Jak nie oszaleć po wspólnym zamieszkaniu z drugą połową? Czyli, czym jest muzyka

Dwie osoby się poznają i czują, że coś zaiskrzyło. Znajomość rozwija się i zmierza w dobrym kierunku. Jest fajnie. I przychodzi w końcu czas, że podejmują decyzję, aby zamieszkać razem. Wydawałoby się, że historia idealna. A jednak nie do końca, bo tak duża zmiana nie koniecznie od razu wpływa korzystnie. W takiej sytuacji nie do końca wiadomo, jak „odpocząć” chwilę od siebie na wzajem.
Nie miałabym pojęcia co poradzić komuś, ale recepta jest prosta jak to, że po zimie będzie wiosna. Trzeba usiąść w samotności, zrelaksować się i pomyśleć. Zastanowić się sprawić, by mieć chwilę dla siebie. Bez żadnych schematów, bez żadnych stereotypów. No i… może nie wpaść nam nic do głowy. Ale nie możemy się zrażać, musimy twardo myśleć dalej, aż… znowu nic nie wymyślimy. W końcu pewnego dnia zupełnie przypadkiem samo przyjdzie nam to do głowy.
W moim przypadku tak było. Pewnego niedzielnego południa siadłam w fotelu z lapkiem na kolanach, zainstalowałam w uszach słuchawki, włączyłam pierwszy lepszy kawałek ze swojej listy i poczułam, że to jest to. Strzał w dziesiątkę, dokładnie to czego szukałam. Rozwiązanie tak proste, że aż się go nie spodziewałam. Nawet nie przypuszczałam, jak bardzo brakowało mi kontaktu z muzyką „tylko we dwoje”. Bez nikogo innego -  ja unosząca się w przestrzeni zbudowanej z dźwięku… Każdy dźwięk, ton, głos włącza inny obraz pod powiekami, obojętnie czy zamkniętymi, czy otwartymi…
Życzę każdemu, by znalazł w życiu to co pozwoli na zupełne odpłynięcie od rzeczywistości.