Czy się stoi, czy się leży dwa tysiące się należy!

Normalnie idzie się załamać. Stajesz na głowie i na rzęsach, żeby wszystko śmigało. Układasz plany produkcyjne, robisz prognozy i wydajesz dyspozycje. Załatwiasz, żeby odciążyć zaopatrzeniowca od pewnych spraw. A on dalej jęczy, że nie jest w stanie wszystkiego zamówić. I dalej jest nie na czas materiał. Mówi, że robi zamówienia. A jak dzwonisz do dostawcy, okazuje się, że owszem zrobił, ale nie wysłał do dostawcy. Czyli nie zrobił.

Idziesz do księgowości i żebrzesz na kolanach (prawie) o pieniądze. Idą przelewy. Sprowadza się materiał. W ostatniej chwili rzucasz na halę. Wręcz niesiesz w zębach materiał, aby jeszcze coś podgonić. Uratować sytuację. Aby mogli realizować plan, który dostali na początku miesiąca i własnoręcznie podpisali. Potem taki skurwiel wyrzuca ten plan do kosza i człapie się do szefa strzelić z dupy. „Panie prezesie, bo ja nie mam materiału na czas. Bo ja muszę po niego chodzić. Bo ja to nie wiem, co mam robić. Nie dają mi planów.” Wchodzi do Ciebie szef i Cię opieprza. Nie wiesz o co chodzi. No jak nie dajesz, jak dajesz. I nagle Ci się przypomina, że pracownik ten dostał reprymendę, bo został kilka razy wcześniej przyłapany na chodzeniu na papierosa w czasie pracy. To się zemścił. I masz po głowie.

Wchodzisz na halę. Materiał wala się po ziemi. A kilka minut wcześniej piszczeli, że „zgubił się” tłok. O! Podkładek i uszczelek też nie było. A dwa siłowniki tajemniczo się zdematerializowały. Materiał wymieszany, jak groch z kapustą. Puste kartony i folia walają się po ziemi. Wołasz ludzi, żeby ogarnęli śmietnisko. Ociągają się i wreszcie sprzątają. W końcu okazuje się, że trzeba było prawie godziny, żeby to uprzątnąć. Znalazło się przy okazji kilka części, na wyroby, które już pojechały. No dobra, myślisz sobie, zabiorę to z powrotem na magazyn.

Wracasz do swojego pokoju i próbujesz ustawić produkcję chociaż na kolejne dwa dni. Nagle wpada handlowiec. Nie rozumie, że to naprawdę nie Twoja wina, że dostawca przysłał wadliwe materiały. Nie rozumie też, że facet na cnc źle ustawił maszynę i fi otworu jest za duże. „Bo u was ciągle coś cieknie”. I koniec tematu. „Idę do szefa! Jesteście beznadziejni. A w ogóle to ja chcę, żeby wyrób X zszedł przed wyrobem Y.” Wzdychasz. Ale wiesz, że musisz rozpieprzyć cały cykl, bo z handlem nie wygrasz. Człapiesz się z rezygnacją znowu na halę. Martwisz się, że oderwiesz ludzi od pracy. Wchodzisz i nie wierzysz oczom. Stoją i herbatkę piją. Śmieją się z radością. „Słuchajcie, herbatkę popijacie, a produkcja stoi jak stała. Byłam godzinę temu i widzę, że nic nie poszło do przodu.” „Bo kierowniczko za taki pieniądz, to nam się nie chce.” „To ja wam przyniosę papier i piszcie wypowiedzenia. Jest na wasze miejsca mnóstwo chętnych.” „Ale kierowniczko, my nie chcemy do innej firmy, bo tu jest dobrze.” Zaczynasz bluzgać tak szpetnie, że uszy im więdną. Kiwają głowami i biorą się do roboty. Idzie do końca dnia. Na drugi dzień znowu siesta. I od nowa.

Pracownik opuszcza stanowisko pracy. Nikomu nie mówi. Wraca. Pytasz go gdzie był. „W toalecie.” „A kebaba z klozetu wyciągnąłeś?” „No dobra, byłem po kebaba.” „Masz naganę. Przegiąłeś.” „Ale kierowniczko!” „Koniec gadki.” Piszesz upomnienie. Po godzinie przychodzi do Ciebie szef. „Pani nie może ich tak terroryzować. Każdy musi zjeść.” „Tak od tego jest przerwa. A on samowolnie opuścił stanowisko pracy, nikomu nie dał znać i kłamał, że był w toalecie.” „Ale pani Inż. Blon. to taki duży facet na pewno był głodny. Poza tym pani na nich krzyczy.” „Krzyczę rzadko kiedy. Ale jak materiał wala się po podłodze to nie mogę tego znieść.” „Ale to pani powinna im stworzyć warunki, żeby się nie walał po podłodze.” „Załatwiłyśmy im regały na materiały drobne, pojemniki na śmieci, oczyściłyśmy i opisałyśmy magazynek podręczny. To co nie jest ciężki same nosimy im na halę. Czy mamy targać rzeczy, które ważą po 15-20 kg?” „Eee… no nie. Ale to trzeba im czasem posprzątać trochę.” „Słucham? A czy nam ktoś stanowiska pracy sprząta? Układa arkusze, karty rozliczeń brygady i zamówienia? Co dzień są rozmowy…” „Nie no, dziewczyny, wy się weźcie w garść, nie możecie tak chłopakom robić pod górkę.” Stwierdzasz, że nie ma sensu dyskutować. Kiwasz głową i wracasz do swojej pracy.

Po chwili człapie do Ciebie jeden z pracowników. Ten od kebaba. Chce się zwolnić na trzy dni. Bo ma badania okresowe. Dzwonisz do kadr. Wcale nie ma badań w tym terminie. Mówisz mu o tym. Klei buraka. Po czym na drugi dzień i tak nie przychodzi. W międzyczasie kłamie jeszcze, że zrobił swoją pracę. Rano patrzysz, zrobił 70%. Udupia wszystkich w tym momencie. Musisz dzwonić do handlu i poinformować, że niestety ale wyrobu nie dostaną. I słuchasz wrzasku w słuchawkę. Potem znowu przychodzi szef. „Co wy robicie? Czemu nie zeszło na czas.” Opowiadasz sytuację. Nie było materiału, bo nie było płatności. Pracownik nawalił, oszukał, a potem nie przyszedł. „Oj, proszę panią! Mnie to nie interesuje. Wyroby mają schodzić na czas.” „A co jak mi nie płacą za materiał? To skąd mam go wziąć?” „No nie wiem dziewczyny, wymyślcie coś. Upomnienia, ani nagany dla niego nie podpiszę, bo uważam, że jest bezzasadne.”

I weź tu sobie produkuj. A pomyśleć, że stając przed wyborem „księgowość”/”produkcja” wybrałam to drugie. Bo lubię, jak się coś dzieje. No to się dzieje. Aż do obrzydzenia się dzieje.

86 myśli nt. „Czy się stoi, czy się leży dwa tysiące się należy!”

  1. w przyszłym roku minie mi 30 lat pracy. Kierowałem zespołami inżynierskimi i 120 osobowym działem produkcyjnym. Cóż Ci mogę poradzić… Wyznacz żelazne zasady i trzymaj się ich! Szanuj ludzi, wszystkich. Skur…ów też. Z Twego postu wynika że miotasz się. Sugeruję szkolenie z zakresu kierowania ludźmi. Nie zastąpi doświadczenia, ale sprzeda kilka trików na sytuacje konfliktowe, czy uzmysłowi błędy we własnym postępowaniu. Ja np. mówiłem ludziom co jest źle, bo po co mówić jak jest dobrze. Z drugiej strony wyglądało że chodzi i się dopierdziela a nie widzi jak sie staram ! Od tamtej pory chętnie chwalę ludzi, mówię że dostrzegam jak ciężko pracują, a potem opierdzielam ;). Wiem że masz gorzej jako kobieta, tym bardziej musisz cechować się konsekwencją. I jeszcze jedno…. na tym stanowisku jesteś od rozwiązywania pojawiających się problemów, to Twoje podstawowe zadanie. Gdyby wszystko miało gładko iść nie była byś potrzebna. Powodzenia !!! Lubię pracować z kobietami w technice, tez które zostają są ŚWIETNE :) !!!

  2. nie no pracownicy mają się posrać za te tysiącpińcet?
    słusznie mają ciebie i ten zakichany zakładzik w dupie
    wam sukinsynom zawsze będzie marzyć chińska dyscyplina
    i niewolnictwo – walcie się

    1. @wer
      Sam nie pracuję obecnie w Polsce – nie podoba mi się perspektywa spłacania przez 30 lat byle klitki z pensji 3 tysiące na miesiąc.
      Jednak, umowa o pracę nie jest obowiązkowa. Jeśli się zgadzasz wykonywać określoną pracę za określone pieniądze – podpisujesz, jeśli nie – nie podpisujesz. Jeśli podpisujesz ją z myślą, że za ” tysiącpińcet” będziesz po peerelowsku bumelował to oznacza to mniej więcej, że zamierzasz okradać swojego pracodawcę.
      Z drugiej strony jest multum przypadków – miejsc pracy w Polsce, gdy pracodawca na rozmowie o pracę mydli oczy złotymi górami, że „to warunki na początek, a potem to ho ho”. Potem są niepłatne nadgodziny, urlop podpisany z wielką łaską, zero złotych gór i zero z ho ho – zero perspektyw na rozwój i awans. Powyżej opisywana sytuacja wydaje się jednak jednoznaczna.
      Cóż, mimo JPII, wyobrażenia jakim to religinym i moralnym narodem nie jesteśmy, rzeczywistość jest smutna – na przeciwko siebie dwie oszukujące się grupy: pracodawcy którzy zastanawiają się jak dając nie dać, lub jak złapać jelenia na kilka miesięcy, z drugiej pracownicy – jak pracować, żeby palcem nie ruszyć. Fajna zabawa

  3. Witam, Problem polega na tym, że jak pracownik się stara, jest sumienny i pracowity, to z czasem zaczyna się go wykorzystywać. A to pan Rysio zrobi, a to Pan Rysio zostanie po godzinach, a to pan Rysio weźmie robotę do domu itp. Dotyczy to najczęściej młodych ambitnych pracowników. Kierownicy, szefowie i ogólnie zarządzający sami są winni, że maja stado opierdalaczy w teamie. Zamiast doceniać i awansować ambitnych i pracowitych pracowników, to wykorzystuje się ich. Z czasem tacy zniechęcają się do angażowania się ponad, to co pozwoli im przetrwać, tak, żeby nie zwolnili. Proszę nie mieć pretensji tylko do pracowników, że zamieniają się w przetrwalniki, często na urlopach pseudo zdrowotnych, jest to bardzo często zasługa ogólnie polskiej mentalności zarządzania. Miałam okazję być, pracownikiem i kierownikiem i właścicielem firmy i widzę pewne prawidłowości w tej kwestii. Doceniajcie tych ambitnych i pracowitych, twórzcie z nich zespół, a praca będzie szła jak po maśle.

  4. Doskonały teksy. Samo życie. Niestety zachowanie większość ludzi niezmienia się od przedszkola, góra podstawówki. Też zarządzałem – w większości przypadków pracownikom brakowało zaangażwoania a kombinowanie i „półprawdy” były na porządku dziennym – smutne.

  5. Pracowałem w takiej firmie gdzie nie było wcale organizacji, począwszy od dyrektora, przez kadry, technologów, magazynierów, zaopatrzeniowców, na kierownikach kończąc. Oczywiście wszyscy ci ludzie jeżeli nie wywiązywali się ze swoich zadań to mieli wszystko w du.pie, o godz. 16 kończą pracę i idą do domu, a wszystko zostaje na barkach szeregowych pracowników, i oczywiście za niedotrzymywanie terminów, ten szeregowy pracownik najbardziej dostawał po du.pie, a reszta nie miała sobie nic do zarzucenia. Materiałów do produkcji nigdy nie było na czas, a później oczywiście sytuacja jak w wymienionym tekście, wszystko na ostatnią chwilę, a kierownik najlepiej stał by z batem i nawet do kibla nie pozwolił by wyjść.

  6. Prawda jest taka,że ten, kto nigdy nie będzie musiał za siebie sam zapłacić „zusu” i „skarbówki”, ten nigdy nie doceni w pełni co oznacza określenie „dobra i porządnie wykonana praca”. Dopiero jak ktoś mu nie zapłaci kilka razy z rzędu za pracę źle wykonaną, „zatrybi” o co chodzi pod pojęciem słowa „praca” …

  7. U mnie w firmie to wygląda podobnie. Ale i tak ja jestem tym najgorszym – tym co goni wszystkich do roboty. Pracownicy potrafią jedynie przychodzić po podwyżki nic nie dając od siebie. Jak wychodzę na halę to robią. Wejdę do swojej brygadzistówki to od razu zaczynają się śmiechy i wygłupy. Plan produkcji wszyscy mają w dupie. A ja się muszę tłumaczyć – takie to życie

  8. Pracownikom radzisz, żeby się zwolnili, jak im robota nie odpowiada – po czym rąbiesz opowiadanko, że TOBIE praca nie odpowiada, ale sama zwolnienia się jakoś nie rozważasz.

  9. Współczuję takiego szefa. Znam tę sytuację kiedy nie ma się mocnego wsparcia w swoim przełożonym. Każdy kto się przyjmuje do pracy to wie na co się decyduje i jaka za to płaca. Po krótkim czasie zapomina i oczekiwania rosną, a pracować się nie chce. Każdy, kto przychodzi do pracy powinien ją wykonywać jak najlepiej, a bumelantów należy eliminować, wówczas reszta będzie czuła respekt i pracowała jak należy. Ale z takim szefem to tylko na linkę skoczyć. WSPÓŁCZUJĘ

  10. Dziwna sytuacja bo z twojej perspektywy wygląda to tak jakbyś musiała walczyć z całym światem. Jeśli tak jest prawdopodobnie przyczyna tego tkwi jedynie w tobie samej. Nie rozumiem także tego chaosu , który wokół Ciebie występuje niby jesteś osobą decyzyjną a wygląda na to jakbyś nie miała na nic wpływu.

  11. Kurcze, pracujesz w tej samej firmie co ja?
    Normalnie jak bym z roboty nie wyszedł i w domu nie był, to bym pomyślał, że jeszcze w pracy jestem. Nie martw się, mam dokładnie to samo…

  12. Zauważyłam, że Polak czasem tak potrafi cwaniakować, że się w głowie nie mieści. I tak podziwiam ja to bym chyba wywaliła od razu na zbity pysk [ jestem chyba zbyt nerwowa na takie rzeczy ].
    Ściskamy !

  13. biedni niewolnicy!praca u kogoś to prostytucja!dość patologii!=telepraca w domu=życie z rodziną,sex,wychowywanie dzieci,brak dojazdów oszczędność czasu bez korków itp

    zamiast siedziec w biurze dojezdzasz domu do klienta na wezwanie to tez telepraca

    a cześć zawodów stanie się zbędna a ludzi zastąpią maszyny i komputery np komputer kierujący autem zamiast kierowcy:)

    jeśli twoja praca jest twoją pasją jesteś szczęśliwym człowiekiem mogąc pomagać ludziom a nie niewolnikiem

    lepiej żyć własnym życiem na własny rachunek jak chcesz a nie jak ci inni każą dość niewolnictwa !

    internet i telepraca =każdy może pracować we własnym domu z ogrodem =brak potrzeby podróżowania do i z pracy, brak wyraźnego centrum i prowincji spowoduje zmiany społeczne społeczeństwo informacyjne

  14. Nie każdy lubi taką formę zamknięcia w domu i nie każdy chce tak pracować. To nie jest wyjście z sytuacji.

  15. A Ty nie wiesz, że lata świetlne są miarą odległości a nie czasu… Chciałeś zabłysnąć a wyszło jak zawsze :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>