No ja nie wiem, co wy dziewczyny jesteście teraz takie wstydliwe

Dziś nad ranem zaczęłam wymiotować. Co prawda o godzinie „zero”, czyli kiedy powinnam wyleźć z wyrka do pracy, czułam się już tylko zmęczona. Biorąc pod uwagę, że cały weekend i dwa dni wcześniej zdychałam, postanowiłam nie ryzykować zarazy wszystkich współpracowników. Stwierdziłam, że lepiej będzie się zbadać u lekarza. W tym miejscu nadmienię jak niezmiernie cieszy mnie to, że tam gdzie teraz pracuję mogę zanieść L4. Nie nadużywam tego i nie latam z byle czym do lekarza. A teraz cieszę się, że jak dam takie zaświadczenie to nikt mi nie pojedzie po pensji. Poprzednio, żeby zachować całą wypłatę (nazwijmy to podstawą + czymś w rodzaju „premii” uznaniowej) w miejsce zwolnienia brałam urlop wypoczynkowy. Zapalenie oskrzeli raz -5 dni z urlopu. Coś tam jeszcze i tak połowa z 20 dni urlopu w roku przepadła…

Ale wróćmy do wizyty u lekarza. Całe życie od małego szczylka chodziłam do jednego doktora. Żeby nie było, leczy świetnie. Ale jest chyba starym zboczeńcem :/ Zawsze przy osłuchiwaniu klatki piersiowej prosił o rozpięcie stanika, bo rzekomo utrudnia on badanie (dla takich pokroju tego medyka informacyjnie piszę -  ROZPIĄĆ A NIE ZDJĄĆ!!). I jakie było moje zdziwienie, gdy rozchorowałam się w innym mieście (na urlopie, tak tylko ja mam takie zezowate szczęście!) i trafiłam do jakiejś pani doktor. Gdy osłuchiwała mnie, zapytałam o ten nieszczęsny biustonosz, bo wykonywała to badanie bez rozpinania. Dowiedziałam się, że to w żaden sposób nie wpływa na wynik badania i z żadnych przyczyn nie trzeba go rozpinać. Wściekłam się. Autentycznie.

Tak więc dziś, przy badaniu nie omieszkałam wspomnieć temu staremu zgrzybiałemu perwersowi, że rozmawiałam z pewną panią doktor o tym badaniu i, że to o co on prosi w ogóle nie jest potrzebne. A on na to „no ja nie wiem, co wy dziewczyny jesteście teraz takie wstydliwe”. Wyjątkowo nic nie powiedziałam, bo uznałam, że nie ma co gadać ze ścianą. Ściana i tak zawsze swoje wie. Później przypomniało mi się, jak koleżanka opowiadała o wizycie ze swoim synkiem u niego. Wtedy myślałam, że kłamie. Mianowicie powiedziała mi, że jak skończyła opisywać objawy choroby dziecka, to powiedział do niej, żeby się rozebrała. Na co ona, że synek jest chory, a nie ona. W odpowiedzi usłyszała „No ja nie wiem, co wy dziewczyny jesteście teraz takie wstydliwe”. Wtedy myślałam, że mnie zełgała kak sobaka. Nooo, a mówiła prawdę.

I pomyśleć sobie, że człowiek przychodzi czasem ostatkiem sił do lekarza. W jakiejś malignie, gorączce, drgawkach i nie wiadomo czym jeszcze. Marzy tylko o tym, żeby dostać jakieś leki, najeść się ich i wyspać, a potem obudzić się we względnym samopoczuciu… A tu taki zbereźnik wykorzystuje sytuację i zapuszcza żurawia nie tam, gdzie powinien. Bez komentarza.

288 myśli nt. „No ja nie wiem, co wy dziewczyny jesteście teraz takie wstydliwe”

  1. No dla mnie zboczony to gość ktory ma ochotę na męszczyzn,zwierzęta,dzieci ale na kobiety to chyba normalność-to co nas ma podniecać i wam kobietom też oto chodzi nie oszukujmy się

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>