Bydgoscy lansiarze. Popieram antyfunpage!

Z nieukrywaną radością przeczytałam dziś o założycielu stronki, na której wszyscy jadą po lansiarzach z pewnego bydgoskiego LO nr 1. Wspomnienia stanęły mi przed oczami, jak żywe. Też chodziłam do LO nr 1. Tyle, że w innym mieście. Też było niby najlepsze wg jakiegoś tam kryterium. I też lansiarzy tam nie brakowało. Można by nawet wyróżnić kilka ich grupek. Najbardziej biło mnie po oczach i mózgu wszechogarniające poczucie wyższości nad resztą, czyli tymi, którzy do innych szkół uczęszczali. Najgorzej, jak były to zawodówki… Mój blond móżdżek nie był w stanie ogarnąć, jak otrzymanie legitymacji z magiczną pieczątką potrafiło dodać punktów w samoocenie. Nagle z szarej myszki ktoś stawał się elitarnym uczniem elitarnej szkoły. Ciekawe czy równie elitarnie załatwiał swoje potrzeby na sedesie?

Wiecznie obkuci, wyryci na pamięć pseudonaukowcy, szczycący się czytaniem encyklopedii do kolacji i nauką do olimpiady za dwa lata… To byłby jakby pierwszy podgatunek lansu z jakim spotkałam się w swoim elitarnym LO. Drugi to były prawie wszystkie dzieci naszych miejskich lekarzy, ortodontów, dentystów, prawników i przedsiębiorców oraz innych gwiazd naszego miasteczka. Ci byli lepsi od innych niekoniecznie w nauce. Oni mieli najnowsze ciuchy, telefony, co zimę jeździli na narty w Alpy, a co lato to jakieś fajne wyjazdy tu i tam. No i tym się lansowali. Z biedniejszymi raczej się nie zadawali.

Kim byłam ja? Osobą, która poszła do elitarnej szkoły raczej z przymusu. Dostałam się, więc musiałam tam iść – taka presja rodziny, żeby dobrą szkołę skończyć. Skutkowało to tym, że więcej mnie tam nie było, niż byłam. Bo jak byłam to słuchałam wywodów grona pedagogicznego, jacy powinniśmy być szczęśliwi, że się do owej szkoły dostaliśmy. Jakby łaska niebiańska na nas spłynęła. Jednocześnie słuchałam, jacy to w zawodówkach i technikach są niedouczeni bezwartościowi przyszli robole. Wspaniały przykład oświaty na poziomie. Tylko jakim? Nauczyciele, którzy zamiast zacierać podziały, pogłębiali stereotypy? Porażka.

Autor stronki piętnującej równych i równiejszych ma moje pełne poparcie. Co prawda sypią się na niego gromy, że wszczyna nienawiść w sieci. Na moje niczego nie wszczyna. Założył stronę, niczyich danych osobowych nie ujawnił, nikogo nawet nie obraził. Zwyczajnie sprowokował. Gdyby elitarna i tak światła młodzież, za jaką się uważają, faktycznie taka była nie dałaby się sprowokować. Byliby ponad tym i nie odpowiedzieliby na zaczepkę. Zadziałał tu prosty mechanizm znany od wieków pt. uderz w stół a nożyce same się odezwą. Śmieszy mnie natomiast fakt, że ociera się to już o prokuraturę… Nikt przecież nie został znieważony, oczerniony, bądź pomówiony z imienia i nazwiska…

Gdy czytam wszystkie doniesienia na temat tego całego antyfunpage’a, jak żywe stają mi obrazy z mojej szkoły. Nie twierdzę, że wszyscy byli do d**y, ale sporej części przydałby się wtedy taki kubeł zimnej wody na głowę. Spotkałam tam wielu wartościowych i fajnych ludzi, którym też nie odpowiadało zachowanie pewnych osób. Obnażanie pewnych zachowań i wystawianie ich na światło dzienne nie jest niczym złym. Także wielkie brawa dla autora! Nie daj się i ciśnij ich tam dalej. Skoro dali się wkręcić, mają coś na sumieniu!

Autor tej stronki wykazał się moim zdaniem dużą odwagą. Rodzice uczniów, których sprowokował, są tzw. „szychami” w mieście, a szkoła jest uznawana za elitarną. Z tego tytułu zapewne wiele osób w mieście liczy się z opinią ciała pedagogicznego i dyrekcji tej szkoły. To samo pewnie tyczy się „ustawionych” rodziców. Mimo to chłopak odważył się pokazać i ośmieszyć pewne zdjęcia w sieci. Wyśmiał też pewne postawy. Zrobił to nie anonimowo, a z imienia i nazwiska na FB. Każdy mógł to zobaczyć. Zapewne liczył się z tym, że nie będzie łatwo. A jednak zrobił tę stronkę i nie zamierza przepraszać, ani jej usunąć…

9 myśli nt. „Bydgoscy lansiarze. Popieram antyfunpage!”

  1. To zabawne, ale coś jest w tych „jedynkach”. Wybierając szkołę, wiedziałam od początku że to będzie liceum. Trafiło akurat na trzy „jedynki” z różnych miast. Dokładnie z takiego samego powodu jak u Pani „dobrą szkołę trzeba skończyć”. Każda z nich była oczywiście owiana pewną sławą, miała swoją historię. Jedną z nich ze względu na dojazd wykluczyłam na początku. Kolejna (najlepsza) była takim marzeniem moich rodziców od dawna, a ja żeby dali mi spokój papiery złożyłam, nie licząc nawet na to, że się dostanę. No i się dostałam! Cała rodzina dumna, a ja przepłakałam. Legendy o osiągnięciach tamtejszych uczniów mnie prześladowały, nawet przy składaniu papierów jakaś dziewczyna przede mną miała pierwsze miejsce na olimpiadzie. Ostatecznie postawiłam na swoim i poszłam do „jedynki” w swoim mieście, która już dawno straciła swoją świetność. Niestety opinie o uczniach od nas nadal są takie jak u Pani w poście. Kuzynka przed pójściem tu namawiała mnie na inną szkołę. Stwierdziłam jednak, że nie będę już sprawiała problemów rodzicom, więc zostałam. Niestety nowa Pani Dyrektor robi wszystko, żeby szkoła miała znowu wysoki poziom, wszyscy są zmęczeni, nauczyciele nie uczą, tylko robią sprawdziany. Ja czuję się jak piąte koło u wozu, bo bardziej już się dogaduję z koleżankami z wspomnianej zawodówki niż z tymi tutaj.

  2. Też chodziłam do „jedynki”. Na szczeście wielu młodych nauczycieli już nie było wyznawcami kultu tej szkoły. Kilka lat po skończeniu tego liceum zdarza mi się od innych osób z miasta słyszeć, choćby w żartach, „no taaa bo Ty chodziłaś do jedynki”. Swoją drogą Jedynka to też u nas taka bardzo fajna piekarnio-cukiernia i teraz tam jestem częstym gościem :D

  3. A jak. Wystarczy, że ktoś chodził do jedynki i już był kimś. Tylko z faktu samego chodzenia. A że jest totalnym wałem to już nieistotne. Jednak są osoby, które które szkołę nr 1 kończyły, lecz wałami nie są. Tym właśnie ludziom należą się zaszczyty. Nie przechwalają się, nie wywyższają. Szkoda, że są w mniejszości. Że tak podsumuję: Nie pomogą doktoraty, kiedy człowiek wałowaty:):):)

  4. Też chodziłam do jedynki i nie powiem, że to numer 1… ale…
    nie znaczy to od razu, że dając upust swoim emocjom będę teraz ogłaszać światu jacy to oni tam nie są okropni i jak w ogóle tak można, żeby ***** itd…

    Przede wszystkim te wszelkie sytuacje jakie sam odczuwam albo widzę w sieci mają mi uświadomić, że zawsze to wszystko to ocena w ego, nie mam wpływu na to co się dzieje, ale to nie znaczy, że to jest „złe”, bo jak inaczej, bez bólu i cierpienia mam podnieść się z ziemi i zrozumieć, że ta materia i co odczuwam swoimi 5 zmysłami to nie wszystko?
    może już czas, by chcieć odkryć w sobie coś więcej, to COŚ co mnie zasila, co napędza mnie do życia, co daje mi szczęście – odczuć w sobie, nie tylko rozumieć, ale chcieć to odczuć ;)
    /zapraszam na zdrowieducha.pl

  5. dobrze wiem o czym mówisz, osobiście odczułam jak ktoś patrzy z góry, np tylko dlatego, że jest w prywatnym „lepszym” liceum, ma lepsze ciuchy itd. Przykre jest to że to sie nie zmienia i nie zmieni, a mam wrażenie, że jest coraz gorzej

  6. Wydaje mi się, że w każdej szkole jest taka sytuacja. I to niezależnie czy jest to jedynka, czy trójka. Znajdą się równi i równiejsi. Szkoła uczy przetrwania, bo to jest naprawdę dżungla, gdzie nie rządzą już żadne prawa.

  7. Hej!
    Akurat tak się składa, że jestem absolwentką opisywanego I LO w Bydgoszczy.
    Szczerze mówiąc to jestem zszokowana wpisem na tym blogu popierającym takie „hejterskie” akcje.
    To nie prawda, że twórca strony nie ujawnił żadnych danych osobowych – ludzie zaczynali wrzucać zdjęcia uczniów z I LO wraz z imieniem i nazwiskiem. Do tego doszły wyzwiska i pogróżki.
    Znam wiele osób z bydgoskiej „jedynki” i owszem w wielu przypadkach są to dzieci z tzw. dobrych domów i również zgodzę się, że w jedynce króluje lans. Natomiast to, że ktoś ma najnowszego smartfona, wakacje spędza w Alpach i chodzi do „elitarnej” szkoły nie oznacza, że trzeba go gnoić.
    Muszę przyznać, że oprócz lansu w „jedynce” jest także dużo, dużo nauki. Większość nauczycieli jest wymagająca i naprawdę trzeba spędzić wiele godzin nad książkami, żeby… spełnić swoje marzenia :-) Tak, tak – uczniowie jedynki to nie tylko lansiarze, ale przede wszystkim zdolni i ambitni młodzi ludzie, którzy wytrwale dążą do celu. Wielu z nich rzeczywiście dzięki ciężkiej pracy dostaje się na swoje wymarzone studia i robi karierę.
    Pozdrawiam „jedynkowiczów” :-)

Odpowiedz na „~PatrycjaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>