Tłuściochy

Od jakiegoś czasu oddaję się swojemu nowemu nałogowi, jakim jest fitness. W poniedziałki chodzę na zumbę. We wtorki na total body condition i zdrowy kręgosłup (co drugi tydzień). W środę na interwał, zajebiste zajęcia z finalistką Wyprawy Robinson :) W czwartek na płaski brzuch. Piątek aqua aerobik (doszłam do wniosku, że moje dryfowanie żabeczką, jednak nie jest umiejętnością pływania). Sobota rano joga i interwał. W zasadzie na tej sobotniej jodze przeżywam już agonię. W pozycji psa z głową do dołu kręci mi się w głowie. A przy całym powitaniu słońca mam wrażenie, że to pożegnanie z egzystencją. Najlepsza i najbardziej adekwatna do mojej osoby wydaje mi się wtedy siawasana, czyli pozycja trupa. Tak, bo po całym tygodniu zapieprzania na nie swój biznes i fitnessowania się intensywnie, czuję się jak TRUP.

Tak sobie ostatnio postanowiłam, że będę ćwiczyć. I będę się do tego przykładać. Wyrobię sobie formę i kondycję. Mięśnie piękne niczym u Megan Fox pojawią się same przy tej okazji. No i zmieszczę się w swoje spodnie. Bo teraz czynię takie pseudo-sprytne zabiegi w postaci zapinania paska, a niezapinania rozporka (bo się nie da) i zakładania długiego swetra. No dość mam takich patentów. Przyjdzie lato, a ja co? Sweter sobie zarzucę? I grzybnię pod pachami będę hodować? No więc cisnę tam na tym  fitnessie, jak opętana.

Wysiłek wysiłkiem, ale wymierne korzyści w psychice się pojawiają. Zaczynam odczuwać dystans do pracy. Nagle mam w dupie złośliwego podwładnego. Na faceta, który koniecznie chce zająć moje miejsce (mimo, że wszystko już w życiu osiągnął), także zaczynam wykładać przysłowiową kiełbasę. Bynajmniej do dnia następnego, bo dobry nastrój zazwyczaj pryska o poranku. Myślę, że dobry humor to zasługa niemiłosiernego smrodu, który emituję w trakcie ćwiczeń. Normalnie jak na tym democie „jak chcesz wyglądać jak kociak, musisz spocić się jak świnia”. Póki co bliżej mi do świni, szczególnie po zajęciach, ale kto wie? Może  jeszcze zachwycę się swoim odbiciem. ;) Na razie wkręcam sobie, że ten odór jest zachwycający myśląc sobie „No skoro te ciuchy takie mokre i capią starym kozłem, to na bank dobrze ćwiczyłam.”

A wiecie co? Oprócz tego, że ćwiczę namiętnie, zawzięcie i nie odpuszczam sobie, to jeszcze robię taki mykens, że OBSERWUJĘ sobie. Co obserwuję? Wiem, wiem. To jest pewnie najbardziej interesujące. Na początku obserwowałam panie prowadzące. Teraz trochę się nauczyłam kroków, opanowałam technikę i nie muszę się gapić na instruktorkę jak w pi**ę szpak. No więc patrzę na inne ćwiczące. Patrzę bardzo uważnie. Jak irbis na polowaniu. Nic nie umknie memu bystremu spojrzeniu. I tak np. zawstydzają mnie kobiety 50+. Jaką one mają formę! Szok. Zawsze sobie myślę „Kurde, jaka siara! Ja o połowę młodsza, a dwa razy bardziej koślawa i paralityczna.” I ćwiczę. Przecież to tak być nie może, że swojemu rocznikowi Czarnobyla będę wstyd i hańbę przynosić.

Ostatnio pojawiło się sporo dziewczyn w wieku 16-22 lat. I te to dopiero są koślawe. Ja przy nich jestem mistrzynią gracji, zwinności, gibkości, formy i wszystkich innych takich takich! Powaga. Ćwiczę drugi miesiąc i robię postępy. A te chodzą i połowę zrobią, a drugą połowę serii leżą na macie i oglądają paznokcie. Dziś np. taka jedna do mnie mówi „Trzeba zamknąć to okno, bo zimno.” A ja na to „Trzeba ćwiczyć na fitnessie, to wtedy ciepło.” I patrzy się baranim wzrokiem. „Ćwicz, ćwicz koleżanko, mięśnie same się nie zrobią.” Ha! Widać tu szkołę samego Burneiki. Nie ma opjerdalańja na ćwiczeniach. O nie! Ale taka po chwili sapie. Sapie, jak w napadzie astmy. Wcale się nie dziwię, że sapie. Jak przed wejściem na zajęcia sobie szlugi z koleżankami jarała. Najlepiej to jest po ćwiczeniach. Dziś mówiły, że idą do McD. No i to jest właśnie pokolenie Ronalda McDonalda. Spasione, zasapane, z sadłem do kolan trzęsącym się jak galareta. Porażka. Ja w ich wieku, ani grama zbędnego tłuszczu nie miałam. Dopiero teraz mnie to dopędziło. Co się kurde dzieje, że to młode pokolenie takie wielko-gabarytowe i niewysportowane? Masakra.

22 myśli nt. „Tłuściochy”

  1. Jak Ty odwalasz te ćwiczenia przez cały tydzień to kiedy masz czas… być Inżynier Blondyną? Zawodowo? :-)

    Pozdrawiam

  2. No to gratulacje. Pełnia energii. I tak trzymać. W pracy widzę, że też dobrze. Wraca dobre. Miej w******e a będziesz mieć dane. Ale jak na Czarnobylu jedziesz to masz napęd atomowy. Wieki życia:):):)
    Pozdrawiam. Nie przećwicz się.

  3. Podziwiam Twoją determinację i wytrwałość.
    I przyznaję rację co do otłuszczonych panienek rodem z McDonalda. Moje obserwacje (robione co prawda na mniejszą skalę ;-) doprowadziły mnie do wniosku, że w najlepszej kondycji są panie 40+. Patrząc na osoby jeżdżące na rowerach (niekoniecznie o tej porze roku), uprawiające nordik walking czy jogging, dochodzę do wniosku, że dziewczyny w wieku 15-25 są tu równie rzadkie jak sukcesy naszych piłkarzy. Tyle się słyszy o odchudzaniu, anoreksji czy bulimii, że wypadałoby zapytać, a gdzie tu miejsce na ruch. Sama jestem raczej z tych średnio usportowionych, ale nawet patrząc na kondycję gości na weselach, na których od czasu bywam, widzę, że kondycyjnie najsłabiej wypadają… najmłodsi. Co moją próżność akurat łechta (bo już się do młodzieży nie zaliczam, oficjalnie ;-). te wszystkie ciocie, babcie i wujkowie wywijają do białego rana, a młodzież głównie okupuje miejsca siedzące.

    1. Może dlatego, że nie chce im się tańczyć w śród starszych. Ja mam 20 lat i nie tancze na weselach bo nie mam ochoty, a nie bo nie mam sily. W klubie, na imprezie ze znajomymi to inna sprawa.

  4. Wczoraj wieczorem uderzyłam na salę. Zrobiłam 3 serie bez zadyszki :)
    Jeśli chodzi o McD, to czasami pytam chłopców, gdy opowiadają, że byli z tatą:
    -I co dobrego jedliście?
    - Nic- odpowiada Alek.
    -I to jest bardzo dobra odpowiedź :)

  5. mieszkam w uk, ja chodze na silownie dosc intensywnie od roku i miesie rosna. moj chlopak ost poszedl ze mna na body combat i tez wygladal jak lamaga bo mu sie pryztylo . ale na zajeciach jest wiecej osob w wieku mojej mamy niz moim. masakra. na szczescie widac troche dzieci na basenie i gimnastyce ale to i tak kropla w morzu , dzieci nawet nie widac na dworzu ,, na rowerach, w parku pustki …

  6. Grunt to pić trzy rzeczy: wodę, herbatę zieloną i herbatę earl grey plus jak najmniej cukrów prostych w płynie, a efekty będą szybciej widoczne.

  7. Cóż, nasze pokolenie miało zupełnie inne zainteresowania w dzieciństwie (większość czasu spędzało się na podwórku, często jedyną zabawką była piłka, na wf się chodziło…).
    Po za tym WIEEELKI szacun dla Cię, że się przyłożyłaś do tego:)

  8. i dlatego nie chodzę na fitness, jak chodziłam to też otwierałam okno, nie palę papierosów i nie jadłamśmieciowego żarcia a mimo moich starań i tak znalazły się głupie pindy co się ze mnie śmiały i ciągle obserwowały że taka gruba. Człowiek próbuje pokonać swoje słabości, stara się a i tak zawsze się znajdzie ktoś kto potraktuje cię jak nic nie znaczące gówno, skup się na ćwiczeniach na sobie i nie obserwuj innych bo to jest chore.

    1. Nie chodzisz na fitness i czytasz blogi w miejsce tego? Czy co? Ja się nie przejmuję tym, co o mnie inni mówią, dlatego chodzę na fitness i robię postępy. Albo chodzisz dla siebie albo dla innych.

  9. Ale głęboko w środku cały czas jesteś złośliwą, zakompleksioną mendą, która musi poprawiać sobie humor umniejszając innych. Żałosne.

  10. Zbyt intensywnie cwiczysz. Twoj organizm nie wytrzyma takiego tempa. W zamian za wysokie spozycie energii spozytkuje wszelkie zapasy mineralow i witamin zawartych w organizmie. Zwolnij tempo, porozmawiaj z instruktorami na temat odpowiednio dobranej diety. Tylko w ten sposob cwiczenia fitness beda pozyteczne i spalisz tkanke tluszczowa.

    1. Miałam ostatnio dłuższą przerwę, w czasie której nie robiłam nic. Kiedyś ćwiczyłam nawet więcej i czułam się dobrze.

  11. Z tymi zapachami mogłaś sobie darować, aż mnie zemdliło… Na co dzień mam taką co to chyba fitness 24h uprawia, bo wali od niej niemiłosiernie. Masakra jakaś z tą higieną. O oddechach już nie wspomnę i nie ma znaczenia ile kto ma lat i jakiej jest płci. Ludzie zwyczajnie się nie myją!

    1. No wiesz :) Ja po fitnessie się myję. A taką jak ta Twoja to miałam w klasie w gimnazjum. Nie myła się w ogóle. Ani zębów, ani niczego innego. Śmierdziało, jak idź stąd i nie wracaj… Takie śmierdzielstwo to kwestia indywidualnego podejścia do swojej higieny.

  12. Doczytalam do polowy (prawie) i odechcialo mi sie czytac dalej bo natrafilam na slowo „bynajmniej”… Wyglada na to, ze nie wiesz co ono oznacza wiec radze zajrzec do slownika; dla ulatwienia dodam tylko, ze to NIE JEST synomin slowa „przynajmniej”…
    Powodzenia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>