O dziecioróbstwie, ślubach i kredytach

No szlaken trafiren. Tyle było ciekawych wydarzeń w tym tygodniu! Prawie straciłam pracę. Byłam u fryzjera i ścięłam ponad 20 cm moich blond kudłów. Teraz mam takie ledwo do ramion. Było też kilka iście bulwersujących sytuacji w naszym zakładzie pracy. Niestety o tym nie napiszę, bo… weszłam na fejsbuka przed napisaniem posta. Już nigdy tego nie uczynię. Teraz będę najpierw pisać post, potem przeglądać twarzo-książkę.

Straciłam swoje natchnienie, bo poraził mnie „wyczyn” jednego znajomego. I teraz nie wytrzymam, jak tego nie skomentuję. Jest taki koleś, który od dwóch lat ponad rozkłada mnie swoją życiową logiką na łopatki. Zaczęło się od tego, że znalazł sobie laskę, z którą wzięli ślub. Nic w tym dziwnego, że się pobrali. Nie jedna para ma za sobą taki początek. Ona nie miała pracy, a on miał dorywczą. Zadłużyli się na ślub i wesele. W tak zwanym międzyczasie dorobili się dziecka. Potem zadłużyli się na coś tam jeszcze w postaci mieszkania i samochodu. Żyli tak sobie około roku spłacając kredyty.

Wtedy on poszedł do nowej pracy. W tej nowej pracy poznał kolejną dupencję. Zaczęli flirtować, spotykać się i romansować. Aż wreszcie romans przerodził się w związek. Tak więc zostawił swoją pierwszą żonę z dzieckiem – wzięli rozwód. On wziął kolejny ślub z koleżanką z pracy. Kupili sobie pieska. A teraz zrobili sobie dziecko. Wrzucają na fb kolejne zdjęcia testu ciążowego, widok płodu z usg. Nie do końca rozumiem z czego on się tak cieszy. Nie ma nawet ćwiartki na karku, a już ma kredyty do spłacania, byłą żonę z dzieckiem, nową żonę z dzieckiem w drodze. Dobrze nie wszedł w życie, a już ma więcej zobowiązań niż włosów na głowie.

Nie twierdzę, że ja jestem taka znowu zajebista i pozjadałam wszystkie rozumy jednocześnie wchodząc w posiadanie patentu na życie. Sama nie wiem, co ze sobą począć. Zastanawiam się, czy stać byłoby mnie na dziecko i stwierdzam, że raczej nie. Niektórzy się nie zastanawiają albo nie wiedzą, jak się zakłada gumkę najwidoczniej. Może ja po prostu za dużo myślę? Mogłabym np. się nie zastanawiać i pewnego pięknego dnia stwierdzić, że „chyba będę miała dziecko.” Póki co nie odczuwam takiej potrzeby. Wręcz przeraża mnie myśl o koszmarze porodu i chodzenia z brzuchem wielkim jak słonica. W ogóle przeraża mnie perspektywa tego, że po urlopie macierzyńskim moje stanowisko pracy mogłoby zostać „zlikwidowane”.

Generalnie zaczynam czuć się dziwnie. Większość moich znajomych jest już po zawarciu związku małżeńskiego i ma dzieci albo te dzieci są w drodze. A ja nie mam ani jednego, ani drugiego. Nie odczuwam jakiejś specjalnej rozpaczy z tego powodu. Jestem w związku, a na dziecko nie czuję się jeszcze gotowa. Zaczynam mieć wrażenie, że nie postępuję zgodnie z jakimś schematem. Powinno być studia, praca, ślub, dziecko. U mnie studia, praca, związek partnerski, czyli nielegalny i gorszy według naszego zaściankowego państwa.

Kilka lat temu większość wśród znajomych patrzyła się dziwnie, nieco podejrzliwie, ale i z zaciekawieniem na dziewczyny, które wpadły. Potem był czas, że zaczynało się to robić normalne, że koleżanki się rozmnażały, bo związki, bo coś tam. Teraz to na mnie zaczynają patrzeć podejrzliwie i jak na zjawisko. Najbardziej rozpierdalają mnie pytania „a wy co? kiedy jakiś ślub, dziecko?” Jakbym to od rodziny słyszała, która o dziwo nie dręczy mnie takimi tematami, to bym się nie dziwiła. Ale jak zadają mi takie pytania znajomi, to zaczyna mnie to po prostu wkurwiać. Mam ochotę odpowiedzieć, żeby nie wpieprzali się z buciorami w moje życie. Jakby mogli to by mi do kibla wleźli, czy co? Wiadomo, że gdybym zaciążyła albo byśmy się zaręczyli, to bym sama się pochwaliła. A tak wyskakuje mi ktoś z takim pytaniem i chuj znajet, czego w odpowiedzi oczekuje.

Najgorzej to jest jak zaczynają się dochodzenia „dlaczego?”. Litości. Co to kogo w ogóle? Co mam odpowiedzieć na takie pytanie? O związkach partnerskich nie chce mi się rozwodzić wtedy, bo zaskakująco duża część moich znajomych ma na ten temat takie zdanie jakby była z PiS. Tacy młodzi, a stereotypami myślą. Wtedy nie chce mi się komuś udowadniać, że moja racja jest najmojsza. To tak jakbym chciała komuś wykazać wyższość fanów pomidorówki nad zwolennikami ogórkowej…

To samo tyczy się tego, że moim życiowym marzeniem nie jest biała suknia z welonem, gromadka rozwrzeszczanych, usmarowanych i wiecznie czegoś chcących dzieci. Nie śnię o tym po nocach i nigdy nie zastanawiałam się, jak będzie wyglądało moje wesele. Myślę, że nie jestem w stanie zrealizować się poprzez gotowanie, sprzątanie, usługiwanie mężowi i niańczenie dzieci. Cóż, nie jestem na pewno i raczej nigdy nie zostanę typową Matką Polką. Jestem Inżynier Blondyną ;)

135 myśli nt. „O dziecioróbstwie, ślubach i kredytach”

  1. PORAŻAJĄCE. Kiedy czytam takie teksty zastanawia mnie zawsze głupota i zakłamanie piszącego. Podobno szczyt głupoty jest wówczas kiedy nie wie się czego się nie wie. Ty to masz. Z jednej strony odmawiasz innym prawa do interesowania się Twoim życiem, z drugiej włazisz z butami w cudze i z rozkoszą oceniasz, krytykujesz i opluwasz. Nie sądzisz,ze jesteś „nieco”… plugawa w swojej hipokryzji?

    1. Jarosław, nie widzisz różnicy pomiędzy krytyką bezmyślności i robienia krzywdy innym swoją nieodpowiedzialnoscią i brakiem uczuć, także brakiem uczuć wyższych, a krytyką nachalnego zadawania pytań w rodzaju „kiedy ślub, kiedy dziecko” prowadzących do tłumaczenia się z własnego, nie krzywdzącego nikogo życia. Może nawet to zdanie jest dla Twojego prostego i ograniczonego sposobu myślenia zbyt trudne, aby mnie nie obrazić, czy zwymyślać tak jak blondynę. Nie podoba mi się tekst blondyny ze względu na jego styl, ale treśc dowodzi, że oburza ją bezmyślnosć i krzywdzenie innych (dziecka i kobiety z której opisywany koleś zrobił sobie chwilową zabawkę, obciażył kredytami i zostawił beztrosko potomka). Więc może to szkoda, że ona nie weszła w życie tego gnoja z butami, jak Tobie się wydaje. Może wszyscy powinniśmy wejść w nie z butami ponieważ on nie mówi o swoich poglądach, on je przekłada na życie innych, robiąc z ich życia bezkarnie koszmar. Tam gdzie wchodzi w grę czyjaś bezmyślność, brak wyobraźni i obciążanie innych w sposób wymierny swoją głupotą i brakiem poczucia odpowiedzialności oraz ewidentnym brakiem przywiązania i stałych uczuć wyższych mamy prawo, a wręcz powinność oceny i ingerencji. Szkoda, że blondyna pisze tutaj krytyczne uwagi, a nie wiemy, czy dała kolesiowi odczuć jak widzi jego zachowania. Pozdrawiam.
      P.S.
      Nie „opluwaj jej”, bo gdzie tu hipokryzja? Że krytykuje gdy znajomi oczekują tłumaczenia się z tego, że nie robi nikomu krzywdy, bo myśli ??? Bo żadnej hipokryzji i sprzeczności nie widzę w tym, że krytykuje to, co widzi, a nie chce być krytykowana za to, że sama nie pakuje siebie i innych w kłopoty.

    2. JAROSŁAW, POLSKĘ ZBAW !
      A na poważnie to pozwól żyć i mieć swoje poglądy! To co nazywasz plugawą hipokryzją posiada większość z nas i jest to naturalne. Każdy z nas potrafi skomentować wyczyny np. mamy Madzi z Sosnowca i jednocześnie nie lubi kiedy ktoś nachalnie ingeruje w nasze życie osobiste.
      Być może to jest jakiś rodzaj hipokryzji ale zachowajmy właściwy dystans i punkt odniesienia.

    3. Jarosławie – rozumiem, że aby nie być posądzonym o hipokryzję gdy chcemy zachować choć trochę prywatności nie wolno nam krytykować wpychania się z butami w cudze życie?
      Dla mnie krytyka czyichś zachowań to nie jest wpychanie się w cudze życie – zwłaszcza, gdy czyniona jest anonimowo i piętnuje właśnie zachowania (bo ludzi by piętnowała, gdyby ta krytyka nie była anonimowa). Każdy ma prawo do swojego zdania, Blondyna też. Nie musisz się z nią zgadać, ale myślę, że posądzanie jej o plugastwo to „nieco” surowa ocena?

  2. A mnie rossspierdala wulgarna pinda…
    Może i masz ciekawe spostrzeżenia, może potrafisz wyciagać z tego logiczne wnioski, ale po co te wulgaryzmy? Rajcuje cię to, podnosi intelekt i wilgoć w….

    Niestety…. popierasz stereotypowe opinie o blondynkach…

  3. Wulgaryzmy nadaja ekspresji wypowiedzi,a co do dzieci to chyba tak dobre 50% ludzi nie planuje,a jak planowac to nie z Polakiem, bo to z nimi roznie bywa.Polki bardziej doceniane sa przez obcokrajowcow ,przynajmniej mi tak sie wydaje.

    1. Już byś dała ciapasowi lampucero. Zapraszam na wyspy. Porobisz za meterac dla czarnucha lub niedomytego ciapaka.

      1. a ty co, lepszy tam na wyspach jesteś od „czarnucha” czy „ciapatego” prymitywny rasiolu z polskiej wiochy? Nie dośc, że obywatel 3 kategorii, to jeszcze prymitywny rasista z przebrzmiałym ego. Do budy, zmywaku!

      2. Ale to co napisała Kasia to święta prawda! Nigdzie nie widziałam tylu facetów „jadących” po swoich kobietach na forach internetowych co na polskich. Czytając polskie fora można by pomyśleć, że Polki są brzydkie, grube, głupie, materialistki, jędze skończone i dają każdemu tylko nie Polakowi. Sorry panowie, ale jeśli nie „dopieścicie” swoich kobiet to pójdą gdzie indziej. I wcale nie mam na myśli kolorowych i czarnych (nie zniżę się tu do użycia twojego określenia). Ja sama uważam, że związki gdzie i religia i rasa jest inna są bardzo trudne i sama nigdy się na taki nie zdecydowałam, ale niech każdy żyje własnym życiem.

  4. Twoje myślenie jest trochę stereotypowe, czyli ślub = kobieta przestaje chodzić do pracy, rodzi co roku dziecko, siedzi w domu z dziećmi i usługuje mężowi. Tak było kilkadziesiąt lat temu. W dzisiejszych czasach po ślubie kobieta może realizować się zawodowo, jeżeli chce. A związki nielegalne nie są gorsze według większości ludzi, ale jeżeli chce się z kimś dzielić życie to legalizacja tego, czyli m.in. uporządkowanie wspólnych spraw majątkowych oraz innego typu jest raczej wygodą i mnie również dziwi, że ludzie bronią się przed tym rękami i nogami, a przecież to tylko uproszczenie pewnych spraw, ale każdy robi to, co uważa.

  5. nareszcie jakiś wpis z blogu który nadaje się do czytania – i to mówię ja – dziadek Krzysiek po 50-tce…:) niestety mam dla Ciebie złą wiadomość – ten kraj jest stworzony dla takich półgłówków jak ten twój koleś który nie ma jeszcze ćwierci wieku a już dwie żony, kredyty i dzieci… nie zdziwił bym się jak zobaczylibyśmy o nim program w TVN24 gdzie oburzony dziennikarz będzie się roztkliwiał nad jego niedolą…:) a do goscia z $3 – niejakiego Marka – nie, jej pewno nie rajcują wulgaryzmy, ale ciebie pisanie o jej wilgotnej …. pewno tak :)

  6. W sumie masz racje blondyno :-) tylko:
    1. moze nigdy nie bedzie Cie stac na dziecko
    2. latka leca, a im dalej tym trudniej sie zdecydowac
    To ze nie jestes gotowa rozumiem, sam nie bylem … a teraz ciesze sie ze mam mala lobuziare i w sumie zaluje ze tak pozno, a nie np. od razu po studiach. A tak dziecko na studia, a ja na emeryture :-))))
    Anyway – nie przejmuj sie tymi trolami, co Cie od rozumu odzegnuja.

  7. No ich… Cię to obchodzi, ile ma kredytów, żon, psów i płodów. Polacy to wstrętny, wścibski narów. Wściubiają swoje osmarkane nosy w cudze życia jakby to były ich własne buty. Rzygać się chce…

    1. nie koleś, to nie jest USA gdzie każdy płaci swoje rachunki, tu w tym durnym kraju to ty zapłacisz za ich głupotę i lekkomyślność, nawet nie będziesz wiedział kiedy i jak :)

    2. Widzisz – bo tu nie chodzi o te kredyty i płody, tylko o to, że jeśli się na te kredyty i płody nie decydujesz, to każdy ma ci za złe… Ale masz racje – to wynika z tego, że Polacy to wścibski naród…

  8. Ok, ok, jestes inzynierem Glupota boli talk samo , choc wyksztalceni glupcy rania bardzo . Btw tez nie mam dzieci, popieram zwiazki partnerskie , itd ale nie chcialabym cie poznac brrr

  9. Doskonale Cię rozumiem. Zaczynam nawet żałować, że masz już faceta… ;-) Nie rozumiem ludzi, którzy pouczają, dopytują, jakby posiadanie małżonka/małżonki oraz dzieci było jakimś obowiązkowym rytuałem w jakiejś chorej religii. Nawet jeśli na starsze/stare lata będziemy żałować naszych decyzji, nawet jeśli będziemy wyć po kątach, że nie mamy nikogo – to też jest nasze życie, nasza decyzja, nasze błędy. I tylko nasze. I nikomu nic do tego!

    Ale rzeczywiście z tymi wulgaryzmami to mogłabyś trochę przystopować…

    Pozdrawiam

    Wojtek

  10. a mnie to H*J obchodzi jak żyją inni, jak ma się swoje problemy to nie ma się czasu na śledzenie życia innych… każdy jest wolny może robić co chce i ponosi tego konsekwencje, życie to kwestia wyborów, nie wiem już kto to napisał ale fakt że mentalność naszego kraju cechuje zawiść i byle by się komuś noga powinęła a i wyśmiewanie tylko dlatego że pozjadał wszystkie rozumy… KAŻDY ŻYJE JAK CHCE I KROPKA

  11. Cóż, popieram Jarosława. Sama oceniasz (i to nie w myślach a publicznie, na blogu), a uważasz, że nie powinnaś być oceniana? Oczywiście, pytania o to, kiedy dziecko są wybitnie nie na miejscu (pomyśleć, jak czuje się osoba, która dzieci mieć nie może), jednakże ja nie widzę większego problemu. Przeszkadza Ci zachowanie znajomych- znajdź sobie innych lub z obecnymi nie rozmawiaj na tematy osobiste. Ciekawi mnie, czy w prawdziwym życiu faktycznie się wykazujesz asertywnością, czy umiesz jasno powiedzieć: to moja prywatna sprawa i nie zamierzam jej komentować. Bo chyba tego wymagałaby dojrzałość. A może to tylko na blogu łatwiej pisać, jacy to ludzie źli i się wtrącają? I nie, nie krytykuję Twoich życiowych wyborów, w pełni je rozumiem, jednak sposób, w jaki piszesz o innych nieco mnie zmroził, w końcu my sami sobie wybieramy grono znajomych i powinni być to ludzie, z którymi możemy szczerze porozmawiać i to im powinniśmy powiedzieć, że nam się coś nie podoba, a nie anonimowym internautom. Chyba, że mamy 13 lat i czujemy się nierozumiani przez cały świat ;)

  12. Jestem w udanym nieformalnym związku od blisko dziesięciu lat. Nie mamy jeszcze ślubu ani dzieci… Na ślubie mi nie zależy, o dziecku marzę… Trochę zdziwiła mnie ilość wulgaryzmów w twojej wypowiedzi… Ok, emocje, rozumiem. Przykre wydało mi się natomiast to w jaki sposób piszesz o twojej wizji życia w małżeństwie i posiadaniu dzieci. Wszystko zależy od ludzi jakimi się otaczasz. Mam wspaniałą przyjaciółkę, która ma pięcioletniego syna. Myślę, że po chwili rozmowy z nią zmieniłabyś podejście do macierzyństwa… I nie chodzi mi o to, że przekonałabyś się nagle, że chcesz zostać matką…:) Opowiada o macierzyństwie jak o wspaniałej przygodzie i nie są to słowa bez pokrycia. Zwykle kiedy spotykamy się razem jej syn jest naszym towarzyszem (jakże mile widzianym:) ) W niczym jej nie przeszkadza i wiele ją nauczył. Swoja drogą jest wspaniałym chłopcem… Kiedy widzę ich razem, słyszę jak rozmawiają ze sobą serce rośnie. I nie rozumiem dlaczego myślisz o związku przez pryzmat gotowania, sprzątania i nadskakiwania mężowi. Trzeba jeść i sprzątać bez względu na to czy żyjesz z kimś czy sama. To tylko kwestia podziału obowiązków. A to „nadskakiwanie”? Kiedy kogoś kochasz chcesz go uszczęśliwić, to normalne. Dla mnie, po trzech latach wspólnego mieszkania z moim mężczyzną, dźwięk przekręconego w zamku klucza jest najpiękniejszą muzyką… Oboje pracujemy ale nawet po męczącym dniu w pracy on chętnie robi mi kawę, a ja jemu obiad. Kiedy mam gorszy dzień pozwala mi odpocząć, zajmuje się domem, gotuje, robi pranie itp. Ja staram mu się odwdzięczyć gdy on opada z sił. Po prostu chcemy aby to drugie było szczęśliwe… Mnie też ludzie często pytają kiedy ślub… nie złoszczę się o to. Cierpliwie tłumaczę, że nie śpieszy nam się do ślubu i nie ma on dla nas wielkiego znaczenia. Pytają z różnych pobudek, ale zwykle kierują nimi dobre chęci. Może ślub jest dla nich wyznacznikiem twojego szczęścia i po prostu się martwią. Zwykle utożsamiamy cudze pragnienia z naszymi:) W dzisiejszych czasach na kobietach ciąży ogromna presja. Sama ją odczuwam: mamy być matkami trójki dzieci, wspaniałymi gospodyniami, zawsze uśmiechniętymi i zadowolonymi z życia, zadbanymi i godnymi pożądania żonami, a jednocześnie błyskotliwymi bizneswomen. Myślę jednak, że przede wszystkim powinnyśmy szanować cudzy styl życia (o ile nie są krzywdzeni inni ludzie), zadbać o to aby być szczęśliwymi i żyjącymi w zgodzie ze sobą ludźmi. Ja mam 26 lat i na razie udaje mi się to:)
    Pozdrawiam i życzę szczęścia!

  13. Dobrze, ze Twoja matka nie miała takiego myślenia. Albo i może było by lepiej gdyby wiedziała o antykoncepcji.

    A na dziecko nigdy nie ma czasu i pieniędzy jeśli tak na to patrzeć.
    Może lepiej, że nie chcesz mieć dzieci…

  14. Masz rozdwojenie jażni, piszesz to z wrażliwym kolegą lub koleżanką do spółki, albo powinnaś szybciej pisać, pozdrawiam

  15. O! Widzę nalot trollstwa! Skąd to się bierze w narodzie? Blondyna – olej ciepłym moczem. Jak czytać nie potrafią, to do przedszkola, do przedszkola. Albo kolejne dzieci robić, czy śluby brać, czy co tam teraz w modzie jest.

  16. Myślenie godne prawdziwej Kobiety… ach dostałabys klapsów w pupe,dobra jestes i ostra:-) Zainteresowana?

  17. jestem jaka jestem czy sie podoba komus czy nie ale bede sobie oceniala i pisala o innych bo ma do tego prawo ….hmmm..no fajnie..dziwia cie dzieci i ten maz ewentualny no i ta rola kury domowej..wiec co? praca praca praca..pracujesz zeby zyc czy zyjesz zeby pracowac?….no…powodzenia..tylko nie zaspij…bo czasem do zdrowego normalnego zycia bedzie za pozno…ostatni pociag odejdzie i dupa blada…powodzenia jednak…

  18. I dobrze.Nikomu nic do twojego zycia.Znam mnóstwo ludzi, którzy nie chca dzieci i ich nie maja, bo sa na to sposoby.Kazdy ma swoj model zycia, a innym wara od tego.My z meżem od początku załozylismy obydwoje brak potomstwa.Tego po prostu chcemy.Mamy inne priorytety i wolno nam.

  19. Widzę, że Cię Blondyna nieco skasowali w komentarzach – nie przejmuj się, ja Cię popieram, bo rozumiem co chcesz przekazać.

    Tu nie chodzi o wtrącanie się, czy nie wtrącanie, tylko po prostu o zwykłą bezmyślność. Jadąc po Blondynie poniekąd popieracie gościa, który najpierw zrobił dziecko jednej dziewczynie, po czym się ewakuował i zrobił kolejne drugiej.

    Bezmyślność 1: życie na kredyt
    Bezmyślność 2: brak poszanowania ojcostwa
    Bezmyślność 3: brak myślenia perspektywicznego

    Nie sztuką jest zrobić sobie dziecko (nie licząc pary, które mają z tym problem – tu życzę wytrwałości i powodzenia, bo kto jest zdecydowany, powinien tego zaszczytu dostąpić), tylko sztuką jest później opiekować się nim i wziąć za tą istotkę odpowiedzialność moralną i finansową.

    A co gość zrobił? Wziął nogi za pas. Czy Wy w ogóle zdajecie sobie sprawę z tego, że jeśli gość straci robotę, to będziecie się wszyscy składać na jego alimenty? Z podatków! Zamiast piętnować gościa to mu niemal stawiacie laurkę, jak to został właśnie pokrzywdzony, że ktoś go śmiał ocenić, a jedziecie po osobie, która jest właśnie głosem zdrowego rozsądku. Brawo!

    W kwestii samego posiadania dzieci: brawo Blondyna! Wiesz czemu? To świadczy, że jesteś kobietą inteligentną. Owszem – jest zegar biologiczny, ale jeśli jakakolwiek kobieta tłumaczy chęć zajścia w ciążę tylko tym, że później nie będzie mogła, to świadczy o tym, że tego dziecka tak naprawdę nie chce, tylko „robi” je z rozsądku. To najgorsze, co się może przytrafić dziecku, które w praktyce (jeśli nie nastąpi cudowna przemiana „matki na siłę”) będzie traktowane w rodzinie jak piąte koło u wozu na zasadzie „bo trzeba było”, „bo co ludzie powiedzą”, „bo jak się wytłumaczę rodzinie”. Zaprawdę powiadam nic gorszego nie może się przytrafić dziecku, niż coś takiego!

    Przykre jest to, co tu w komentarzach piszecie ludzie… Czyżby równie inteligentni przedstawiciele rasy jak ów opisywany kolega Blondyny? Wstyd…

    Zgadzam się tylko z jednym – Blondyna – jeśli nie możesz być z nim na tyle szczera, żeby powiedzieć mu bezpośrednio co o nim myślisz, to wywal go ze znajomych, on tak naprawdę nie jest Twoim kolegą, zresztą nawet nie jest tego wart, by nim być, raczej osobnik szkodliwy społecznie i lepiej go omijać.

    Powtarzam – nie chodzi tu o wtrącanie się w czyjeś życie, tylko napiętnowanie totalnie żałosnego zachowania, niegodnego faceta. Nie patrzcie na to jak na konkretną osobę, tylko przykład.

    Z pozdrowieniem.

    1. Bardzo Ci dziękuję za ten komentarz. Chodzi mi o napiętnowanie totalnie żałosnego zachowania, niegodnego faceta jak sam to ująłeś. Jestem oburzona tym, co dzieje się w temacie poczucia odpowiedzialności za swoje czyny. Panowie próbują nie płacić swoich rachunków…., a ich rodziny, o zgrozo, pomagają im w tym swoją postawą. Czy myślisz, że kredyty spłaca on? Mam niemal pewnosć, że zostawił byłą partnerkę z dzieckiem na utrzymaniu, z poczuciem niskiej wartości, niższej dla niego niż nowa panna (na razie) oraz kredytami do spłacania, bo przecież on kasy nie ma. Dopóki go ktoś nie złapie na tym, czy była nie poda do sądu (sądy też czesto nie są ani rozsądne, ani sprawiedliwe, ani nawet logiczne), dopóki facet nie dostanie kilku nakazów zapłaty i windykatorów na głowę, to nie będzie nawet starał się, aby pamiętać o należnościach, którymi obciążył matkę pierwszego dziecka, bo tak jest wygodniej. Znam to z autopsji. A sądy może czasem sprawiedliwe, jednak tempo mają znacznie wolniejsze niż komornicy od należności…

      1. Dzięki Małgosiu, zgadzam się z Tobą w 100%

        Z kwestiami finansowymi jest to bardzo możliwe, aczkolwiek tu już zbyt mało wiemy. Faktycznie jednak dość często tak jest i niestety tak jak piszesz – dość często taki bumelant jest wspierany przez rodzinę.

        Finanse to jednak tylko jedna strona medalu – nie chcę sobie nawet wyobrażać co czuje jego była, zostawiona dla innej. Mam jedynie nadzieję, że ułoży sobie życie – paradoksalnie miałem kolegę, który zostawił swoją żonę, ale na szczęście tam sprawy nie zaszły tak daleko i ona sobie ułożyła życie po tym wszystkim, on też (może akurat dobrze się stało – najważniejsze, że zanim pojawiło się dziecko, choć podejrzewam, że ona była nieźle zraniona, póki jednak nie ma dziecka to zaryzykuję odważne stwierdzenie, że jeszcze „można” się rozejść).

        Gdy pojawia się dziecko, to jest już zbyt poważna sprawa. To jest zobowiązanie, nie można sobie ot tak odejść skazując na krzywdę niewinną, bezbronną osóbkę. Dla mnie niedopuszczalne. Tu są pary, które starają się o to szczęście i nie mogą, a tu gość zrobił i sobie poszedł. Boże – widzisz i nie grzmisz?! Piętnować, piętnować i jeszcze raz piętnować!

  20. Akurat jeśli chodzi o krytykę tego kolesi,a to trzeba rozróżnić ją od tego że autorkę bloga różni ludzie pytają o dziecko – Ona przecież nie poszła do tego kolesia i nie umoralniała go że „ty taki, owaki”… to jedno.
    A drugie, to proponowałbym autorce odpuścić sobie „manie” dzieci w ogóle… Bo jeśli wymówką dla niej są pieniądze albo utrata stanowiska w pracy, to lepiej sobie odpuścić… Zawsze będzie tak samo – nawet kiedy będzie dużo zarabiać, to wtedy pojawią się większe wydatki (samochód, luksusowe wakacje)… i wtedy znowu byś pisała „oj, bo obniży mi się standard życia…”, a co do stanowiska w pracy – dlaczego mieliby zlikwidować Twoje stanowisko pracy po powrocie z macierzyńskiego, przecież jesteś dobrym pracownikiem..? upsss, no chyba że nie jesteś… ale wtedy nie zwalaj tego na dziecko ;)

    1. Nawet sobie nie żartuj z tym stanowiskiem pracy. Takie są fakty – po powrocie z macierzyńskiego (zwłaszcza teraz, jak wydłużyli do roku) pracodawca pokazuje czerwoną kartkę. Czemu? Bo:

      1) w tym czasie przyjął na to stanowisko kogoś innego, kto jest wdrożony na bieżąco

      2) kobieta wracająca z macierzyńskiego nie jest zorientowana w obecnej sytuacji w firmie, co czasami jest konieczne

      3) pracodawca ma obawy, że kobieta świeżo po macierzyńskim zamiast skupiać się na zadaniach będzie wydzwaniać do domu, żeby sprawdzić co z maleństwem bez jej opieki (zwłaszcza na początku)

      To, czy kobieta jest dobrym pracownikiem, czy nie, nie ma żadnego, nawet najmniejszego znaczenia, może być super zajebista i nic jej nie pomoże, bo nadal przegra z kimś pracującym na świeżo i nie posiadającym żadnych potencjalnych „obciążeń” w oczach pracodawcy. Wyrażając takie teorie żyjesz chyba w jakimś innym równoległym świecie…

      Jeśli ktoś robi sobie dzieciaka nie przejmując się stroną materialną utrzymania człowieczka, co jest także ważne, to jest głupkiem :D

  21. Trzeba mieć niesamowitą determinację i wiarę w sukces, żeby zdecydować się w pełni świadomie na posiadanie potomstwa w tym śmiesznym ogrodzie zoologicznym między Odrą i Bugiem. Mam wielki szacunek dla ludzi takiej wiary. Ale…Nawet, jeśli wpoją potomstwu najlepszy system wartości, narażają dzieciaka na zderzenie z wyznawcami religii „teraz to już musimy wziąć ten kredyt z organistą” już w przedszkolu czy podstawówce. Uodpornienie na pęd posiadania to trudna sztuka, trwałe ugruntowanie poczucia własnej wartości u dziecka niezależnie od statusu materialnego to mistrzostwo. Ty tego nie potrafisz albo nie chcesz ryzykować, ja też, nie każdy nadaje się na komandosa.
    Takim samym „egoizmem” jest wolność od obciążeń związanych z wychowaniem potomka, jak podjęcie tych obciążeń i niemożność podołania wyzwaniu. Niech pierwszy rzuci kamień, kto w stu procentach wie lub wiedział przed pojawieniem się maleństwa, że zda egzamin i jego dzieciak będzie szczęśliwy.
    Pozdrawiam

  22. witam Was-kazdy ma swoja droge zycia i swoje wybory.Najwazniejsze zeby swoimi wyborami nikogo nie krzywdzic.Pozdrawiam.

  23. Masz rację kobieto i nie słuchaj nikogo.To Twoje życie i układaj go jak tylko sie Tobie podoba,wszak pół zycia już prawie za Tobą,a życie jest od tego by sie bawić i z niego korzystać,a nie niańczyć dzieci,jeśli nie ma się do tego powołania.Tacy ludzie muszą być jak Ty,a rodzenie dzieci zostawmy tym,którzy czują do tego powołanie i spełnienie.Gdyby tak wszystkie kobiety rodziły dzieci światu groziłaby zagłada spowodowana brakiem żywności,wody. To,że ekonomicznie poziom życia spadnie to nic złego,nawet lepiej,mniej zanieczyszczeń środowiska i nie oszukujmy się,każdy bedzie miał co jeść,może nie będzie jadł desek wyszukanych serów i kawioru,powrócimy do Polskiej żywności produkowanej na wsi u rolnika bez dodatków konserwantów i pestycydów na które owego rolnika nie bedzie stać.Nie kupimy ubrań Versace,Prady,bedziemy ubierac się w ubrania Tworzone przez nas samych,lub nadwornych(rynkowych)krawców. Mniej ludzi w Polsce,więcej miejsc pracy,mniej bałaganu.Świat nie może iść ekonomicznie do przodu na zatracenie i zniszczenie planety,nie pędźmy tak za dziećmi na siłę.Stać nas na jedno aby je wychować i utrzymać i chcemy to dziecko mieć,zróbmy tylko jedno,nie stać nas wcale,lub nie czujemy instynktu,nie produkujmy dzieci włóczących się na ulicach niewiedzących co mają ze soba zrobić,bo Rodzice albo zapracowani,lub zapijaczeni…Coraz więcej osób pije alkohol przynajmniej raz w tygodniu,to juz jest niepokojące,a kto w tym czasie dziećmi sie opiekuje? Ulica,a co bedzie za 30 lat? Marskość watroby.Niestety posiadanie dzieci to bardzo duże wyzwanie i obowiazki,jeśli ktos nie czuje się na siłach,lepiej aby postępował tak jak BLONDYNA INŻYNIER. Lepiej niech Jej działka będą konstrukcje przemyślane i do końca udane.Ona w trakcie projektowania nie musi myśleć,że dziecko z przedszkola trzeba odebrać,czy co Ono teraz robi,a to wpływa pozytywnie na projekt,który tworzy,jeśli jest skupiona tylko na tym projekcie zrobi to dobrze a przede wszystkim bezpiecznie będzie go używać.
    Pozdrawiam i nie przejmuj sie krzykaczami,tymi,którzy zamiast mózgu maja stereotypy zaprogramowane przez zazwyczaj ich rodziców nieudaczników.Droga każdego jest Jego prywatnym wyborem,bo każdy jest wolnym człowiekiem i nawet po zawarciu zwiazku małżeńskiego Każdy jest wolnym człowiekiem i ma prawo sam decydować o sobie,swoich losach,decyzjach i postępowaniu.Sam ponosił konsekwencje swoich działań i czynów,jak tez zbierał laury za pozytywne myslenie jakie własnie Ty prezentujesz. Gdy bedzie wiecej ludzi myślących Twoimi kategoriami Polska bedzie mlekiem i miodem płyneła i opieka społeczna nie bedzie musiała utrzymywać nikogo:-*

  24. O matko. Ale nalot ludzisk. Oczywiście niektórzy plują jadem, zamiast przedstawić w sposób kulturalny wizję swoich poglądów.

    1. Z reguły jak jest taki nalot to nawet nie czytam, bo po co sobie nerwy psuć chamstwem pewnych osób?

      1. Słusznie:-) Tylko z tymi,którzy realnie potrafią zaargumentować swój punkt widzenia warto podjąć konwersacje:-) Buziaki:-*

  25. Rozumiem Cię doskonale Pani Inżynier…ja sie dałam wmanewrować w małżenstwo wg wymienionego przez Ciebie schematu, a nawet bardziej bo na ostatnim roku studiów już byłam mężatką…szczęśliwie opamiętanie przyszło w porę zanim pojawiły się dzieci. Młodych ludzi powinno się „przeczołgać” przed ślubem aby upewnić…nie nie się tylko ich samych czy chca ten ślub brać. Tymczasem w Polsce ślub dostaniesz beż pytania za to przy rozwodzie….oooo…tu twoje życie osobiste i intymne zostanie poddane drobiazgowej inwigilacji…W każdym razie w odpowienim ( odpowiedniopóźniejszym) momencie moejgo życia pojawił się Właściwy mężczyzna, a kiedy nadszedł właściwy czas pojawił się też mały Piżmak. Na pewne rzeczy warto poczekać, na spokojnie do nich dojrzeć i czerpać z nich świadomą przyjemność. Powodzenia w zyciu i zawodowym i prywatnym. Dekadę starsza niekoniecznie inżynier nie do końca blondyna

  26. ja co prawda nie traktuję macierzyństwa jako końca życia. Nie myślę, że wyrzucą mnie z pracy czy będę siedziała w domu. Jeśli jestem dobrym pracownikiem tylko dlatego, że nie mam rodziny, to niech mnie wywalą i tyle. Może uważają, że wraz z urodzeniem dziecka tracę połowę rozumu? Jednak nie rozumiem postaw nastolatek, które traktują dziecko jak przytulankę. Bo fajnie będzie wyjść wiosną z wózeczkiem czy pogadać z koleżankami jakie postępy zrobiło jej dziecko. Znam dziewczyny, które przed dwudziestką mają po dwójkę dzieci i są zmuszone wychowywać je same. Bo o dziwo, tatusiowi znudziło się zmienianie pieluch. I nie mogę powiedzieć, że wszystkie nastolatki są dobrymi matkami. Do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć, a już zwłaszcza do macierzyństwa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>