Jak nie robić zakupów

Postanowiłam dzisiaj pójść na całość i ogarnąć misję niemal samobójczą. W przeddzień święta Trzech Króli (czyli niedzieli z zamkniętymi sklepami) wybrałam się do galerii na zakupy. I to w dodatku o godzinie szesnastej. Dla osoby, która zdecydowanie nie przepada za przepychaniem się z ludźmi między wieszakami i stolikami ze stertą ubrań, to nie lada wyzwanie. Powinnam o tej porze robić coś innego niż mozolnie przeciskać się przez tłum kobiet w gorączce wyprzedaży. Każdy sklep kusi szyldem „wyprzedaż” i wielkimi oznaczeniami zniżki -50%, -70%. Pomyślałam, że może choć raz nie będę na tyle aspołeczna i pójdę wtedy, kiedy wszyscy ludzie, a nie z samego rana. I że nie będę bluzgać pod nosem, jak ktoś nadepnie mi na stopę bucikiem z niezwykle cieniutkim obcasikiem i ofuknie „gdzie leziesz? pierwsza tu szłam!” Albo, że jak ktoś mi wyrwie prawie, że z ręki bluzkę, to nie będę się o nią kłóciła…

Postanowienia, postanowieniami. Po pięciu minutach byłam już tak zagotowana, że chciałam wyjść. Ale stwierdziłam, że mam swój cel i muszę go osiągnąć, czyt. kupić kurtkę zimową. Moja obecna wygląda podobno już jak szmata z podłogi, zamek się zacina w takim miejscu, że czasem mam obawy, czy uda mi się z niej uwolnić. Raz tak mi się właśnie zacięła w pracy z samego rana i cały dzień chodziłam w kurtce. Mimo, że w pokoju mamy ze 24 stopnie na plusie, wkręcałam wszystkim, że mi zimno. Do domu przyszłam spocona jak szczur i śmierdząca jak stary cap. Tak więc twardo chodziłam od sklepu do sklepu. Niestety żadna kurtka nie spełniała moich kryteriów. A jak spełniała, to akurat nie było rozmiaru… W jednym sklepie pan desperacko próbował mi pomóc. „O to chyba taka jak pani opisuje.” „Tak. Ale w granatowym wyglądam strasznie blado.” (zacznijmy od tego, że jestem strasznie blada, więc granat nie jest ze mną kompatybilny) „Mhm… Jaki kolor panią interesuje?” „Jasny brąz albo beż.” „To niestety nie mamy takiego fasony w brązie… To może o taka?” „Nie, chciałabym żeby miała takie jakby wcięcie w talii…” Coś tam koślawo usiłowałam tłumaczyć. Na szczęście pan znał się na rzeczy i pokazał mi odpowiednie modele. „Ta tkanina mi nie odpowiada. Będzie zostawała sierść kota. Nie chce mi się przed każdym wyjściem z domu czyścić.” „No niestety nie mamy takiej kurtki, jak pani chce. Nie mogę pani pomóc.” No pewnie, że nie może. Chyba tylko psychiatra może. Gdy mam kupić konkretną rzecz, to nigdy nie ma takiej jakbym chciała.

Na domiar złego, że umęczyłam wszystkich sprzedawców, którzy w porę nie dostrzegli mojego obłędu, to jeszcze popełniłam kolejny błąd. Zabrałam na zakupy ze sobą swojego chłopaka. Mimo, że moje zakupy są szybkie (maks. 3 minuty w jednym sklepie), to i tak szedł za mną krok w krok jak ochroniarz – na wypadek, gdybym chciała zawrócić i obejrzeć coś jeszcze raz. Po czwartym sklepie stał na zewnątrz, więc nie mogłam się poradzić, czy ładnie, czy nie. A jak już wchodził i pokazywałam w miarę fajną kurtkę serwował mi komplementy „To jest chyba dla starego straganiarza!” albo „o jaaa! ale paskudne! jakie wieśniackie!” Zawsze nosiłam rozmiar xs. Ostatnio utyłam i mam rozmiar s/m. Nie do końca czuję swoje nowe gabaryty, więc biorę różne rozmiary. Raz łapię s, a on „No co ty bierzesz? Nie ma się co oszukiwać, że się w to zmieścisz. Weź najlepiej L” Ot co. Porada faceta. Zawsze subtelna. W końcu zeźlona wyszłam z galerii. Idź pan w cholerę z takimi zakupami. Weszłam na stronę sprzedaży wysyłkowej pewnej firmy i znalazłam tam odpowiednią kurtkę. Zajęło mi to niecałe dwie minuty.

Po dzisiejszym dniu stwierdzam, że nie jestem na tyle przystosowana społecznie, by robić zakupy w tzw. szczycie. Najlepiej chodzić rano zaraz po otwarciu albo zamawiać w sieci. Nie brać ze sobą faceta swego, lepiej już iść z mamą. I chyba wyleczyłam się z zakupoholizmu. Było mnóstwo fajnych rzeczy i nie kupiłam niczego! Sukces.

O właśnie mi się przypomniało, że równo rok temu założyłam tego bloga. Zdecydowanie ta pisanina ma dobry wpływ na moją psychikę. Miłego wieczoru i udanej niedzieli!

15 myśli nt. „Jak nie robić zakupów”

  1. Rozmiar XS??? To Inżynier-kruszyna z Ciebie:):):) Ja też byłem na wyprzedażach. Tłum owszem był ale co tam. Jakiś gość obok mnie sprawdzał metki szukając odpowiedniego rozmiaru. Ja też widziałem te metki więc się nie męczyłem zbytnio. Poczekałem, popatrzałem, jak gość wybrał swój rozmiar, który był inny niż ten co ja chciałem to tylko sięgnąłem towar i poszedłem do kasy. Najgorzej było jak musiałem przebijać się przez kilkadziesiąt sztuk, by dopiero pod koniec znaleźć to co trzeba. Ale się udało zakupy zrobione.

    1. Hahaha :) Dobra metoda z tymi metkami. Jako zakupoholiczka na odwyku wolę przymierzyć od razu w sklepie, żeby przypadkiem nie zakupić czegoś, w czym nie wyglądam zbyt ciekawie. A co kupowałeś?

      1. Koszule sztuk dwie, t-shirty sztuk trzy, czapkę sztuk jeden – nie wiem po co ale podobała mi się, spodnie sztuk jeden ale trochę taki cieńszy materiał więc chyba dopiero założę je latem jak będzie cieplej.

  2. Ja musiałam wczoraj wybrać się na zakupy, bo nagle natchnęło mnie, że teściu ma w poniedziałek urodziny, a dzisiaj wszystko zamknięte. Pomysły odzieżowe i dodatkowe w stylu portfela odpadły po pierwszych kilku sklepach i ostatecznie zrobiliśmy zakupy w sklepie z art. domowymi (czyt. szklaneczki do whisky) gdzie było luźno i przyjemnie.

        1. Świetne szklaneczki. Szczególnie ta funkcja kiwania się. Pozwala to na zmieszanie wody z topiącego się lodu z trunkiem :) Fajne. Jak ktoś lubi whisky.

  3. Wczoraj P. jechał do lekarza i złożył mi propozycje nie do odrzucenia- ” zawiozę cię do jakiegoś sklepu”. Podziękowałam za takie atrakcje :)

  4. Boże, ale Ty kobieto jesteś wybredna… Uwielbiam to! Ja akurat rozumiem, że „nasz klient – nasz pan”. Jak mi coś nie odpowiada, to po prostu tego nie biorę. :D
    Co do faceta… przepraszam za stwierdzenie, ale powinnaś mieć jego zdanie w poważaniu i to tam głęboko, gdzie światło nie dochodzi. Rozumiem, że komuś coś może się nie podobać, ale to Ty w tym będziesz chodzić, a nie on. Dlatego uważam, że jeżeli coś Ci się podobało, to na Twoim miejscu ja bym to brał. :P

  5. Zazdroszczę tych dwuminutowych zakupów w necie. Ja spędzam na nich co najmniej godzinę, pewnie dlatego, że są po prostu wygodne. A co do wyprzedaży – kiedyś, w trakcie studiów pracowałam w sklepie z odzieżą, w jednej z popularnych sieciówek i to doświadczenie nauczyło mnie, żeby nie robić zakupów w tzw. „godzinach szczytu”. Polecam godziny poranne, najlepiej w poniedziałek, jeśli ktoś może ;) Pozdrawiam

    1. Sobota rano o 9-tej też daje radę :) o 10.30 jak ludzie zaczynają się zbierać, to masz już po temacie. Pozdrawiam

  6. Boziuuuuuuuuuu ja tak nie lubie zakupów ! przymierzać przepychać się … lubie zamawiać w internecie ale trzeba długo czekać a jestem niecierpliwa ! :( na szczęście uwielbiam nowe rzeczy jak każda kobieta i zawsze za mało mi ciuchów :) a kurtki szukałam przez miesiac , ale w koncu znalazłąm perełke :)
    apropo twojego tycia… zapraszam do mnie na post, który odpowie na pytanie dlaczego od WITAMIN w talbetkach ( które teraz tak w okresie zimowym połykamy ) się tyje !

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>