Kim jest niepełnosprawny?

Zastanawialiście się kiedykolwiek nad swoim pierwszym skojarzeniem, obrazkiem jaki widzicie w głowie, myśląc „niepełnosprawny”? Czy nie jest to tak, że większość z nas widzi osobę na wózku inwalidzkim? Przyznam, że sama też tak mam. Dlaczego zaczynam ten temat? Ponieważ wokół nas jest wiele osób niepełnosprawnych. I wbrew powszechnej świadomości nie wszyscy nie mogą (z różnych przyczyn) chodzić. Problem niepełnosprawności i jej postrzegania przez społeczeństwo najprościej pokazać przytaczając rzeczywiste sytuacje z miejsc parkingowych.

Jak wiadomo, na każdym parkingu jest jedno lub dwa miejsca, na których mogą stanąć tylko osoby niepełnosprawne. Dodatkowo niepełnosprawność musi być udokumentowana i trzeba posiadać specjalną plakietkę wydawaną przez urząd miasta uprawniającą do postoju w takich miejscach. Proste? Proste. Kto może otrzymać taką plakietkę? Każdy niepełnosprawny nie wchodząc w szczegóły. A więc np. osoba po wielokrotnych zawałach, osoba bez którejś z kończyn, z brakiem narządów wewnętrznych, osoba niepełnosprawna umysłowo. Co więcej, na takim miejscu może zaparkować jej opiekun, aby ją podwieźć gdzieś lub odebrać skądś. Do czego zmierzam? Już wyjaśniam.

Świadomość naszego społeczeństwa na temat niepełnosprawności jest raczej hmm… niska. Proste przykłady. Moja Mama jest niepełnosprawna. Nie porusza się jednak na wózku. I parkuje na takim miejscu tylko wtedy, gdy zwykłe są zajęte. Ostatnio pojechałyśmy do galerii (galeria-rezerwuar tematów ;) ), a że był duży tłok, zaparkowałyśmy właśnie na miejscu dla niepełnosprawnych. Wysiadamy. Czekam jeszcze na Mamę, a tu staje przede mną wyfiokowana paniusia i się w głowę stuka. „O co chodzi?” pytam. „Popatrz sobie, gdzie stanęłyście.” „Dobrze wiem, gdzie stanęłyśmy.” Na to podchodzi jej mężuś w gajerku, wyglądający jak biznes man z reklamy „No tak, staną takie pipy na kopercie i niepełnosprawny już nie ma miejsca.” Wkurzyłam się. Nie wie, a gada buc jeden. „Wie pan co? Idziesz pan z dzieckiem i takich słów używasz? Poza tym skąd pan wie, że któraś z nas nie może stanąć na tym miejscu.” „Tak. Akurat. Widać, że zdrowe jesteście. Niepełnosprawni jeżdżą na wózkach! A z was żadna nie wygląda na kalekę.” Chyba moja Mama dobrze mnie zna, bo wzięła mnie pod ramię chwytem policyjnym i powiedziała „Wiesz co? Szkoda gadać. Idziemy.” „Ale…” „Chodź. Nie ma sensu z głupim się użerać.” I poszłyśmy. Krzyczeli, że zgłoszą to do ochrony. Jakie musiało być ich zdziwienie, gdy nikt nie wzywał nas przez megafon do opuszczenia tego miejsca. A ja i tak byłam już cały czas zła. Mama mówi, że już się przyzwyczaiła i nie zwraca na to uwagi. Tamci nawet nie spojrzeli, że mamy plakietkę do takiego parkowania… A nie pomyśleli, że ja np. mogę być niepełnosprawna umysłowo? I że mam na to orzeczoną grupę inwalidzką?

Albo inny przykład. Znam pewnego faceta. Nie ma nogi. I też może parkować w miejscu dla niepełnosprawnych. Nosi protezę i utyka. Opowiadał, jak kiedyś jechał i zaparkował sobie. Po chwili biegnie do niego parkingowy. „Panie! Gdzie pan stajesz?” „Jestem niepełnosprawny.” „No jasne! Utykasz pan, bo kolanko boli i już niby niepełnosprawny?” „Proszę pana, mnie kolanko nie boli. Nie mam jednej nogi.” „Hahaha! Jak pan nie masz, jak pan stoisz?” „Czy mam panu okazać legitymację?” „Nie! Pokaż pan ten brak nogi!” Dopiero, jak podwinął nogawkę od spodni, parkingowy uwierzył. Spalił się podobno ze wstydu i przepraszał. Ale co po takich przeprosinach? Przecież skoro ktoś stoi na obydwu nogach, to na pewno jest z nim wszystko ok. ;/

Nieraz przyjmowałam joby na głowę czekając na Mamę. „Gdzie tu stoisz dziewczyno? To dla niepełnosprawnych.” „I dla osób transportujących niepełnosprawnych także.” „Nic mi o tym nie wiadomo.” „To proszę się douczyć, bo chyba pan nie do końca ogarnia swój zakres pracy.” „Bezczelna dziewucho pokaż plakietkę.” Pokazuję. „Zdjęcie!” „Nie pokażę zdjęcia, bo to nie moje. Ja jestem tylko osobą przewożącą.” I tak w kółko ćwiczymy ten dialog do znudzenia, aż przychodzi „osoba”, pokazuje legitymację i parkingowego zatyka.

Ale to jeszcze nic. Szczytem było stwierdzenie naszej byłej sąsiadki. „O ****, ale ty masz fajnie z tym swoim kalectwem.” Wytrzeszczyłam oczy, jakby mi ktoś między pośladki wetknął przewód podłączony pod 230V. Mama zapytała „Po czym wnosisz?” „No bo masz legitymację i możesz sobie parkować za darmo.” Kopara zjeżdżała mi coraz niżej, a ona prowadziła wywód o obsłudze bez kolejki w sklepach i innych przywilejach. „Nic mi nie wiadomo, o tym wszystkim. Zawsze stoję w kolejkach, jak każdy inny. A i wiesz co? Oddaj mi swoje zdrowie, a ja chętnie oddam ci chorobę i przywilej w postaci darmowych miejsc.” To chyba najlepsza puenta na zakończenie.

14 myśli nt. „Kim jest niepełnosprawny?”

  1. To ja dodam inny przykład od siebie:
    Koło przystanku przechodzi chłopak, ok. 18-20 lat, ma wyraźny problem z chodzeniem, nogi powykrzywiane.
    Na przystanku (koło znanego bazaru) stoi kobieta typ tzw. babon, obładowana siatkami, spocona przekupka (tak wiem, też ulegam stereotypom ;-).
    Chłopak idzie, nikomu nie wadzi, o pomoc też nie prosi.
    Na to ta kobieta do stojącego faceta: „Panie odsuń się, bo KALEKA idzie”.
    Chłopak się speszył i poszedł dalej.
    I co z tym zrobić? Niby chciała pomóc, ale wyszło jakoś… kulawo.
    Ludzie po prostu nie myślą, choć to przecież nie boli :-). Nie zastanowią się, czy nie gadają jakichś głupot i czy kogoś tym nie zranią albo nie urażą.

    Pozdrawiam,

    1. Myślę, że większość ludzi ma słabo wykształconą inteligencję emocjonalną i stąd własnie takie określenia czy pokazywanie protez.

    2. No tak „kaleka idzie”. Bynajmniej miało pomóc, a facetowi pewnie się zrobiło bardzo nieprzyjemnie. Podejrzewam, że nawet jak miał usiąść, to i tak stwierdził, że postoi.

  2. Znam ten problem ,sama mam syna leżącego 16 lat,z tego co obserwuję jest jednak coraz lepiej ze stosunkiem do osób niepełnosprawnych.Jest jednak sporo osób które zachowują się normalnie i jak trzeba to chcą pomóc.Czasami trafi się jakiś burak,ale to jest margines.W sytuacji kiedy ktoś obraża moje dziecko po prostu opieprzam głośno i wyraźnie ,uważam że nie ma co chować głowy w piasek,osoby niepełnosprawne to wspaniali i godni szacunku ludzie.

    1. Niepełnosprawność nie umniejsza w żaden sposób inteligencji, wrażliwości, czy charakterowi człowieka. Niektórzy ludzie „pełnosprawni” przy niepełnosprawnych są po prostu mali duchem. Pozdrawiam!

  3. Trochę inaczej . Na przeciwko wyjścia z mojego bloku są dwa miejsca postojowe dla inwalidów , wzdłuż ulicy jest ich więcej , są rozmieszczone równomiernie i niech tak będzie . Chodzi mi o to że z tych miejsc korzystają młodzi , kobieta a drugim samochodem parkuje chłopak . Mają oczywiście dokument uprawniający do parkowania , gdyż ta kobieta ma wiekową mamę ale mamy nie wozi do i z pracy . To samo ten młody chłopak . Uważam że w tym przypadku to cwaniactwo jeśli nie chamstwo .

    1. Oczywiście, że chamstwo, ale z góry zakładać, że ktoś robi przewałkę też nie jest do końca rozsądne. Można takie rzeczy sprawdzić kulturalniej, a nie jak w opisanych przypadkach. Szczególnie „bolące kolanko”.

  4. Mój tata ze wzgledu na zaawansowana chorobe serca ma uprawnienia do parkowania na kopertch. Korzysta z nich jednak najcześciej w duzych miastach (mieszkamy w malym miescie powiatowym) pod szpitalami, albo marketami, gdy nie ma miejsc „normalnych”. Ja bedąc kierowca taty i odbierajac go np ze szpitala staje na takim miejscu albo pokazuję ta karte portierowi mowiac ze jade odebrac tate i ten wpuszcza mnie przez brame na teren szpitala gdzie wstep mają nieliczni. Tata wsiada do samochpdu i opuszczamy teren szpitala. Nie przyszlo mi nigdy wykorzystac tej karty, tym bardziej, że w malym miescie wszyscy wszystkich zanją…:)

  5. Wózek inwalidzki jest bardzo wyrazisty i pewnie dlatego kojarzy się z niepełnosprawnością. Chociaż patrząc na naszą scenę polityczną wydaje się, że większość polityków z naszego sejmu ma grupę inwalidzką na głowę. A co do opisanych w poście zachowań większy luz, olać przypałów czepiających się bez sensu. Życie jest zbyt piękne aby się stresować z powodu idiotów:):):)

    1. No wieeesz. Jak to ja ;) Tydzień bez bulwersacji czym kolwiek – tydzień stracony. Zawsze musi być jakaś spinka :)

      1. A no tak. Przeoczyłem gdzieś tę wspaniałą maksymę życiową. Zatem niech nam żyje spinka:):):)

  6. masz rację, ludzie nie zdają sobie sprawy z tego jak wiele może być przyczyn kalectwa, nie zawsze chodzi przecież o jazdę na wózku, to tylko jeden z przykładów, a mimo to, ludzie są tacy wyalienowani, może kiedyś się to zmieni, kiedy ludzie dojrzeją do świadomości tego, jak wygląda rzeczywistość

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>