścia dla pieszych, ciągniki i brak pobocza to cud, że Ci jeszcze prawa jazdy nie odebrali :D

  12. POLSKA MILICJA NA DIZEN DOBRY PO 200 ZL OD KAZDEGO KIEROWCY – ZA STWARZANIE ZAGROZENIA A POTEM ROZMAWIAJA – ZNAM Z AUTOPSJI. PIES TO PIES – NA PEWNO NIE PO TO JEST ABY POMOC- NAJWYZEJ POKPIC Z NORMALNYCH LUDZI!

  13. Kobieto !!! kto Ci dał prawo jazdy ????
    z Twojego opisu wynika, że Ty się nie kwalifikujesz do prowadzenia samochodu bo puki co to samochód robi z Tobą co chce a ma być odwrotnie.
    Co tu ma do rzeczy deszcz czy inne czynniki ??? Ty masz prowadzić z taką szybkością ABY ZAWSZE PANOWAĆ NAD POJAZDEM i żadne inne tłumaczenia nie wchodzą w rachubę !!!
    W drugim przypadku masz rację, ALE ….. jadący za Tobą mógł inaczej odebrać Twoje zachowanie (tym bardziej, że za dużo szczegółów nie podajesz) i podjął błędną decyzję (a takim ‚miszczom” kierownicy jak TY często zdarzają się sytuacje, że niby wszystko zgodnie z prawem ALE twoje zachowanie przed kolizją sugerowało coś innego i stąd dzwon, jednak to już jest jest wyższa szkoła jazdy i dla Ciebie ZA TRUDNA do opanowania tym bardziej że tego nie uczą na ŻADNYCH kursach (prawdziwi kierowcy wiedzą op czym piszę)

  14. Dziwne rzeczy tu ludzie piszą. Policja pisze protokół przy kolizji??? Od kiedy? Bo z tego co wiem, jak to jest zwykła „zdrapka” czy „wgniotka” to zapis zostaje w notatniku u policjanta. Dopiero jak sprawa trafia do sądu to pisane są protokoły oględzin pojazdów, miejsca zdarzenia i badania trzeźwości. Jeśli ktoś się na tym nie zna to proszę aby się nie wypowiadał, bo w ten sposób wprowadza innych czytelników w błąd. A po co to robić?

  15. A nie przyszło szanownej Pani, że jak co chwilę ma stłuczkę to jednak jest z Nią coś nie tak???? A zakręt oczywiście nie jest najmilszy, Ale 20 km/h to chyba lekka przesada. Na rowerze jeżdżę szybciej.

  16. miesiąc temu wjechałem jakiejś dziewczynie w tył jej cinqo i co dziwne hamulce mam sprawne reakcja na pedał prawidłowa a moja madzia się nie zatrzymała,chwilę po zderzeniu zjawili sie gapowicze m.innymi mechanicy z pobliskiego zakładu wulkanizacyjnego i mówili ,że przed chwilą sypali i nie ja pierwszy tak ja witam dziewczęta najeżdżając na ich dupcie, patrzę na asfalt,rzeczywiście pełno nim nim żwiru a sam asfalt jak masło,aha zrozumiałem mój błąd, wjechałem w drogę o którą nikt nie dba i zamiast wymienić dywanik sypia żwir cóż wina moja użerać się z policja nie ma co, dałem dziewczynie dwie stówki i była bardzo zadowolona, bo właśnie jedzie na wakacje ja juz taki zadowolony nie byłem…na wakacjach

  17. A to moja historyjka.Dwa lata temu wracając z pracy stoję w długim korku przede mną sznur aut za mną nie lepiej. Nagle zrobiło się coś luźniej i auta przede mną przyspieszają kilkanaście metrów i znowu stop, ja też. Patrze w tylne lusterko a za mną autko „sypie”, czułam że nie wyhamuje i wciskałam hamulec w podłogę. Gościu mnie puknął ale mnie nie ruszyło z miejsca, wyskakuję starszy pan z auta i do mnie „czy nie wiem że trzeba trzymać odpowiednią odległość- a ja mu na to że mnie nie uczyli że mam ja utrzymać z tyłu i że ja nie uderzyłam samochodu z przodu tylko on wjechał w tył mojego auta.” Gościu chyba myślał że skoro młoda dziewczyna prowadziła to może jej wcisnąć co chce. Nie udało się. Moja Skodzina miała tylko rysę na zderzaku a jego śliczny merc wgnieciony przód. Morał z tego zawsze bądź pewny tego co się wydarzyło bo ludzie szczególnie widząc osobę młodą za kierownicą spróbują na nią zrzucić winę i tak zjeżdżając z górki wjechałabym panu tyłem w przód.

  18. 50km w pół godziny?? pirat drogowy
    przecież ta droga na pewno jest w terenie zabudowanym… najlepiej cwaniakować za kółkiem, a jak dojdzie do kolizji narzekać. następnym razem jedź wolniej, bo to ewidentnie Twoja wina. Ciesz się, że nikogo nie zabiłaś blondynko…

  19. Kilka lat temu wracaliśmy z nad wody, jechaliśmy a właściwie wlekliśmy się niesamowicie, jedna z głównych dróg, sznurek aut i nagle z bocznej uliczki wyjeżdża auto i pędzi prosto na nas.
    Cała jedna strona zgnieciona, płyny z samochodu się wylewają, wyjmuje syna z fotelika, krzyczy niemiłosiernie, nie może ruszyć ręką, zaczynają mu się usta sine robić… krzyczę do męża dzwoń po karetkę
    A z samochody sprawcy wysiada kierowca lat 19 z kompletnie pijanym kolegą patrzy na auta i mówi ” daj pan spokój wyklepie się, wujek mechanikiem jest …”

  20. Z KAŻDEJ kolizji policja sporządza notatkę urzędową w której zawarte są dane uczestników, opis zdarzenia, uszkodzenia pojazdów i sposób zakończenia interwencji. Żeby sprawę zakończyć wpisem w notatniku bez karania sprawcy do zdarzenia musi dojść poza drogą publiczną lub strefą zamieszkania i w zdarzeniu nie może dojść do stworzenia zagrożenia dla innej (niż sprawca) osoby. Polecam wzywać patrol bo mimo tego, że ktoś przyzna nam się do winy na miejscu musi później potwierdzić to w firmie ubezpieczeniowej. A po przemyśleniu i rozmowach z cwaniakami z tym już bywa różnie. Gdy policja wypisze mandat sprawa jest definitywnie zakończona i nie ma odwołania. Nawet gdy sprawca odwoła się od mandatu na posiedzeniu sądu nie rozpatruje się kwestii winy za zdarzenie, a jedynie sam fakt prawidłowości nałożenia mandatu. Pozdrawiam i życzę bezpiecznej jazdy :)

  21. Ja stuknęłam. w tamtym tygodniu, parkowałam przy ulicy, dosłownie na chwilę i cieszyłam się, bo nic tam nie stało. przede mną jedno auto, za mną nic. po chwili jednak już pod moim tyłkiem był samochód. bardzo się bałam żeby nie przyryć tego z przodu, więc zajrzałam do tyłu: ok, z pół metra będzie, wchodzę do auta i delikatnie cofam… centymetr po centymetrze. i poczułam TO. auto oparło się o auto z tyłu. dodam, że jeżdżę starym autem, toteż twardym, a koleś miał nowiutkie. zabawna sytuacja, bo nic się nie stało, przy takiej prędkości to niemożliwe, ale koleś oglądał i oglądał, a bo luźne mu się zrobiło. grzecznie czekałam czy zadzwoni czy nie, ale stwierdziłam, że nawet jeśli zadzwoni, to nic mi nie powiedzą bo nawet lakieru mu nie starłam, choć autko zrobiło się w tym miejscu „luźne”. faktycznie przy dotyku było to widać. w końcu powiedział mi, że to służbowe i musi zgłaszać każdą taką rzecz, ale akurat jest na chorobowym i się nie wytłumaczy… nawet nie miałam przy sobie pieniędzy co by mu dać więc po prostu się rozstaliśmy… mam prawko 2 lata

  22. No pogratulować Pani prędkości na odcinkach trasy bez tych utrudnień o których Pani wspomina na początku – 50 km w 0,5h w takich okolicznościach. No jeszcze raz gratulacje hehe.

  23. Niektóre panie mają ten urzekający dar do utrudniania życia swoim partnerom. Poza celowym myleniem kierunków, do perfekcji opanowały też inne cechy. Znajomy opowiadał, jak policjant z drogówki opuścił znacznie jego mandat, a nawet był już w trakcie jego wypisywania. Jako że do wykroczenia doszło, prosił jedynie o najniższy wymiar kary. I uprosił. W tym momencie do akcji wkroczyła jego małżonka, po której dwóch zdaniach pula mandatu wzrosła do maksymalnego poziomu.
    Z tego, co wiem, kobieta przeżyła.

  24. Niestety naciągaczy na drodze jest bardzo dużo, trzeba szalenie uważać, bo robią stłuczki specjalnie. Znam kilka przypadków, gdzie robili auta specjalnie pod stłuczki, aby wyłudzać ubezpieczenia.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>